Dowiedz się
Reymont z wyjątkową wrażliwością kreśli w Chłopach sceny nasycone zmysłowością i subtelną intymnością, zwłaszcza te, które łączą Jagnę i Antka. Ich relacja to modelowy przykład wpisany w naturalizm Młodej Polski – autor nie tylko wnikliwie obserwuje życie społeczne, ale dokonuje odważnej demaskacji konwencji obyczajowej i moralnej. Sceny te nie mają nic wspólnego z baśniową, romantyczną aurą. Przeciwnie, dominuje w nich biologizm: indywidualne zachowania bohaterów są tu analizowane z punktu widzenia biologii, gdzie namiętność przypomina stałą, odruchową reakcję na bodźce.
Spotkania kochanków rozgrywają się wśród zwykłych zajęć, w rytmie codzienności, w miejscach ukradzionych spojrzeniom innych. Jedna z takich chwil dzieje się podczas zwózki kapusty – z pozoru trywialna, niemal etnograficzna sceneria, opisująca tradycyjne zajęcia ludu, staje się tłem dla emocjonalnego napięcia. W tej surowej scenografii pól i wiejskich zagród, prawdziwe znaczenie zyskuje instynkt – wrodzona, podświadoma siła, która pcha bohaterów ku sobie, ignorując wszelkie zakazy.
Dialog kochanków nie jest wyrafinowany – to proste, codzienne słowa – ale prawdziwe napięcie kryje się pomiędzy nimi: w wymianie spojrzeń i milczeniu. Ta intymność stanowi jednak bezpośrednie zagrożenie dla struktury wsi, którą rządzi surowy patriarchat, oparty na dominującej roli mężczyzny i władzy ojcowskiej (prowadząc do tragicznego konfliktu Antka z Maciejem). Ich romans to jawne naruszenie tabu – fundamentalnego zakazu kulturowego. W społeczności Lipiec, gdzie małżeństwo jest sakramentem i transakcją, związek żony ojca z pasierbem jest odbierany jako złamanie świętych zasad i zagrożenie dla integralności całej grupy.
Reymont oddaje te chwile z niezwykłym wyczuciem, łącząc je z poetyckim opisem ludzkich popędów. Ukazuje w ten sposób, że w świecie Lipiec prawdziwa namiętność, choć wynika z naturalnych uwarunkowań i czystego biologizmu musi zderzyć się z bezwzględnym prawem gromady, dla której ochrona
jest warunkiem przetrwania.

ChłopiWieczorna schadzkaschadzka
Podjazd na groblęgroblę był ciężki, bo stromy i śliski, koń utykał i co krok przystawał odpoczywać, że ledwie zdzierżeli wóz, żeby nie uciekł.
— Nie trza było tyle kłaść na jednego konia! — ozwał się jakiś głos z grobli.
— To wy, Antoni?…
— Juści.
— A pośpieszajcie, bo już tam Hanka was wypatruje… Pomóżcie nam…
— Poczekajcie, niech ino zejdę, to pomogę. Pomroka taka, że nic nie widać.
Wjechali zaraz na groblę, bo tak potężnie podparł, aż koń ruszył z kopyta i zatrzymał się dopiero na wierzchu.
— Bóg wam zapłać, ale też mocni jesteście, że laboga! — wyciągnęła do niego rękę.
Zamilkli nagle, wóz ruszył, a oni szli koło siebie nie wiedząc, co mówić, zmieszani dziwnie oboje.
— Wracacie to? — szepnęła cicho.
— Ino cię do młyna odprowadzę, Jaguś, bo tam w drodze woda wyrwę zrobiła.
— To dopiero ciemnica, co? — wykrzyknęła.
— Boisz się, Jaguś? — szepnął przysuwając się bliżej.
— HaleHale, bałabym się ta…
Znowu zamilkli i szli tak przy sobie, że biodro w biodro, ramię w ramię…
— A oczy to się wam świecą jak temu wilkowi… aże dziwno…
— Będziesz w niedzielę na muzyce u Kłębów?
— A bo to matka mi dadzą…
— Przyjdź, Jaguś, przyjdź… — prosił cichym, przyduszonym głosem.
— Chcecie to? — zapytała miękko, zaglądając mu w oczy.
— Laboga, a dyć inodyć ino la ciebie zgodziłem skrzypka z Woli i la ciebie namówiłem Kłęba, żeby dał chałupy, la ciebie, Jaguś… — szeptał i tak przysuwał twarz do jej twarzy, i dyszał, aż się cofnęła nieco i zadygotała ze wzruszenia.
— Idźcie już… czekają na was… jeszcze kto nas obaczy… idźcie…
— A przyjdziesz?
— Przyjdę… przyjdę… — powtórzyła obzierając się za nim, ale już zniknął w mgle, tylko odgłos jego kroków słychać było po błocie.
Dreszcz nią wstrząsnął gwałtowny i coś jak płomień wichrem przeleciał przez serce i głowę, aż się zatoczyła. Ani wiedziała,
co się jej stało, oczy ją paliły, jakby zasypane zarzewiem, tchu złapać nie mogła ni przyciszyć serca namiętnie bijącego; rozkładała ręce bezwiednie, jak do obejmowania, rozprężała się w sobie, bo ją brały takie szalone ciągotki, że omal nie krzyczała… dopędziła wozu, chwyciła się luśni i choć nie potrza było, tak potężnie pchała, aż wóz skrzypiał, chwiał się i główki spadały w błoto… a przed oczami cięgiem widziała jego twarz i oczy roziskrzone, pożądliwe… palące…
— Smok, nie chłop… chyba takiego drugiego we świecie nie ma… — myślała bezładnie.
Oprzytomniał ją turkot młyna, obok którego przejeżdżali, i szum wody płynącej na koła i spod stawideł otwartych, bo przybór był ogromny. Rzeka z rykiem głuchym spadała na dół i rozbita na białą miazgę, kłębiła się i jaśniała w rzece rozlewającej się szeroko.
W domu młynarza, stojącym zaraz przy drodze, już się świeciło i przez szyby przysłonięte firankami widać było lampę stojącą na stole.
— Mają lampę kiej u dobrodzieja albo i we dworze jakim…
— Bo to nie bogacze?… Grontu to ma więcej od Boryny i na precenta pieniądze daje, i na mieleniu to nie okpiwa, co? — ciągnął Szymek.
— Żyją kiej dziedzice… Takim to dobrze… Po pokoju chodzą… na kanapach się wylegują… w cieple siedzą… słodko jadają, a ludzie na nich robią… — myślała, ale bez zazdrości, nie słuchając Szymka, któren o ile mrukliwy był, o tyle kiej się rozgadał, to już bez nijakiego końca.
Dowlekli się wreszcie do chałupy.Źródło: Władysław Stanisław Reymont, Chłopi, t. 1, Warszawa 2001, s. 118–120.
Słownik
(niem. Biologismus, franc. biologisme) – indywidualne i społeczne zachowania ludzi z punktu widzenia biologii; oddziaływanie biologizmu można odnaleźć w behawioryzmie, kierunku w psychologii zakładającym, że ludzie podobnie jak wszystkie inne zwierzęta działają według stosunkowo prostych zasad opierających się na stałych, odruchowych lub wyuczonych reakcjach na bodźce
(łac. instinctus – podnieta, bodziec) – wrodzona zdolność do podświadomego, odruchowego wykonywania czynności pozwalających na przetrwanie gatunku; popęd, odruch
nurt estetyczny w literaturze i sztuce, stanowiący odmianę XIX‑wiecznego realizmu; w okresie Młodej Polski został ukształtowany w wyniku ewolucji naturalizmu lat 70. XIX w. zapoczątkowanego przez twórczość Emila Zoli we Francji; spośród wyznaczników formalnych naturalizmu najistotniejszymi stały się postulaty wnikliwej obserwacji życia społecznego oraz demaskacji konwencji obyczajowej i moralnej; Reymont w Chłopach w konwencji naturalistycznej ukazał sferę działania ludzkich instynktów oraz organiczny związek człowieka z przyrodą
(łac. patriarcha – praojciec) – rodowy ustrój społeczny, w którym dominującą rolę odgrywa mężczyzna sprawujący silną władzę ojcowską
(gr. skēnḗ – scena, gráphō – piszę) opracowanie plastycznej i architektonicznej oprawy widowiska, filmu itp.; też: oświetlenie, dekoracje, kostiumy i rekwizyty stanowiące taką oprawę (definicja na podstawie słownika PWN)
(polinezyjskie tapu – zakazane, nietykalne, święte, przeklęte) – fundamentalny zakaz kulturowy, którego złamanie powoduje sprzeciw przedstawicieli danej kultury, gdyż jest przez nich odbierane jako zagrożenie dla dalszego istnienia społeczeństwa; funkcją tabu jest zagwarantowanie ciągłości i integralności kultury, a tym samym biologicznego trwania grupy; dlatego do najbardziej pierwotnych i najpowszechniejszych w różnych kulturach tabu należą tabu kazirodztwa i zabijania innych ludzi, jako że ich popełnianie jest zagrożeniem dla dalszego istnienia społeczności