Polecenie 1
Zapoznaj się z treścią audiobooka. Wynotuj słowa i zwroty związane z charakterystyczną stylizacją zastosowaną przez autora.
Zapoznaj się z treścią audiobooka. Wynotuj słowa i zwroty związane z charakterystyczną stylizacją zastosowaną przez autora.
R1EPULDE263MQ
(Uzupełnij).
Polecenie 2

Jeśli znasz gwarę lub język regionalny, wykorzystaj tę odmianę języka, by opowiedzieć o przebiegu wesela Jagny i Boryny. Wyjaśnij, na czym polega różnica między stylizacją gwarową w literaturze a językiem użytym przez ciebie w opowiadaniu.

R1MRX3NU81E2Z
(Uzupełnij).
RC9EN8PL7XO7S
Nagranie dźwiękowe zawiera fragmenty jedenastego rozdziału powieści Chłopi Władysława Reymonta.
Władysław Reymont Chłopi

Rozdział 11 (fragmenty)

Rzęsisto zagrali na ganku, a Boryna w ten mig wyszedł, drzwi na rozcież wywarł, witał się a do środka zapraszał, ale wójt z Szymonem ujęli go pod boki i już prosto do Jagny powiedli, bo czas było do kościoła.

Szedł ostro i aż dziw, tak młodo wyglądał; wystrzyżony, do czysta wygolony, przystrojony weselnie – urodny był, jak mało który, a przez to, że mocno w sobie podufały i rozrosły, to i posturę już miał z dala widną, i powagę w twarzy niemałą; pośmiewał się wesoło z parobkami, pogadywał, a najczęściej z kowalem, bo mu się wciąż na oczy nawijał.

Godnie go wprowadzili do Dominikowej; naród się rozstąpił, a oni go wiedli do izby szumno, z graniem i przyśpiewkami.
Ale Jagusi nie było, przystrajały ją jeszcze kobiety w komorze mocno zawartej i pilnie strzeżonej, bo parobcy drzwi pchali, to w deskach szparutki czynili i przekomarzali się z druhnami, że ino pisk, śmiechy i babie wrzaski odpowiadały.

A matka z synami przyjmowała gości, częstowała gorzałką, usadzała co starsze na ławach i na wszystko oko miała, bo narodu się zwaliło, że i trudno przejść przez izbę, po sieniach stali, w opłotkach nawet. Nie bele jakie to goście, nie! Gospodarze sami, rodowi i co bogatsze, a wszystko krewniacy, powinowaci i kumykumykumy Borynów i Paczesi, a drudzy zasie znajomkowie to i z dalszych wsiów zjechali.

Juści, że ni Kłęba, ni Winciorków, ni tych morgowych biedot nie było, ni tego drobiazgu, co po wyrobkach chodził i zawżdy ze starym Kłębem trzymał… Nie dla psa kiełbasa, nie dla prosiąt miód!
Dopiero w jakie dwa pacierze otwarli drzwi komory i organiścina z młynarzową wywiedły Jaguś na izbę, a druhny otoczyły ją wiankiem, a tak strojne i urodne wszystkie, że kwiaty to były, nie kwiaty, a ona między nimi najśmiglejsza i kieby ta róża najśliczniejsza stojała w pośrodku, a cała w białościach, w aksamitach, w piórach, we wstęgach, w srebrze a złocie – że się widziała niby ten obraz, co go naszają na procesjach, aż przycichło z nagła, tak oniemieli i dziwowali się ludzie.
Hej! Jak Mazury Mazurami, nie było śliczniejszej!
Wnet drużbowie zrobili rumor i gruchnęli z całych piersi:

Rozgłaszaj, skrzypku, rozgłaszaj!
A ty, Jaguś, ojca, matkę przepraszaj –
Rozgłaszaj, flecie, rozgłaszaj!
A ty, Jaguś, siostry, braci przepraszaj!…

Boryna wystąpił, ujął ją za rękę i przyklęknęli, a matka obrazem ich przeżegnała i jęła błogosławić, i wodą święconą kropić, aż Jaguś z płaczem padła do nóg macierzy, a potem i drugich podejmowała, przepraszała i żegnała się ze wszystkimi. Brały ją kobiety w ramiona, obejmowały i podawały sobie, aż się popłakali społem, a Józia najrzewliwiej zawodziła, bo się jej matula nieboszczka przypomniała.
Wysypali się przed dom, ustawili w porządku należytym i ruszyli pieszo, bo do kościoła było ze stajestajestaje.
Muzyka szła przodem i rznęła ze wszystkich sił.
A potem Jagnę wiedli drużbowie – szła bujno, uśmiechnięta przez łzy, co jej jeszcze u rzęs wisiały, weselna niby ten kierz kwietny i kiej słońce ciągnąca wszystkich oczy; włosy miała zaplecione nad czołem, w nich koronę wysoką, ze złotych szychówszychówszychów, z pawich oczek i gałązek rozmarynu, a od niej na plecy spływały długie wstążki we wszystkich kolorach i leciały za nią, i furkotały kieby ta tęcza; spódnica biała rzęsisto zebrana w pasie, gorset z błękitnego jak niebo aksamitu wyszyty srebrem, koszula o bufiastych rękawach, a pod szyją bujne krezykrezykrezy obdziergane modrą nicią, a na szyi całe sznury korali i bursztynów aż do pół piersi opadały.
Za nią druhny prowadziły Macieja.
Jako ten dąb rozrosły w boru po śmigłej sośnie, tak on następował po Jagusi, w biedrach się ino kołysał, a po bokach drogi rozglądał, bo mu się zdało, że Antka w ciżbie uwidział.
A za nimi dopiero szła Dominikowa ze swatami, kowalowie, Józia, młynarzowie, organiścina i co przedniejsi.
Na ostatek zaś całą drogą waliła wieś cała.
[…]
W kościele już Jambroży zapalał świece na ołtarzu.
Ogarnęli się ino w kruchciekruchciekruchcie, uporządkowali w pary i ruszyli przed ołtarz, bo i ksiądz już z zakrystii wychodził.
Prędko się odbył ślub, bo ksiądz się do chorego spieszył. A gdy wychodzili z kościoła, organista jął na organach wycinać mazury a obertasy i kujawiaki takie, aż same nogi drygały, a niektóren tylko co nie huknął piosenką, dobrze, iż się w czas pomiarkował!
Wracali już bez nijakiego porządku, całą drogą, jak komu było do upodoby, a rozgłośnie, bo drużbowie z druhenkami zawodzili, jakoby ich kto ze skóry obłupiał.
Dominikowa rychlej pobiegła, a gdy nadciągnęli – już ona państwa młodych na progu witała obrazem i tym świętym chlebem i solą, a potem nuż się ze wszystkimi z nowa witać, a obłapiać i do izby zapraszać!
Muzyka rznęła w sieniach, więc co który próg przestąpił, chwytał wpół pierwszą z brzega kobietę i puszczał się posuwistym krokiem „chodzonego” – a już tam, niby ten wąż farbami migotliwy, toczyły się dokoła izby pary, gięły się, okrążały, zawracały z powagą, przytupywały godnie, kołysały się przystojnie i szły, płynęły, wiły się, a para za parą, głowa przy głowie – niby ten rozkołysany zagon dostałego żytażytażyta, gęsto przekwiecony bławatem a makami… – a na przedzie w pierwszą parę Jagusia z Boryną!
Aż światła ustawione na okapie dygotały, dom się chwiał, zdało się, że ściany się rozpękną
od tej ciżby i mocy, jaka biła od taneczników!…
Pochodzili z dobry pacierz, nim skończyli.
Muzyka teraz zaczęła przegrywać pierwszy taniec, dla młodej, jak to we zwyczaju z dawien dawna było.
[…]
Boryna zaś ino mocniej Jagnę ujął, poły na rękę zarzucił, poprawił kapelusza, trzasnął obcasami i z miejsca jak wicher się potoczył!
Hej! Tańcował też, tańcował! A okręcał w miejscu, a zawracał, a hołubcehołubcehołubce bił, aż wióry leciały z podłogi, a pokrzykiwał, a Jagusią miotał i zawijał, że się w jeden kłąb zwarli i jak to pełne wrzeciono po izbie wili – że ino wicher szedł od nich i moc.

slub Źródło: Władysław Reymont, Chłopi.
kumy
staje
szychów
krezy
kruchcie
żyta
hołubce
Ćwiczenie 1

Na podstawie poniższego cytatu wyjaśnij, jakie funkcje pełni stylizacja gwarowa w Chłopach Reymonta i innych dziełach tego okresu, a także w jakim stopniu była ona używana w tekstach.

Maria Kamińska O stylizacji gwarowej w „Chłopach” Reymonta

Gwara staje się wtedy [w epoce naturalizmu] dodatkowym elementem realistycznego opisu, zaczyna być również używana do uwznioślania tekstu, do nadania językowi kolorytu dostojności i powagi. Od tego czasu więc jej funkcja w dziele literackim jest dwojaka: użyte formy gwarowe stanowią element wiernego opisu, służą do przedstawienia swoistej, odrębnej rzeczywistości wsi, charakteryzują bohaterów, ale także wywołują określony stosunek emocjonalny w czytelniku: pozytywny lub nie. Naczelną zasadą, którą musi się kierować artysta przy stylizacji jest zrozumiałość tekstu. Totalne użycie dialektu utrudnia percepcję dzieła i oceniane jest przez czytelników z reguły negatywnie. Ograniczenie się do gwary i wykluczenie języka literackiego zarówno z opisu odautorskiego, jak i z dialogów doprowadziłoby do pewnego zubożenia środków wyrazu, a więc w rezultacie odbiłoby się niekorzystnie na artystycznych walorach utworu. Dotychczasowe badania nad stylizacją językową w literaturze pięknej pozwalają stwierdzić, że domeną najchętniej wykorzystywaną przez pisarzy jest słownictwo ludowe. Opisując życie wsi autor musi używać wyrazów językowi literackiemu nie znanych — leksyka jest tą dziedziną, gdzie przenikanie się gwary i języka literackiego lub dwóch odmiennych języków dokonuje się najłatwiej. Użycie dialektyzmów słownikowych może w pewnym sensie wzbogacić także synonimikę języka utworu, czyni go barwniejszym.

1 Źródło: Maria Kamińska, O stylizacji gwarowej w „Chłopach” Reymonta, „Prace Polonistyczne Studies in Polish Literature” 1968, nr 24, s. 92.
R1EPULDE263MQ
(Uzupełnij).
Ćwiczenie 2

Odwołując się do ustaleń z ćwiczenia pierwszego, podaj przykłady użycia stylizacji gwarowej we fragmencie z audiobooka i określ ich funkcję w tekście.

R1EPULDE263MQ
(Uzupełnij).
Ćwiczenie 3

Z podanego fragmentu Chłopów Władysława Reymonta wypisz po trzy przykłady wyrazów i form gramatycznych, które służą stylizacji tekstu na gwarę.

ChłopiWładysław Reymont
Władysław Reymont Chłopi

Długo za nim spoglądali w milczeniu, na jego smukłą, pochyloną nieco postać, dopiero gdy przeszedł niskie, kamienne ogrodzenie cmentarza i szedł między mogiłami ku kaplicy, co stała wpośród pożółkłych brzóz i klonów czerwonych, rozwiązały się im języki. – Lepszego to i na całym świecie nie znaleźć – zaczęła któraś z kobiet. – Juści, chciały go też zabrać do miasta... żeby ociec z wójtem nie jeździli prosić biskupa, to byśwa go i nie mieli... Kopta no, ludzie, kopta, bo do wieczora mało daleko, a ziemniaków mało wiele! – mówiła Anna wysypując swój kosz na kupę żółcącą się na rozkopanej ziemi, pełnej zeschłych łęcin. Wzięli się chyżo za robotę i w cichości, że ino słychać było dziabanie motyczek o twardą ziemię, a czasem suchy dźwięk żelaza o kamień. Czasami ktoś niektoś wyprostował zgięty i zbolały grzbiet, odetchnął głęboko, popatrzył bezmyślnie na siejącego przed nimi i znowu kopał, wybierał z szarej ziemi żółte ziemniaki i rzucał do kosza, przed się stojącego.

CART1 Źródło: Władysław Reymont, Chłopi, Część pierwsza – Jesień, Łódź 1991, s. 12.
R11LCQ5KP71PP
(Uzupełnij).
Ćwiczenie 4
R1QALXO3KR8D1
W podanych fragmentach Wesela Stanisława Wyspiańskiego wskaż wyrazy, w których w celach stylizacyjnych zastosowano mazurzenie. „Do zeniacki pirsy leń, a wpół chyci, zwyobraco”. „Kajsim zabył złoty róg, u rozstajnych może dróg, copke strasny wicher zwiał bez tom wieche z pawich piór; żebym chocia róg ten miał – ostał mi sie ino sznur.
Ćwiczenie 4

Podaj trzy przykłady mazurzenia.

RGA82KS4KSRAE
(Uzupełnij).
Ćwiczenie 5
R1X6MN17CFP7P
W podanych fragmentach Wesela Stanisława Wyspiańskiego wskaż wyrazy, w których w celach stylizacyjnych zastosowano pochylanie samogłosek. „(…) zaraz która co przyniesie, ino roz sie przetańcuje”. „(…) ino te ciarachy tworde, trza by stoć i walić w morde”.. „Durny gajdusie, piniądze tobyś chcioł brać-!”
Ćwiczenie 5

Podaj trzy przykłady pochylania samogłosek.

R15C5TC7KZMS3
(Uzupełnij).
Głosy z teraźniejszościMaria Wojtak
Maria Wojtak Głosy z teraźniejszości

Po tym, jak media opublikowały list arcybiskupa Dziwisza do tutejszych proboszczów, na Podhalu zawrzało. Ludzie godoli, baby jęcały, media śpekulowały. Że arcybiskup sprzeciwia się góralszczyźnie w Kościele. Że zabrania modlić się po góralsku. Czy jednak rzeczywiście sprzeciwia sie, zabrania?

CART2 Źródło: Maria Wojtak, Głosy z teraźniejszości. O języku współczesnej polskiej prasy, Lublin 2010.
Ćwiczenie 6
R1HPFZDHCZE69
Zadanie interaktywne, należy wybrać prawidłową odpowiedź spośród podanych możliwości.
Ćwiczenie 7

W poniższym fragmencie Konopielki Edwarda Redlińskiego, stylizowanym na gwarę, w niektórych wyrazach pozbawiono nosowości wygłosową (końcową) samogłoskę ę lub ą. Wypisz 5 wyrazów, w których zastosowano ten zabieg.

Edward Redliński Konopielka

W chacie nidzielnie, ale i na dworze inaczej niż co dnia: niedzielne powietrze zawsze jaśniejsze, łyskliwsze. Gumna cichsze, bo żywinie lepiej dano, nie ryczy, stodoły odpoczywajo od cepa. Wrony śpio sobie na sokorach, a obudziwszy sie leco pomalej, ciężej. Zający śmielej chodzo w ozimine, kicajo bezpieczniej, parami sie zmawiajo, abo i całemi familjami, kuropatwy suno broźnami pod same chaty i stodoły, mało sie bojo, musi wiedzo, że w chatach rożaniec sie odprawia. Nidziela, święto.

CART3 Źródło: Edward Redliński, Konopielka, Warszawa 2008.
R1D583G48NAK4
(Uzupełnij).