JPOL_E3_E4_Tekstykultury
Leopold Staff Gałczyński

Pokazałeś w wesołej herezji
Przez swe fraszki fiołkowe i gęsie,
Ile jest nonsensu w poezji
I ile poezji w nonsensie.

CART4 Źródło: Leopold Staff, Gałczyński, [w:] Poezje, Kraków 2005, s. 269.

Tak o Konstantym Ildefonsie Gałczyńskim (1905–1953) pisał sam Leopold Staff (tom Dziewięć muz, 1958). Poeta w przewrotny sposób podkreślił charakterystyczne cechy twórczości autora Zaczarowanej dorożki: nonsens, paradoks i błazenadę. Gałczyński sam nazywał się „magikiem” i „małpiszonem” (z wiersza Liryka, liryka). Został okrzyknięty „poetą świętej powszechności” i „prostych dziwów”. Czesław Miłosz pisał o nim, że:

Czesław Miłosz Zniewolony umysł

[…] miał cygańską cerę, był piegowaty, niewysoki, jego gębę, kiedy się śmiał, wykrzywiał sardoniczny grymas, włosy odgarniał w tył z wysokiego czoła. Jego głowa była nieproporcjonalnie duża w stosunku do tułowia, miał w sobie coś z karła i błazna, tak jak go malowali w scenach książęcych uczt dawni malarze. Zdradzał skłonność do ekscentrycznych ubrań, krawaty lubił wiązać w luźny, duży węzeł”.

CART5 Źródło: Czesław Miłosz, Zniewolony umysł, Kraków 1989, s. 182.

Twórczość Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego nie była zaliczana do konkretnego ugrupowania poetyckiego, jednak krytyka literacka  zauważyła  związek Gałczyńskiego z Kwadrygą i jednocześnie pokrewieństwo estetyczne z kręgiem Skamandra,  ale bez pełnej zgodności z którymkolwiek z tych modeli programowych. Dlaczego Gałczyński nie mieści się jednoznacznie w żadnej z tych grup? Relacja ze Skamandrem wskazuje, że  estetycznie bywa mu „najbliżej” do tego ugrupowania (czytelność, miejska codzienność), ale rdzeniem jego poetyki są groteska, maska, absurd, ironia  – elementy autokreacji, które wykraczają poza skamandrycką „normalizację” tonu. Co ważne, nie podpisał żadnego z programów i nie pisał dla pisma „Skamander”. Z kolei relacja z Kwadrygą dowodzi, że był z nią związany przez pewien czas (koniec lat 20./początek 30.), jednak jego poetyka i „gra maskami” nie są „sztandarowe” dla profilu „sztuki uspołecznionej” Kwadrygi. Związek Gałczyńskiego z tym ostatnim ugrupowaniem miał w dużej mierze charakter środowiskowo‑instytucjonalny, a nie programowy.

Po II wojnie światowej zaś na łamach tygodnika „Przekrój” publikował między innymi znane Listy z fiołkiem oraz teatrzyki Zielona Gęś. Do najbardziej znanych tomików poezji Gałczyńskiego można zaliczyć Zaczarowaną dorożkę (1948), Ślubne obrączki (1949), Pieśni (1953). Był autorem poematów Wielkanoc Jana Sebastiana Bacha (1950) oraz Niobe (1951). Napisał również teksty do wielu piosenek, które do dziś wykonywane są przez polskich artystów, np.: Ballada o dwóch siostrach, Dzikie wino, Liryka, liryka, Modlitwa do Anioła Stróża, Ocalić od zapomnienia, Prośba o wyspy szczęśliwe, Śmierć poety.

O autorze

Konstanty Ildefons Gałczyński19531905
RFENNMV42QXNC
Konstanty Ildefons Gałczyński, 1947
Źródło: Henryk Hermanowicz, Wikimedia Commons, domena publiczna.

Konstanty Ildefons Gałczyński

Wśród polskich poetów wieku XX był bez wątpienia jednym z najpopularniejszych. Urodził się w Warszawie. Okres I wojny światowej rodzina Gałczyńskich spędziła w Moskwie. Tam Konstanty rozpoczął naukę, tam również napisał swoje pierwsze wiersze. Do Polski rodzina powróciła w 1918.

Pod koniec lat 20. Gałczyński przyłączył się do grupy KwadrygaKwadrygaKwadryga. Współpraca ta zaowocowała przyjaźniami i publikacjami, ale w istocie poetycko i osobowościowo Gałczyński nie mieścił się w ramach społecznie ukierunkowanego i raczej ogólnikowego programu grupy. Niechętny skamandrytomSkamandryciskamandrytom i kręgowi Wiadomości Literackich, poszukiwał miejsca, gdzie mógłby regularnie publikować, dlatego w drugiej połowie lat 30. podjął współpracę z tygodnikiem Prosto z Mostu – pismem o skrajnie prawicowej orientacji. Chociaż wybór taki więcej miał zapewne wspólnego z pragnieniem stabilizacji możliwości wydawniczych niż z rzeczywistym ideologiczno‑politycznym zaangażowaniem, stał się jednym z tych faktów biograficznych, które miały konsekwencje w sposobie, w jaki Gałczyński był postrzegany po wojnie. Nakładem Prosto z Mostu ukazał się zbiór Utwory poetyckie (1937).

Gałczyński został zmobilizowany pod koniec sierpnia 1939 roku, a wkrótce po wybuchu wojny dostał się do niewoli. Z okresu pobytu w stalagachstalagstalagach pochodzą wiersze oddające nastroje tamtego czasu, m.in. słynna Pieśń o żołnierzach z Westerplatte. Po zakończeniu wojny Gałczyński wędrował po Europie, a w 1946 roku powrócił do kraju. Związał się z pismami o bardzo różnorodnym profilu: z „Odrodzeniem”, „Tygodnikiem Powszechnym”, „Przekrojem” i „Szpilkami”. Na łamach „Szpilek” drukował (od 1946 do 1950 roku) słynny cykl absurdalnych, humorystycznych scenek, publikowanych jako Teatrzyk Zielona Gęś.

W 1950 roku na V Zjeździe Związku Literatów Polskich Adam Ważyk w swoim wystąpieniu zaatakował Gałczyńskiego i praktykowaną przez niego poezję. Był to dla poety trudny okres, w którym dostęp do czytelników został mu ograniczony. Latem 1950 roku Gałczyński wyjechał na Mazury, gdzie nad Jeziorem Nidzkim, w leśniczówce Pranie, zrealizował kilka poetyckich zamysłów, z których część – m.in. poematy Niobe i Wit Stwosz oraz liryczny cykl Pieśni – badacze zaliczają do jego najwybitniejszych osiągnięć.

6 grudnia 1953 roku trzeci zawał serca doprowadził do śmierci poety.

skamandryci
Kwadryga

Kategorią estetyczną, która w poetyce Gałczyńskiego zdaje się grać rolę zasadniczą, jest groteskagroteskagroteska. Nie należy jednak postrzegać groteskowej mistyfikacji jako jedynego sposobu postrzegania poetyckiego dzieła. Liczne są w nim przykłady autokreacji poety na artystycznego cygana, celebrującego indywidualność i przywileje człowieka sztuki. Zarazem pozostawał Gałczyński poetą zabiegającym o audytorium, otwarcie mówiącym o praktyczno‑zarobkowym wymiarze artystycznego rzemiosła, praktykującym poezję powszednich wzruszeń, opiewającym świat przeżyć i uroków rodzinnych. Bardzo rzadko (np. w słynnym Balu u Salomona) rezygnował z zasady klarownej komunikatywnościklarownaklarownej komunikatywności, posługiwał się najczęściej kodami i kontekstami wyprowadzonymi z codzienności, a przez to – bliskimi czytelnikowi. Jeśli w swojej twórczości nawiązywał do kultury tradycyjnej – robił to w sposób unikający przesadnej erudycyjnościerudycjaerudycyjności, dostępny kompetencjom szerokiego grona czytelników. Strategia taka stwarzała płaszczyznę bezpośredniego porozumienia z odbiorcą, który bez trudu odnajdywał się w kreowanej w tych wierszach rzeczywistości.

Doświadczenie codzienności pozostaje jednak w poezji Gałczyńskiego nieustannie otwarte na wtargnięcia żywiołu ludycznego (zabawy), na karnawałowe odwrócenie normalnego porządku ról i wartości, na różnorakie deformacje rzeczywistości i podmiotu. Poeta od powagi uciekał w żart, od zaangażowania – w dystans, od poetyczności – w potoczność, od powszedniości – w maskaradę. I na odwrót. W ten sposób mistyfikował siebie, skutecznie wymykając się jednoznaczności. Scenerią wszystkich tych ucieczek był najczęściej miejski folklor. Żartowniś, kpiarz, szarlatan to wcielenia lub autokreacje podmiotu w tych tekstach (w okresie międzywojnia) bardzo częste. Jednocześnie obok nich pojawia się jako humanista czy jednostka skłonna do sentymentalnych niemal wzruszeń. Pozwala to mówić o estetycznym, emocjonalnym i problemowym synkretyzmiesynkretyzmsynkretyzmie poezji Gałczyńskiego.

Groteska w wierszach Gałczyńskiego ma często walor komiczny. Poeta efektywnie posługiwał się żartem, drwiną, ironią, absurdem i purnonsensempurnonsenspurnonsensem. Karykatura, nierzadko satyrycznie ukierunkowana, określa nacechowanie rzeczywistości w wielu utworach. W niektórych z nich (np. Koniec świata, Bal u Salomona) poeta złączył groteskę, absurd, humor z motywami katastroficznymi. Przedmiotem kpiny stają się postawy i aspekty rzeczywistości, celebrowane z przesadną powagą i pompą, uschematyzowane przez konwenans, miałkie bądź zakłamane pod pozorem wielkich słów i wzniosłych idei. Wśród innych zjawisk Gałczyński kpi z inteligenta, zagubionego bądź nieadekwatnie do swej inteligenckości przywiązanego, praktykującego ją niczym teatr gestów bez znaczenia (np. Tatuś, Biedny Lolo).

Tony te cichną w wierszach z czasu wojennej niewoli. Do głosu dochodzą uczucia tęsknoty, potrzeba wytrwałości, akcenty patriotyczne, choć – jak zwykle w tej poezji – wolne od patetycznego zadęcia, wyrażone językiem prostych obaw, wzruszeń i nadziei (np. Pieśń o żołnierzach z Westerplatte, Pieśń o fladze, Matka Boska stalagów). Kulminację groteskowego żywiołu w twórczości Gałczyńskiego stanowi zapewne – reprezentujący powojenny dorobek autora – najmniejszy teatrzyk świata, czyli słynna Zielona Gęś. Żywiołem tych scenek był absurdalny humor, inspirowany zarówno współczesną poecie rzeczywistością, jak i tradycją literacką, kontynuujący dzieło ośmieszania sytuacji i postaw, które znalazły się na satyrycznym celowniku poety jeszcze w okresie międzywojnia, a także tych, które wyłoniły się w powojennej rzeczywistości.

Wymóg twórczości zaangażowanej, który zdominował polską literaturę zwłaszcza po 1949 roku, znalazł wyraźny oddźwięk w poetyckiej praktyce Gałczyńskiego. Powstają wówczas socrealistycznesocrealizmsocrealistyczne wiersze agitacyjne, także skierowane do dziecięcego odbiorcy. W tym socrealistycznym nurcie głośny okazał się zwłaszcza Poemat dla zdrajcy (1951), odczytywany jednoznacznie jako atak na Czesława Miłosza, który w tym samym roku podjął decyzję o pozostaniu na emigracji. Wewnętrznie zróżnicowana, estetycznie synkretyczna, kpiarska i bliska zwyczajności, twórczość Gałczyńskiego była niezwykle atrakcyjna dla odbiorców: przyciągała ich specyficznym humorem, zmistyfikowaną niejednoznacznością poety i barwną emocjonalnością, dostępną w swej bezpośredniości, a zarazem wolną od banału. Czy może być atrakcyjna także współcześnie – przekonamy się w toku najbliższych lekcji.

socrealizm
purnonsens
synkretyzm
groteska
stalag
erudycja
klarowna
Ciekawostka

Konstanty Ildefons Gałczyński uznawany jest za poetę, który stale ukrywa się za maskami, m.in: kpiarza, poważnego piewcy socjalizmu, szarlatana, dekadenta. W swojej twórczości często odwoływał się do wątków autobiograficznych; pracował jako urzędnik (trzykrotnie zetknął się z tym zajęciem), ale z powodu nudy, jaka wynikała z wykonywania czynności urzędniczych, rezygnował z tej pracy. Niemniej jednak postać urzędnika często jest zestawiana w jego twórczości z postacią artysty.

j0000000FTB3v20_000tp003
j0000000FTB3v20_000tp004
j0000000FTB3v20_000tp005
j0000000FTB3v20_000tp006
JPOL_E3_E4_Konteksty
Prawda uczućJan Błoński
Jan Błoński Prawda uczuć

(fragmenty)

Gałczyński był poetą estrady. Sam wspaniale deklamował własne wiersze. Prawdziwego poetę estrady poznajemy jednak po tym, że stara się estradę zburzyć. Gałczyński pragnął za wszelką cenę znieść dystans dzielący go od czytelnika. Wychodził doń rozchełstany, nieporządny. Kokietował artystycznym bałaganem. Mowa potoczna jest fundamentem jego poezji; jej niedokładności, zacięcia, powtórzenia. Stąd zdania cięte, rwane, nerwowe, stąd niekończące się frazy, gdzie ani początku, ani końca, nieprzerwany potok słów. […]

Gałczyński jest poetą łatwo zrozumiałym, ale nie prostym. Nie buduje swej prostoty z tradycji; przeciwnie; burzy ją, jak może: stylizacją sentymentu, mistyfikacją ironii. […]

Gałczyński szczerze nie lubił awangardy poetyckiej. […] On sam wybrał inną drogę. Inną, ale równoległą. Nie dynamizował skojarzeń, ale nastroje. Prowokowanie przemiennością uczuć wywoływało oburzenie; nie obojętność, na którą skazywało „pseudonimowanie” rzeczy, zalecane przez Peipera. Łatwiej bowiem spotkać wrażliwe serce niż wygimnastykowaną wyobraźnię. Gałczyński był – awangardzistą nastrojów.
W wierszach Przybosia nieustannie zmieniają się i przekształcają obrazy; ale sam Przyboś pozostaje zawsze jednaki: spokojny, opanowany, rozważny. Uczucie, którym dzieli się z czytelnikami, jest jednorodne: komplikacja obrazów prowadzi do prostoty wzruszenia. U Gałczyńskiego odwrotnie: prostota, nawet banalność obrazów – do komplikacji wzruszeń. Właśnie wzruszeń. Rekwizyty Gałczyńskiego znamy z góry; uczuć – nigdy. […] Wieloznaczność sytuacji osobistej, społecznej dawała nie tylko różne wiersze: raz nihilistyczne, raz intymistyczne, raz – po prostu niespokojne. Warunkowała także styl konsekwentnego chaosu. Inna sprawa po wojnie; przemienność wzruszeń przestała być znakiem niepewności społecznej; zaczęła służyć temu, o czym zawsze Gałczyński marzył: uściśleniu kontaktu z czytelnikiem. Gałczyński ujarzmił w końcu chaos; zmienił go w bogactwo.

Gałczyński był zafascynowany przeciwieństwem. Łzy i grymas. Sentyment i ironia. Marzenie o mieszczańskim szczęściu i utajona weń niewiara. Programowa Pieśń cherubińska i drwiąca historia biednego Lola. Jakby rozchwianie widzenia rzeczywistości, jakby poczucie winy wobec własnej niepewności poznawczej.

[…] Gałczyński tradycję podejmuje po to, aby ją obrażać. Bierze najprostsze schematy poetyckie i miesza je ze strzępami codziennych rozmów. I jedne, i drugie, są łatwo dostępne dla czytelnika; tym swobodniej można nimi igrać. Tak udaje mu się być zrozumiałym, a nie banalnym.

[…]

Gałczyński jest w wojnie z samym sobą. Z własnym wzruszeniem, z własną myślą. Jest w sobie samym zaprzeczony. Może wykręca się od jednoznaczności, może nie umie jej znaleźć? Kompromituje nie tylko świat, także siebie. Rozbija własne uczucia. Dewaluuje własne wzruszenie liryczne.

[…]

[…] cała poezja Gałczyńskiego przesycona jest niespodzianką i przeciwieństwem.

[…]

Zdaje się, że jedną z głównych przyczyn popularności poety należy widzieć w jego niezwykłej zdolności ujarzmiania trudnych i poważnych spraw przez wiązanie ich z codziennością życia ludzkiego. Wszystko dlań staje się „świętą powszedniością”. […] uczucia, nawet wielkie […] sprowadza genialnie do skali odczuwania prostego człowieka. Nikt lepiej nie czuł wielkości i uroku codziennego ludzkiego życia. Dlatego poeta dysponował niesłychaną skalą gatunków: umiał wierszem gawędzić, opowiadać, żartować, nawet pisać listy. […] Gałczyński wszędzie widział poezję; dlatego mógł wszystko napisać wierszem. Poezja była dlań naturalnym środkiem wypowiadania się […].
Jednak nie wirtuozeria techniki pozwala Gałczyńskiemu na opanowanie chaosu kłębiącego się w jego wierszach. Ożywia je przecie niezwykła prawda uczuć. Wszystko dla Gałczyńskiego poety może być zmyśleniem, dziwactwem, błędem: uczucia jedne są prawdziwe. Styl może być pogmatwany; widzenie świata – rozłamane; myśli – ślepe i błędne; uczucia jednak zawsze pozostają pewne. W jego wierszach galopują chmary nonsensów; uczucia, które w nich żyją, są jednak proste.

j0000000FTB3v20_00000_BIB_005 Źródło: Jan Błoński, Prawda uczuć, [w:] Andrzej Drawicz, Konstanty Ildefons Gałczyński, Warszawa 1972, s. 204–206.