1
Eliza Orzeszkowa Nad Niemnem
Rswqv9f9VoAxg1
Grobowiec, pośród sosen, w jarze nadniemeńskim, na gruncie okolicy szlacheckiej, Bohatyrowicze, z napisem "Jan i Cecylja" [...]. Klemens Bohatyrowicz, stary i zamożny szlachcic zagrodowy, z okolicy Bohatyrowicze i syn jego, Jan - fotografia z kolekcji pisarki Elizy Orzeszkowej lata 80‑te XIX w., autor: Jan Sadowski
Źródło: Cyfrowe zbiory Muzeum Narodowego w Warszawie, domena publiczna.

– Było to w starych czasach, w sto lat albo może jeszcze i mniej potem, jak litewski naród przyjął świętą chrześcijańską wiarę, kiedy w te strony przyszła para ludzi. Niewiadomego oni byli nazwiska, niewiadomej kondycji, i to tylko można było poznać i z mówienia ich, i z ubioru, że przybyli z Polszczy. Dla jakiej przyczyny porzucili oni swój kraj rodzony i aż tu przywędrowali, zarówno niewiadomym było. Kiedy spotykający ich podczas ludzie pytali ich o nazwisko, odpowiadali, że przy chrzcie świętym nadano im imiona: Jan i Cecylia. A kiedy ktokolwiek chciał wiedzieć, dokąd i dla jakiej przyczyny wędrują, mówili: „Szukamy puszczy!” Widać było ze wszystkiego, że bali się jakiegoś pościgu i żądali skryć się przed ludźmi, a żyć tylko pod boskim okiem. Całej pewności co do tego nie ma, ale takie o nich chodziły głosy, że kondycja ich była nierówna, bo on był ciemnej twarzy i bardzo w sobie silny, tak jak to rzadko pomiędzy panami, a najczęściej w pospólstwie bywa, a ona, czy to szła, czy to stała, czy mówiła, czy milczała, wydawała z siebie pańską wspaniałość i piękność. Ale jak tam było z ich początkiem, wszystko jedno, dość że nietrudno znaleźli to, czego szukali. Cały tutejszy kraj zalegała podtenczas nieprzebyta puszcza, w której Pan Bóg nasiał co niemiara jezior błękitnych i łąk zielonych, a ludzie pobudowali troszkę osad, w których trudnili się sobie różną przemyślnością. W jednych miejscach, nad jeziorami lub nad rzeczułkami, siedzieli rybaki i bobrowniki; w inszych, tam gdzie stały lipowe lasy, pszczelniki miód i wosk pracowitym zwierzątkom odbierali; niektórym król nakazał, aby dla niego hodowali sokoły, i od tego poszło, że nazywali się sokolnikami, a inszych wolnością obdarował, aby tylko wszelkie posyłki jemu sprawiali i dla tej przyczyny mieli oni nazwanie bojarów, czyli ludzi wolnych. (...) Jan i Cecylia wzdłuż puszczę przeszedłszy poznali różne jeziora i łąki, zachodzili do rybaków, do bobrowników, do sokolników i do bojarów, ale nigdzie im nie podobało się tak, jak tutaj, nad brzegiem tego Niemna, i na tym właśnie miejscu, gdzie teraz ten pomnik stoi... Widać zobaczyli, że tu najmniej ludzie doścignąć ich mogą, a najlepiej im będzie pod jednym boskim okiem pozostawać. Może już tak im było przeznaczone, ażeby właśnie ten kawał ziemi zaludnić i nasz ubogi, ale długowieczny ród ufundować. (...)

Podtenczas nie było na tym miejscu żadnego ludzkiego plemienia. Z tej strony rzeki i z tamtej strony rzeki, na prawo i na lewo, naprzód i w tył, rosła jedna tylko puszcza. Jan i Cecylia upatrzyli sobie właśnie to miejsce, gdzie teraz ten pomnik stoi, a gdzie podtenczas stał dąb tak stary, co może i tysiąc lat miał wieku, bo w jego wydrążeniu bawoła skryć byłoby można, i pod tym dębem zbudowali sobie najpierw chatę, czyli takąż numę bez pieca i komina, nędzną i smrodliwą. Od razu inszej zbudować nie mogli. Lepiej mówiąc, on zrąbywał drzewa, oprawiał kłody i budował, a ona zbierała orzechy i dzikie jabłka, gotowała rybę, naprawiała odzież, a gdy wieczór przyszedł i on położył się pod dębem, z oszczepem i łukiem napiętym przy boku, by zawsze od dzikiego zwierza się obronić, siadała przy jego głowie, śpiewając i grając na harfie. Z wysokiego domu pewno była, bo po anielsku grała i śpiewała i ręce z początku miała takie białe, by lilie. Ale krótko tego było, bo pracując ciężko, w niewygodach i niebezpieczeństwach straszliwych, prędko pociemniała na twarzy i rękach, wyrosła, zmężniała w sobie, że podobną stała się do płowej łani, której trudności i samotności leśne najmilsze. (...)

Osiemdziesiąt lat albo może i więcej przeminęło od tego dnia, kiedy Jan i Cecylia pierwszy raz na tej ziemi nogi swoje postawili. Aż jednego razu znaleźli się tacy ludzie, którzy samemu królowi donieśli, jakie to dziwy dzieją się gdzieściś, w kraju litewskim, w najgęstszej puszczy nad samym brzegiem Niemna. Panował podtenczas ostatni Jagiellon, dwoma imionami: Zygmunt i August nazywany. Zapalczywy był on myśliwiec i właśnie w tej porze, kiedy mu to doniesienie zrobionym było, bawił się polowaniem w swoich knyszyńskich lasach. Zmiarkował zaraz, że od Knyszyna do tego miejsca, o którym jemu rozpowiadali ludzie, droga była nie bardzo daleka. Łowczym na apel zatrąbić, a panom jechać za sobą rozkazał i puścił się w drogę. (...) Aż tu wszyscy wyjechawszy z lasu stanęli, oczom własnym wiary nie dając. Tam, kędy panowała dawniej dzicz drzewiasta, bezludna i głucha, srogim zwierzom tylko przytułek dająca, leżała wielka równina, żółtością ścierniska po zżętym zbożu pozostałego okryta. Na ściernisku, by wysokie domy stały sterty wszelkiego zboża; sto par wołów orało pole pod przyszły zasiewek, a śród pola na gładkich łąkach hasały stada obłaskawionych koni, pasły się trzody krów ryżych i białych owiec. (...) Sto domów, przedzielonych ogrodami, sznurem wyciągało się podług rzeki, a z ich kominów, by z kościelnych kadzielnic, sto złotych dymów podnosiło się prosto do nieba. (...) Jako też ze stu domów i stu ogrodów, z pola, z łąk, z rzeki pozbiegali się wszyscy ludzie, a król ich zapytuje:

„Czyż żywie jeszcze rodziciel was wszystkich?”

„Żywie i w zdrowiu przebywa” – odpowiedział najstarszy syn Jana i Cecylii, który przed króla wystąpił, sam zmarszczkami cały poorany i siwy jak gołąb.

„A rodzicielka czy żywie?” – pyta znów król. „Żywie i w zdrowiu przebywa.”

Król podonczas rzekł:

„Rad bym na nich pojrzał!”

Wedle królewskiego żądania wnet się stać musiało. (...) Kiedy już wobec króla stanęli, wszyscy zdumieli się, bo król kołpak swój zdjąwszy z głowy, powiał nim przed starcami tak nisko, że aż z brylantowego pióra sypnęły się gwiazdy.

„Kto ty, starcze? – zapytał Jana – odkąd przyszedłeś? Jak zowiesz się i z jakiej kondycji przychodzisz?”

Starzec, jak przystało, pokłoniwszy się królowi, śmiele odpowiedział:

„Przyszedłem tu od stron onych, którymi przepływa Wisła; nazwisko swoje oznajmię tylko jednemu Bogu, kiedy przed świętym Jego sądem stanę, a kondycja moja niską była, pokąd do puszczy tej nie zaszedłem, gdzie wszystkie stworzenia są zarówno dziećmi powszechnej matki ziemi. Z gminu pochodzę i pospolitakiem na ten świat przybyłem; ale oto ta pani i małżonka moja z wysokiego domu zstąpiła, aby moje wygnańcze życie podzielać”. (...)

Wtedy król zwrócił się do Jana:

„Ty, starcze, wedle własnego żądania bezimiennym ostaniesz i jakeś się urodził, tak w grobie legniesz pospolitakiem. Ale żeś był bohatyrem mężnym, który tę oto ziemię dzikiej puszczy i srogim zwierzom odebrał, a zawojowawszy ją nie mieczem i krwią, ale pracą i potem, piersi jej dla mnogiego ludu otworzył, a przez to ojczyźnie bogactwa przymnażając: przeto dzieciom twoim, wnukom i prawnukom aż do najdalszych pokoleń i samego wygaśnięcia rodu twego, nadaję nazwisko od bohatyrstwa twego wywiedzione”.

Tu z prawicą wyciągniętą nad zdumiałym ludem król donośnym głosem wypowiedział:

„Oto ten ród, idący od człowieka z kondycji pospolitego urodzenia, idzie w porównanie ze szlachtą rodowitą krajową i wszystkich praw stanowi rycerskiemu odpowiednich, odtąd aż do wygaśnięcia swego używać ma i takowe wykonywać. Nobilituję was i nakazuję, abyście nosili nazwisko Bohatyrowiczów, a pieczętowali się klejnotem Pomian, który jest żubrzą głową na żółtym polu osadzoną, jako pierwszy rodziciel wasz pokonał żubra i z odwiecznego jego siedliska uczynił to wdzięczne i obfitością ciekące pole...” (...)
Działo się to w roku, na tym pomniku wypisanym, tysiącznym pięćsetnym czterdziestym dziewiątym...

orzeszk Źródło: Eliza Orzeszkowa, Nad Niemnem, Wrocław 2009.

Bohaterowie opowieści, Jan i Cecylia, pochodzą z różnych warstw społecznych, jednak oddani sobie i wspierający się wzajemnie, dzięki miłości przełamali ogólnie obowiązujące normy postępowania. W życiu wykazali się hartem ducha i ciężką pracą, zagospodarowali puszczę, za co król nobilitował ich w uznaniu zasług (Oto ten ród, idący od człowieka z kondycji pospolitego urodzenia, idzie w porównanie ze szlachtą rodowitą krajową i wszystkich praw stanowi rycerskiemu odpowiednich odtąd aż do wygaśnięcia swego używać ma i takowe wykonywać. Nobilituję was i nakazuję, abyście nosili nazwisko Bohatyrowiczów).

Historia Jana i Cecylii podkreśla znaczenie fundamentalnych dla pozytywizmu wartości moralnych i społecznych, takich jak sumienna praca oraz przełamywanie barier dzielących ludzi różnych stanów. Wartości te, dzięki usytuowaniu ich w odległych realiach (1549 r.), a także nadaniu im archaizującej stylizacjistylizacja językowastylizacji i obrazowaniu nawiązującemu do mitu arkadyjskiegoArkadiaarkadyjskiego, przedstawione są jako odwieczne i powszechne. Opowieść pełni funkcję dydaktyczną (było to typowe dla powieści tendencyjnej), pośrednio przekazując następującą ideę: taki sposób życia jest gwarancją szczęścia.

Maria Żmigrodzka Pozytywizm Elizy Orzeszkowej
R1QUGRysWdC8l1
Meir Rubinstein - fotograf, Portret Elizy Orzeszkowej, 1900‑1910
Źródło: Cyfrowe zbiory Muzeum Narodowego w Warszawie, domena publiczna.

Nie wiadomo, czy są bogowie, ale trudna cnota ludzka jest „perłą ziemskiego szczęścia”. Zwycięstwo człowieka nad śmiercią zapewnia w koncepcji Orzeszkowej nie tylko nieśmiertelność atomów materii — uczucia i myśli to atomy duszy człowieka, tak jak te, które składają jego ciało, nie giną one nigdy, ale sprzęgają się z atomami dusz innych, tworzą coraz nowe światy. [PZ 50, 239] Człowiek cnotliwy żyje wiecznie nieśmiertelnością ludzkości. Jest to wyraźne przezwyciężenie sceptycyzmu Renana wobec ubóstwienia człowieczeństwa, niebędącego według niego najwyższym, nieprzekraczalnym ogniwem „stawania się ideału”.

cyt Źródło: Maria Żmigrodzka, Pozytywizm Elizy Orzeszkowej, „Pamiętnik Literacki : czasopismo kwartalne poświęcone historii i krytyce literatury polskiej” 1971, nr 62/4, s. 62.

Słownik

Arkadia
Arkadia

(gr. Arkadhịa) – fikcyjna kraina traktowana przez poetów jako kraina wiecznej szczęśliwości, spokoju, ładu, sielskiego życia; od jej nazwy wywodzi się określenie topos arkadyjski; także nazwa historycznej krainy sytuowanej na Półwyspie Peloponeskim

powieść tendencyjna
powieść tendencyjna

(inaczej: powieść z tezą) – odmiana powieści o silnie zaznaczonej tendencji, której fabuła służy ilustracji określonej tezy o charakterze filozoficznym, naukowym, społecznym, politycznym, itp.

praca organiczna, praca u podstaw
praca organiczna, praca u podstaw

hasła pozytywistów polskich po powstaniu styczniowym, wzywające do obrony bytu narodowego nie poprzez walkę zbrojną, lecz przez rozwój gospodarki i oświaty

stylizacja językowa
stylizacja językowa

nadanie tekstowi cech językowych właściwych innemu stylowi; ze względu na użycie typowych dla stylu wzorcowego form wyróżnia się: archaizację, dialektyzację, kolokwializację (czyli użycie form pochodzących z języka potocznego)