Mapa myśli
Zapoznaj się z poniższą mapą myśli. Wpisz w puste pomarańczowe pola cytaty z fragmentu Nad Niemnem Elizy Orzeszkowej obrazujące podane w mapie myśli informacje.
Mapa myśli.
Elementy należące do kategorii Opowieść o Janie i Cecylii
Nazwa kategorii: Wartości akcentowane w opowieści
Nazwa kategorii: Związek opowieści o Janie i Cecylii z akcją „Nad Niemnem”
Nazwa kategorii: Sposób obrazowania i język
Koniec elementów należących do kategorii Opowieść o Janie i Cecylii
Elementy należące do kategorii Wartości akcentowane w opowieści
Nazwa kategorii: równość społeczna, przełamywanie barier obyczajowych
Nazwa kategorii: życie w harmonii z naturą
Nazwa kategorii: etos pracy
Nazwa kategorii: czerpanie z pracy poczucia wewnętrznego ładu i własnej wartości
Nazwa kategorii: są to te same wartości, które akcentowano w pozytywizmie
Koniec elementów należących do kategorii Wartości akcentowane w opowieści
Elementy należące do kategorii Związek opowieści o Janie i Cecylii z akcją „Nad Niemnem”
Nazwa kategorii: historia Jana i Cecylii zapowiada i dowartościowuje związek Justyny i Jana
Nazwa kategorii: dostojeństwo i spokój Jana i Cecylii wskazują, że praca jest źródłem wartości moralnych
Nazwa kategorii: związek człowieka z przyrodą, ziemią‑matką pozwala zachować poczucie godności
Nazwa kategorii: historia Jana i Cecylii pozwala Bohatyrowiczom pielęgnować pamięć o własnym pochodzeniu
Nazwa kategorii: świadczy o tym, że świadomość swoich korzeni pozwala zachować siłę także w trudnych czasach
Koniec elementów należących do kategorii Związek opowieści o Janie i Cecylii z akcją „Nad Niemnem”
Elementy należące do kategorii Sposób obrazowania i język
Nazwa kategorii: puszcza nieskażona działalnością człowieka stanowi obraz przypominający biblijny raj – dodaj cytat
Nazwa kategorii: język z wplecionymi archaizmami przypomina styl biblijny i dodaje opowieści dostojeństwa.
Nazwa kategorii: Jan i Cecylia jako starcy przypominają starotestamentowych patriarchów‑protoplastów licznych rodów – dodaj cytat
Nazwa kategorii: scena z królem ma charakter baśniowy – zasługi poddanych wynagrodzone przez dobrotliwego monarchę
Nazwa kategorii: baśniowy jest też opis dostatku panującego na ziemiach Jana i Cecylii – dodaj cytat
Koniec elementów należących do kategorii Sposób obrazowania i język
Elementy należące do kategorii historia Jana i Cecylii zapowiada i dowartościowuje związek Justyny i Jana
Nazwa kategorii: Ale żeś był bohatyrem mężnym, który tę oto ziemię dzikiej puszczy i srogim zwierzom odebrał, a zawojowawszy ją nie mieczem i krwią, ale pracą i potem, piersi jej dla mnogiego ludu otworzył, a przez to ojczyźnie bogactwa przymnażając: przeto dzieciom twoim, wnukom i prawnukom, aż do najdalszych pokoleń i samego wygaśnięcia rodu twego, nadaję nazwisko od bohatyrstwa twego wywiedzione”
Nazwa kategorii: podkreślenie wartości pracy traktowanej jako wyraz bohaterstwa na równi z zasługami na polu walki
Nazwa kategorii: wyrażenie szacunku przez króla
Nazwa kategorii: nadanie nazwiska Bohatyrowiczów
Koniec elementów należących do kategorii historia Jana i Cecylii zapowiada i dowartościowuje związek Justyny i Jana
Elementy należące do kategorii wyrażenie szacunku przez króla
Nazwa kategorii: „wszyscy zdumieli się, bo król kołpak swój zdjąwszy z głowy, powiał nim przed starcami tak nisko, że aż z brylantowego pióra sypnęły się gwiazdy”
Koniec elementów należących do kategorii wyrażenie szacunku przez króla
Elementy należące do kategorii związek człowieka z przyrodą, ziemią‑matką pozwala zachować poczucie godności
Nazwa kategorii: „kondycja moja niską była, pokąd do puszczy tej nie zaszedłem, gdzie wszystkie stworzenia są zarówno dziećmi powszechnej matki ziemi”
Nad Niemnem– Było to w starych czasach, w sto lat albo może jeszcze i mniej potem, jak litewski naród przyjął świętą chrześcijańską wiarę, kiedy w te strony przyszła para ludzi. Niewiadomego oni byli nazwiska, niewiadomej kondycji, i to tylko można było poznać i z mówienia ich, i z ubioru, że przybyli z Polszczy. Dla jakiej przyczyny porzucili oni swój kraj rodzony i aż tu przywędrowali, zarówno niewiadomym było. Kiedy spotykający ich podczas ludzie pytali ich o nazwisko, odpowiadali, że przy chrzcie świętym nadano im imiona: Jan i Cecylia. A kiedy ktokolwiek chciał wiedzieć, dokąd i dla jakiej przyczyny wędrują, mówili: „Szukamy puszczy!” Widać było ze wszystkiego, że bali się jakiegoś pościgu i żądali skryć się przed ludźmi, a żyć tylko pod boskim okiem. Całej pewności co do tego nie ma, ale takie o nich chodziły głosy, że kondycja ich była nierówna, bo on był ciemnej twarzy i bardzo w sobie silny, tak jak to rzadko pomiędzy panami, a najczęściej w pospólstwie bywa, a ona, czy to szła, czy to stała, czy mówiła, czy milczała, wydawała z siebie pańską wspaniałość i piękność. Ale jak tam było z ich początkiem, wszystko jedno, dość że nietrudno znaleźli to, czego szukali. Cały tutejszy kraj zalegała podtenczas nieprzebyta puszcza, w której Pan Bóg nasiał co niemiara jezior błękitnych i łąk zielonych, a ludzie pobudowali troszkę osad, w których trudnili się sobie różną przemyślnością. W jednych miejscach, nad jeziorami lub nad rzeczułkami, siedzieli rybaki i bobrowniki; w inszych, tam gdzie stały lipowe lasy, pszczelniki miód i wosk pracowitym zwierzątkom odbierali; niektórym król nakazał, aby dla niego hodowali sokoły, i od tego poszło, że nazywali się sokolnikami, a inszych wolnością obdarował, aby tylko wszelkie posyłki jemu sprawiali i dla tej przyczyny mieli oni nazwanie bojarów, czyli ludzi wolnych. [...] Jan i Cecylia wzdłuż puszczę przeszedłszy poznali różne jeziora i łąki, zachodzili do rybaków, do bobrowników, do sokolników i do bojarów, ale nigdzie im nie podobało się tak, jak tutaj, nad brzegiem tego Niemna, i na tym właśnie miejscu, gdzie teraz ten pomnik stoi... Widać zobaczyli, że tu najmniej ludzie doścignąć ich mogą, a najlepiej im będzie pod jednym boskim okiem pozostawać. Może już tak im było przeznaczone, ażeby właśnie ten kawał ziemi zaludnić i nasz ubogi, ale długowieczny ród ufundować. [...]
Podtenczas nie było na tym miejscu żadnego ludzkiego plemienia. Z tej strony rzeki i z tamtej strony rzeki, na prawo i na lewo, naprzód i w tył, rosła jedna tylko puszcza. Jan i Cecylia upatrzyli sobie właśnie to miejsce, gdzie teraz ten pomnik stoi, a gdzie podtenczas stał dąb tak stary, co może i tysiąc lat miał wieku, bo w jego wydrążeniu bawoła skryć byłoby można, i pod tym dębem zbudowali sobie najpierw chatę, czyli takąż numę bez pieca i komina, nędzną i smrodliwą. Od razu inszej zbudować nie mogli. Lepiej mówiąc, on zrąbywał drzewa, oprawiał kłody i budował, a ona zbierała orzechy i dzikie jabłka, gotowała rybę, naprawiała odzież, a gdy wieczór przyszedł i on położył się pod dębem, z oszczepem i łukiem napiętym przy boku, by zawsze od dzikiego zwierza się obronić, siadała przy jego głowie, śpiewając i grając na harfie. Z wysokiego domu pewno była, bo po anielsku grała i śpiewała i ręce z początku miała takie białe, by lilie. Ale krótko tego było, bo pracując ciężko, w niewygodach i niebezpieczeństwach straszliwych, prędko pociemniała na twarzy i rękach, wyrosła, zmężniała w sobie, że podobną stała się do płowej łani, której trudności i samotności leśne najmilsze. [...]
Osiemdziesiąt lat albo może i więcej przeminęło od tego dnia, kiedy Jan i Cecylia pierwszy raz na tej ziemi nogi swoje postawili. Aż jednego razu znaleźli się tacy ludzie, którzy samemu królowi donieśli, jakie to dziwy dzieją się gdzieściś, w kraju litewskim, w najgęstszej puszczy nad samym brzegiem Niemna. Panował podtenczas ostatni Jagiellon, dwoma imionami: Zygmunt i August nazywany. Zapalczywy był on myśliwiec i właśnie w tej porze, kiedy mu to doniesienie zrobionym było, bawił się polowaniem w swoich knyszyńskich lasach. Zmiarkował zaraz, że od Knyszyna do tego miejsca, o którym jemu rozpowiadali ludzie, droga była nie bardzo daleka. Łowczym na apel zatrąbić, a panom jechać za sobą rozkazał i puścił się w drogę. [...] Aż tu wszyscy wyjechawszy z lasu stanęli, oczom własnym wiary nie dając. Tam, kędy panowała dawniej dzicz drzewiasta, bezludna i głucha, srogim zwierzom tylko przytułek dająca, leżała wielka równina, żółtością ścierniska po zżętym zbożu pozostałego okryta. Na ściernisku, by wysokie domy stały sterty wszelkiego zboża; sto par wołów orało pole pod przyszły zasiewek, a śród pola na gładkich łąkach hasały stada obłaskawionych koni, pasły się trzody krów ryżych i białych owiec. [...] Sto domów, przedzielonych ogrodami, sznurem wyciągało się podług rzeki, a z ich kominów, by z kościelnych kadzielnic, sto złotych dymów podnosiło się prosto do nieba. [...] Jako też ze stu domów i stu ogrodów, z pola, z łąk, z rzeki pozbiegali się wszyscy ludzie, a król ich zapytuje:
„Czyż żywie jeszcze rodziciel was wszystkich?”
„Żywie i w zdrowiu przebywa” – odpowiedział najstarszy syn Jana i Cecylii, który przed króla wystąpił, sam zmarszczkami cały poorany i siwy jak gołąb.
„A rodzicielka czy żywie?” – pyta znów król. „Żywie i w zdrowiu przebywa.”
Król podonczas rzekł:
„Rad bym na nich pojrzał!”
Wedle królewskiego żądania wnet się stać musiało. [...] Kiedy już wobec króla stanęli, wszyscy zdumieli się, bo król kołpak swój zdjąwszy z głowy, powiał nim przed starcami tak nisko, że aż z brylantowego pióra sypnęły się gwiazdy.
„Kto ty, starcze? – zapytał Jana – odkąd przyszedłeś? Jak zowiesz się i z jakiej kondycji przychodzisz?”
Starzec, jak przystało, pokłoniwszy się królowi, śmiele odpowiedział:
„Przyszedłem tu od stron onych, którymi przepływa Wisła; nazwisko swoje oznajmię tylko jednemu Bogu, kiedy przed świętym Jego sądem stanę, a kondycja moja niską była, pokąd do puszczy tej nie zaszedłem, gdzie wszystkie stworzenia są zarówno no dziećmi powszechnej matki ziemi. Z gminu pochodzę i pospolitakiem na ten świat przybyłem; ale oto ta pani i małżonka moja z wysokiego domu zstąpiła, aby moje wygnańcze życie podzielać”. [...]
Wtedy król zwrócił się do Jana:
„Ty, starcze, wedle własnego żądania bezimiennym ostaniesz i jakeś się urodził, tak w grobie legniesz pospolitakiem. Ale żeś był bohatyrem mężnym, który tę oto ziemię dzikiej puszczy i srogim zwierzom odebrał, a zawojowawszy ją nie mieczem i krwią, ale pracą i potem, piersi jej dla mnogiego ludu otworzył, a przez to ojczyźnie bogactwa przymnażając: przeto dzieciom twoim, wnukom i prawnukom aż do najdalszych pokoleń i samego wygaśnięcia rodu twego, nadaję nazwisko od bohatyrstwa twego wywiedzione”.
Tu z prawicą wyciągniętą nad zdumiałym ludem król donośnym głosem wypowiedział:
„Oto ten ród, idący od człowieka z kondycji pospolitego urodzenia, idzie w porównanie ze szlachtą rodowitą krajową i wszystkich praw stanowi rycerskiemu odpowiednich, odtąd aż do wygaśnięcia swego używać ma i takowe wykonywać. Nobilituję was i nakazuję, abyście nosili nazwisko Bohatyrowiczów, a pieczętowali się klejnotem Pomian, który jest żubrzą głową na żółtym polu osadzoną, jako pierwszy rodziciel wasz pokonał żubra i z odwiecznego jego siedliska uczynił to wdzięczne i obfitością ciekące pole...” [...]
Działo się to w roku, na tym pomniku wypisanym, tysiącznym pięćsetnym czterdziestym dziewiątym...Źródło: Eliza Orzeszkowa, Nad Niemnem, Wrocław 2009.
Przeanalizuj raz jeszcze mapę myśli i wyjaśnij, jakie wartości pozytywizmu zostały ujęte w opowieści o Janie i Cecylii z Nad Niemnem Elizy Orzeszkowej.
Nad Niemnem– Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina! – powoli wymówiła. – Zabłądziłam. Pomiędzy tobą a tym, co powinno być najwyższą twoją miłością, nie zadzierzgnęłam dość silnych więzów. Mówiłam ci wprawdzie o tej miłości zawsze, wiele… ale słowa, to widać siew nietrwały… Zbłądziłam… Ale dziecko moje…
Tu białe ręce modlitewnym gestem do stanika żałobnej sukni splotła.
– Nie karz ty mnie za mój błąd mimowolny … o, mimowolny! bo myślałam, że czynię jak najlepiej… Zamykałam cię w kryształowym pałacu i w dalekie światy wysyłałam, bo w myśli mojej miałeś być gwiazdą pierwszej wielkości, nie zaś pospolitą świecą, wodzem, nie szeregowcem. Widać zbłądziłam, ale ty błąd mój popraw. Pomyśl, głęboko pomyśl nad krótką historią twojego ojca, którą znasz dobrze. Czy nie możesz z tego samego, co on, źródła czerpać siłę, męstwo, moralną wielkość? Twój ojciec, Zygmuncie, oprócz wielu innych rzeczy wielkich kochał ten sam lud, którym i ty otoczony jesteś, posiadał sztukę życia z nim, podnoszenia go, pocieszania, oświecania...
Nagle umilkła. W zmroku, który zaczynał już pokój napełniać, usłyszała głos drwiący i pogardliwy, który jeden tylko wymówił wyraz:
– Bydło!
O, Bóg niech będzie jej świadkiem, że pomimo wszystkich swoich instynktownych odraz i niedołężności nigdy tak nie myślała, nigdy na wielkie zbiorowisko ludzi, najbliższych jej w świecie ludzi, takiej obelgi, w najgłębszej nawet skrytości myśli swej nie rzuciła; że zbliżyć się do tego zbiorowiska, przestawać z nim, pracować nad nim nie umiejąc, sprzyjała mu serdecznie i dla najnędzniejszej nawet istoty ludzkiej miała jeszcze życzliwość i choćby bierne współczucie. [...]
– Bardzo dobrze rozumiem, o co kochanej mamie najwięcej idzie. I jakże nie rozumieć? Soki ziemi, chleb cierpienia, Chrystusowe szaty, lud… słowem… jak mówi stryj Benedykt, to… tamto!… Nigdy o tym mówić nie chciałem, ażeby kochanej mamy nie gniewać i nie martwić. Szanuję zresztą wszystkie uczucia i przekonania, szczególniej tak bezinteresowne, o, tak nadzwyczajnie bezinteresowne! Ale teraz spostrzegam, że zachodzi konieczność szczerego rozmówienia się o tym przedmiocie. Otóż przykro mi to bardzo, [...] ale ja tych uczuć i przekonań nie podzielam. Tylko szaleńcy i krańcowi idealiści bronią do samego ostatka spraw absolutnie przegranych. Ja także jestem idealistą, ale trzeźwo na rzeczy patrzeć umiem i żadnych pod tym względem iluzji sobie nie robię… a nie mając żadnych iluzji, nie mam też ochoty składać siebie w całopaleniu na ołtarzu – widma. Proszę o przebaczenie, jeśli mamy uczucia czy wyobrażenia obrażam, ale rozumiem, doskonale rozumiem, że osoby starsze mogą zostawać pod wpływem tradycji, osobistych wspomnień. My zaś, którzy za cudze iluzje pokutujemy, swoich już nie mamy. Kiedy bank został rozbity do szczętu, idzie się grać przy innym stole. Tym innym stołem jest dla nas cywilizacja… Ja przynajmniej uważam się za syna cywilizacji, jej sokami wykarmiony zostałem, z nią przez tyle lat pobytu mego za granicą zżyłem się, nic więc dziwnego, że bez niej już żyć nie mogę i że tutejsze soki tuczą mi wprawdzie ciało w sposób… w sposób prawdziwie upokarzający, ale ducha nakarmić nie mogą…Źródło: Eliza Orzeszkowa, Nad Niemnem, Wrocław 2019, s. 380–381.