Samotność − rozstanie z najbliższymi

W momencie stwierdzenia epidemii bohaterowie Dżumy zostają zamknięci w Oranie. Nie mają możliwości wyjazdu, nie wiedzą, na jak długo zostali zamknięci, nie wiedzą nawet, czy przeżyją. Ta nagła sytuacja zaskakuje wielu z nich. Rieux zostaje, jako lekarz czuje się zobowiązany do ratowania ludzi. Rambert nie ma w sobie zgody na pozostanie w Oranie, chce jak najszybciej wrócić do ukochanej. Jest zdeterminowany, prosi o pomoc doktora Rieux.

DżumaAlbert Camus
Albert Camus Dżuma

Gdy szli wzdłuż spadzistych ulic, pomiędzy niebieskimi, żółtawymi i fioletowymi ścianami mauretańskich domów, Rambert mówił z wielkim wzburzeniem. Zostawił żonę w Paryżu. Prawdę mówiąc, nie jest to żona, ale to wychodzi na jedno. Telegrafował do niej zaraz po zamknięciu miasta. Myślał z początku, że to wypadki przejściowe, i próbował tylko porozumieć się z nią. Koledzy z Oranu powiedzieli Rambertowi, że nie mogą mu pomóc, poczta go odprawiła, jakiś sekretarz z prefektury roześmiał mu się w nos. Po dwóch godzinach czekania w ogonku musiał się wreszcie zgodzić na telegram, w którym napisał: “Wszystko w porządku. Do zobaczenia”.
Ale rano, gdy wstawał, przyszło mu nagle na myśl, że w końcu nie wie, jak długo może to potrwać. Postanowił wyjechać. Ponieważ miał rekomendacje (jego zawód daje ułatwienia), mógł dostać się do dyrektora gabinetu prefektury, któremu powiedział, że nic go z Oranem nie łączy, że nie jego rzeczą jest tu zostać, że znalazł się w mieście przypadkiem i że byłoby słuszne, gdyby pozwolono mu wyjechać, nawet jeśli po opuszczeniu miasta musiałby odbyć kwarantannę. Dyrektor odparł, że rozumie to bardzo dobrze, nie może jednak robić wyjątków, że zobaczy. Bo sytuacja jest przecież poważna i nie można nic postanowić.
— Ale ja nie jestem tutejszy — rzekł Rambert.
— Oczywiście, miejmy jednak mimo wszystko nadzieję, że epidemia nie potrwa długo.
Na zakończenie próbował pocieszyć Ramberta, zwracając mu uwagę, że może znaleźć w Oranie materiał do ciekawego reportażu i że wszystko, zważywszy każde wydarzenie, ma swoje dobre strony. Rambert wzruszył ramionami. Dochodzili do centrum miasta.
— To idiotyczne, doktorze, rozumie pan. Nie przyszedłem na świat, by pisać reportaże. Ale może przyszedłem na świat, żeby żyć z kobietą. Czy to nie jest naturalne?
Rieux powiedział, że w każdym razie wydaje mu się to rozsądne. [...]
— Rzecz w tym — rzekł nagle Rambert — że ona i ja spotkaliśmy się niedawno i rozumiemy się dobrze.
Rieux milczał.
— Ale ja pana nudzę — ciągnął Rambert. — Chciałem tylko pana zapytać, czy nie mógłby mi pan wydać zaświadczenia, które by stwierdzało, że nie mam tej przeklętej choroby. Myślę, że mogłoby mi się przydać. […]
— Niech pan będzie pewien, że pojmuję — rzekł wreszcie Rieux — ale nie rozumuje pan dobrze. Nie mogę panu dać tego zaświadczenia, ponieważ nie wiem, czy ma pan tę chorobę, czy nie, a nawet gdybym wiedział, nie mogę zaświadczyć, czy pomiędzy chwilą, kiedy wszedł pan do mego gabinetu, i chwilą, kiedy wejdzie pan do prefektury, nie zostanie pan zarażony. Poza tym zresztą...
— Poza tym zresztą? — rzekł Rambert.
— Poza tym, jeśli nawet dam panu to zaświadczenie, nie przyda się panu na nic.
— Dlaczego?
— Dlatego że w tym mieście tysiące ludzi jest w tym samym położeniu, a mimo to nie można im pozwolić wyjechać.
— Jeśli jednak sami nie są chorzy na dżumę?
— To niewystarczający powód. Głupia historia, wiem o tym dobrze, ale dotyczy nas wszystkich. I nie sposób brać jej inaczej.
— Ależ ja nie jestem stąd!
— Teraz, niestety, będzie pan stąd, jak wszyscy.
Tamten ożywił się:
— Tu chodzi o dobrą wolę, przysięgam panu. Może nie zdaje sobie pan sprawy, co oznacza taka rozłąka dla dwojga ludzi, którzy się dobrze rozumieją.
Rieux nie odpowiedział od razu. Potem rzekł, że chyba zdaje sobie sprawę. Pragnie ze wszystkich sił, żeby Rambert odnalazł swoją żonę i żeby ci wszyscy, którzy się kochają, byli ze sobą, ale są zarządzenia i prawa, jest dżuma, i jego zadaniem jest robić, co należy.

Camus1 Źródło: Rozdział 2, [w:] Albert Camus, Dżuma, tłum. Joanna Guze, Warszawa 2017, s. 84–85.
RUCEXN1LU6J43
Rita Greer, Wielka zaraza 1665, 2009 r.
Źródło: olej na desce, Wikimedia Commons, domena publiczna.

Samotność − brak zrozumienia

Samotność bohaterów Dżumy przejawia się nie tylko w tęsknocie za bliską osobą, lecz także w mierzeniu się z wewnętrzną pustką w obliczu straty najbliższych oraz w poczuciu niezrozumienia przez innych ludzi.

DżumaAlbert Camus
Albert Camus Dżuma

Tak więc każdy musiał zgodzić się żyć z dnia na dzień, sam w obliczu nieba. [...]
Na tych krańcach samotności wreszcie nikt nie mógł spodziewać się pomocy sąsiada i każdy pozostawał sam ze swoją troską. Jeśli któryś spośród nas próbował przypadkiem zwierzyć się lub powiedzieć coś o swym uczuciu, wszelka odpowiedź, jaką otrzymywał, najczęściej go raniła. Zdawał sobie wówczas sprawę, że jego rozmówca i on nie mówią o tym samym. On bowiem wypowiadał się z głębi długich dni rozmyślań i cierpień i obraz, jaki chciał przekazać, wypalał się wolno w ogniu oczekiwania i namiętności. Drugi natomiast wyobrażał sobie konwencjonalne uczucie, tuzinkowe cierpienie, seryjną melancholię. Życzliwa czy wroga, odpowiedź zawsze była niewłaściwa i trzeba było wyrzec się rozmów. Albo też ci, dla których milczenie stało się nie do zniesienia, zgadzali się na język rynku, skoro nie mogli znaleźć prawdziwego języka serca, i oni także mówili w sposób konwencjonalny, językiem zwykłego sprawozdania, drobnych wiadomości, codziennej kroniki. Tu znów najprawdziwsze cierpienie przywykło się wyrażać w banalnych formułkach. Tylko za tę cenę więźniowie dżumy mogli zdobyć współczucie dozorcy czy zainteresowanie słuchaczy.
Jednakże, i to jest najważniejsze, choć ten niepokój był tak bolesny, choć to puste mimo wszystko serce tak trudne było do udźwignięcia, można powiedzieć, że w pierwszym okresie dżumy ci wygnańcy byli uprzywilejowani. Wówczas bowiem, gdy ludność zaczynała tracić głowę, ich myśl całkowicie obracała się ku istocie, na którą czekali. W powszechnym nieszczęściu chronił ich egoizm miłości i jeśli myśleli o dżumie, to tylko o tyle, o ile mogła im grozić wieczną rozłąką.

Samotność 2 Źródło: Rozdział 2, [w:] Albert Camus, Dżuma, tłum. Joanna Guze, Warszawa 2017, s. 75–77.

Samotność a więzi międzyludzkie

Bohaterowie, doświadczający bezradności i bólu, powoli odnajdywali ulgę we wspólnym działaniu na rzecz innych. Przyjaźń, więzi między ludźmi pozwoliły  stworzyć im wspólnotę i przyniosły ulgę w samotności. Zwraca na to uwagę Marcin Olszewski w swoim tekście:

Marcin Olszewski Drogi absurdu. W stulecie urodzin Alberta Camusa

Wyraźny krok naprzód w formowaniu się poglądów Camusa stanowi powieść Dżuma. W powieści tej następuje znaczące przesunięcie akcentów. Wobec problemu absurdalności staje już nie tylko jednostka ludzka, jak to było we wczesnych dziełach Camusa, ale cała zbiorowość – mieszkańcy miasta Oran. Dżuma stawia pytanie o niepodważalną wartość, która określałaby moralną postawę człowieka absurdalnegoczłowiek absurdalnyczłowieka absurdalnego. Wartość taką odnajduje Camus w poczuciu braterstwa i międzyludzkiej solidarności. Akcja powieści toczy się w Oranie w czasie epidemii dżumy, wobec której mieszkańcy miasta pozostają bezradni. Wielu obywateli, niedotkniętych jeszcze chorobą, z obawy o własne życie ucieka ze skażonego miasta, pozostawiając w nim zarażoną ludność bez pomocy. Są jednak tacy, którzy postanawiają zostać i mimo beznadziejności sytuacji pomagać uwięzionym w Oranie chorym. Do zdecydowanych na podjęcie walki należy przede wszystkim doktor Bernard Rieux. Jest on ateistą, ale to nie wpływa na jego decyzję o pozostaniu w mieście. Rieux pozostaje dzięki swojej miłości do ludzi i za sprawą poczucia międzyludzkiej wspólnoty. Doktor, w imię niesienia pomocy zarażonym mieszkańcom miasta, gotów jest oddać własne życie. [...] Postawa, którą doktor z Oranu przyjmuje wobec dżumy, jest zupełnie bezinteresowna, a obowiązek udzielania pomocy równie oczywisty, jak szerząca się epidemia. [...]  Rieux żyje i pragnie jedynie pomagać ochronić życie innych. W powieści odnaleźć można fragmenty potwierdzające powyższe stwierdzenia: 
„Ci, którzy weszli do formacji sanitarnych, nie mieli tak wielkiej zasługi, wiedzieli bowiem, że była to jedyna rzecz do zrobienia: nie wejść do nich to dopiero byłoby niewiarygodne. […] Ponieważ dżuma stała się w ten sposób obowiązkiem pewnych ludzi, ukazywała się w swej prawdziwej postaci, to znaczy jako sprawa wszystkich”.

Dżumie francuski moralista odkrywa, obok potrzeby indywidualnego szczęścia, istnienie w ludzkiej naturze uczucia więzi z innymi ludźmi.

C2 Źródło: Marcin Olszewski, Drogi absurdu. W stulecie urodzin Alberta Camusa, „Studia Teologiczno-Historyczne Śląska Opolskiego” 2015, nr 35, s. 53–60.
człowiek absurdalny

Słownik

absurd
absurd

(łac. absurdus – niedorzeczny) tutaj: w znaczeniu absurdu życia ludzkiego rozumianego jako brak sensu istnienia, pozbawionego nadrzędnego, zwłaszcza religijnego, uzasadnienia