O autorze

Tadeusz Różewicz urodził się w 1921, a zmarł w 2014 roku. Poeta, dramaturg, scenarzysta, satyryk. Często był wymieniany jako kandydat do Literackiej Nagrody Nobla. Przeżyciem, które ukształtowało go jako artystę, była II wojna światowa (w 1942 roku wstąpił do Armii Krajowej). Podczas wojny ukazał się jego pierwszy tomik poetycki Echa leśne, jednak za właściwy debiut Różewicza uznaje się Niepokój
z 1947 roku. Krytycy literaccy określili tę książkę jako rewolucyjną. Różewicz wprowadził w niej nową formę wiersza, który nazywany jest „wierszem różewiczowskim”.

RDg188wxogwdc
Tadeusz Różewicz
Źródło: Marcin Biodrowski, dostępny w internecie: Flickr, licencja: CC BY-NC-ND 2.0.

Po wojnie poeta przeprowadził się do Gliwic, które były poza głównym nurtem kulturowym. Życie literackie toczyło się przede wszystkim w Warszawie i Krakowie, co sytuowało Różewicza niejako na marginesie. Po przeprowadzce do Wrocławia sytuacja nie uległa zmianie. Poeta wciąż pozostawał poza głównym nurtem. W swojej twórczości poeta daje wyraz niepokojowi, który towarzyszył pokoleniu Kolumbów. Przeżył wojnę, która zweryfikowała europejskie myślenie o literaturze i sztuce i ukształtowała w nim poczucie głębokiego kryzysu kultury.

Powstanie Kartoteki

Kartotekę za swój pełnoprawny dramatopisarski debiut. Utwór ukazał się drukiem na łamach „Dialogu” w 1960 r. i natychmiast wywołał liczne krytycznoliterackie dyskusje w kraju.

Grzegorz Niziołek Szkice o teatrze Tadeusza Różewicza

Kartoteka to coś więcej niż tylko debiut teatralny. To jedna z podejmowanych przez Różewicza w latach 1955‑1959 prób stworzenia uogólniającej formuły, która definiowałaby człowieka i jego sytuację. Doświadczenie wojenne znajduje się już w tle, co innego zajmuje teraz poetę: jak złożyć to, czego się złożyć nie da. Szuka formy otwartej i pojemnej, która ma wyrazić, pomieścić w sobie totalny akt poznania i samopoznania. [...]

cytat 1 Źródło: Grzegorz Niziołek, Szkice o teatrze Tadeusza Różewicza, s. 15–16.

Źródła Kartoteki

Na przestrzeni dekad wokoło inspiracji, które wpłynęły na artystyczny kształt Kartoteki, toczyła się złożona debata. Większość badaczy odczytywała dramat z perspektywy lirycznych dokonań Różewicza, wskazując przede wszystkim na jego głośny wiersz pt. Ocalony. Wspólnotowe i ekstremalne doświadczenie okrucieństwa oraz bezsensu wojny widoczne w Ocalonym bez wątpienia doszły do głosu również w Kartotece.

Grzegorz Niziołek Szkice o teatrze Tadeusza Różewicza

Żadnemu [...] innemu utworowi Różewicza nie udało się tak mocno i tak daleko wkroczyć na grunt żywego społecznego doświadczenia - żaden nie może się równać z Kartoteką pod względem siły reperkusji, udziału w kreowaniu i odkrywaniu zbiorowej świadomości oraz wspólnoty doświadczeń.

cytat 2 Źródło: Grzegorz Niziołek, Szkice o teatrze Tadeusza Różewicza, s. 15–16.
koreferat
Chór
KartotekaTadeusz Różewicz
Tadeusz Różewicz Kartoteka

Spisu osób nie podaję. „Bohaterem” sztuki jest człowiek bez określonego dokładnie wieku, zajęcia i wyglądu.

„Bohater” nasz często przestaje być bohaterem opowiadania i zastępują go inni ludzie, którzy są również „bohaterami”. Wiele osób biorących udział w tej historii nie odgrywa tu większej roli, te, które mogą odgrywać główne role, często nie dochodzą do głosu lub mają mało do powiedzenia. Miejsce jest jedno. Dekoracja jedna. Wystarczy, jeśli w ciągu tych godzin przestawi się krzesło.

Sztuka ta jest realistyczna i współczesna. Krzesło prawdziwe. Wszystkie przedmioty i meble są prawdziwe. Ich rozmiary są trochę większe od normalnych. Zwykły, przeciętny pokój.

[...]

Jeszcze jedna uwaga. Ludzie występują w swoich codziennych, zwykłych ubraniach. Nie wolno ich stroić w żadne efektowne kostiumy, kolorowe szmatki itp. akcesoria. Oprawa plastyczna jest tu bez znaczenia. Jak najmniej barw i efektów. Przez otwarte drzwi przechodzą spiesznie lub wolno różni ludzie. Czasem słychać urywki rozmów. Czasem stoją i czytają gazety... Wygląda to tak, jakby przez pokój Bohatera przechodziła ulica. Niektórzy przysłuchują się przez chwilę temu, co mówi się w pokoju Bohatera. Czasem wtrącają kilka słów. Przechodzą dalej. Akcja trwa od początku do końca bez przerwy.

BOHATER
leży z rękami złożonymi pod głową. Wyciąga rękę, trzyma ją przed oczyma
To jest moja ręka. Ruszam ręką. Moja ręka. porusza palcami Moje palce. Moja żywa ręka jest taka posłuszna. Robi wszystko, co pomyślę.
Odwraca się do ściany. Może zasypia.
Wchodzą rodzice Bohatera. Zatroskani. Ojciec spogląda na zegarek.

MATKA
Nie trzymaj rąk pod kołdrą, to brzydko i niezdrowo.
OJCIEC
Co z niego wyrośnie, jak będzie się tak długo wylegiwał. Wstawaj! Chłopcze!
MATKA
Ma czterdzieści lat i jest dopiero dyrektorem administracyjnym operetki.
OJCIEC
Ręczę ci, że on się brzydko pod kołdrą bawi. Sam ze sobą.
MATKA
Pleciesz! Przecież tam jeszcze ktoś leży pod kołdrą. Zdaje się, że kobieta.
OJCIEC
Oszalałaś! Siedmioletni chłopiec... Wczoraj wyciągnął mi złotówkę... Zerżnę mu skórę! Przy tym wyjada cukier z cukiernicy.
MATKA
Ależ on ma kolegium! Referat i koreferatkoreferatkoreferat !
OJCIEC
Ukradł mi złotówkę. Gdyby powiedział: „Tatusiu, proszę cię o złotówkę, chcę sobie coś kupić”, dałbym. To musi być ukarane!
MATKA
Ciszej! Śpi.
OJCIEC
W kogo on się wdał?

Wchodzi Chór Starców. Jest ich trzech. W wymiętych, trochę znoszonych garniturach. Jeden z nich w kapeluszu. Siadają pod ścianą na rozkładanych krzesełkach, które przynieśli ze sobą. Starcy poruszają się niemrawo. Tekst natomiast recytują bardzo wyraźnie, dźwięcznie, młodzieńczymi głosami.
Chór wygłasza tekst bez zbędnej mimiki.
Chór Starców wykorzystuje przerwy w akcji; udziela nauk, daje przestrogi, budzi otuchę.

CHÓRChórCHÓR
Dzieckiem w kolebce kto łeb urwał Hydrze,
Ten młody zdusi Centaury,
Piekłu ofiarę wydrze,
Do nieba pójdzie po laury.

[...]

KOBIECY GŁOS SPOD KOŁDRY
Panie dyrektorze, czas na posiedzenie.
BOHATER
Zrozumiałem po trzydziestu latach ogrom swych win,
a właściwie mych win. Tatusiu. Mamusiu. Tak, to ja zjadłem kiełbasę w Wielki Piątek dnia piętnastego kwietnia 1926 roku. Wstydzę się swego czynu. Zjedzenie kiełbasy uplanowałem o wiele wcześniej wraz z Jasiem i Pawełkiem. Mój niski postępek, kochany tatusiu, nie może być usprawiedliwiony. Zjadłem kiełbasę z łakomstwa. Nie byłem głodny. Dzięki twej trosce, tatusiu, miałem w dzieciństwie do syta chleba. Często otrzymywałem drobne pieniądze na łakocie. Mimo to zbłądziłem.
MATKA
Ależ ojciec pyta o cukier, nie o kiełbasę.

[...]

BOHATER
Biedni rodzice. Spłodziliście potwora. Przez dziesięć lat z premedytacją podawałem babci strychninę w biszkoptach. Pamiętam również dobrze niecne praktyki z zapałkami. Ze wstrętem myślę o tym, że planowałem również zgładzenie tatusia.
OJCIEC
Ładne rzeczy.

[...]

CHÓR STARCÓW
Aaa, kotki dwa, szare‑bure obydwa, nic nie będą robiły, tylko dziecko bawiły.
Bohater zasypia. Budzi go wystrzał armatni (detonacja winna być potężna! Tak żeby wystraszyć widownię).
BOHATER
Idioci. Znów wojna?
GŁOS SPOD KOŁDRY
Nie, panie dyrektorze, to księżna Monako powiła ośmioraczki! W związku z tym w całej ojczyźnie urządza się żakinady, dziecinady i tak dalej. Od szczytów Tatr do sinego Bałtyku.
BOHATER
Ale dlaczego u nas? Księżna w Monako żyje!
GŁOS SPOD KOŁDRY
To bez znaczenia. [...]
BOHATER
patrząc w sufit
Matołki.
chwila ciszy
BOHATER
Idioci.
chwila ciszy

[...]

Do pokoju wchodzi Olga. Kobieta w średnim wieku. Staje w „nogach” łóżka. Zdejmuje płaszcz. Płaszcz, torbę, szal itp. składa na łóżku.
OLGA
Przechodziłam i usłyszałam, że mnie wołasz...
BOHATER
Ja, ciebie?
OLGA
Minęło piętnaście lat, jak wyszedłeś z domu. Nie dałeś znaku życia.
BOHATER
Tak.
OLGA
Nie zostawiłeś adresu.
BOHATER
Nie miałem.
OLGA
Mówiłeś, że idziesz po papierosy.
BOHATER
Papierosy kupiłem.
OLGA
Piętnaście lat cię nie było! Co u ciebie? Co z tobą? Wytłumacz się, powiedz coś.
BOHATER
Opowiem ci dowcip.
OLGA
Dowcip. W takiej chwili! To jest okropne. On mi powie dowcip, po piętnastu latach...
BOHATER
Napiłbym się herbaty.
OLGA
Herbata w takiej chwili, kiedy ja pragnę rachunku z całego twego życia… Zawiodłam się na tobie, Henryku!
BOHATER
Ja mam na imię Wiktor!

[...]

BOHATER
Myślałem, że wszyscy umrzemy, więc mówiłem ci o dzieciach, kwiatach, o życiu. Proste.
otwiera gazetę. Przegląda, czyta na głos
„Butelki przed nalaniem piwa muszą być dokładnie wymyte. Pracownicy rozlewni często nie zadają sobie trudu, aby skontrolować, czy butelki są czyste. Rezultat jest taki, że spotyka się w napełnionych butelkach różne «ciała obce», zdarza się nawet, że w piwku pływają muchy. Pisaliśmy już w poprzednim naszym artykuliku na temat piwa o barbarzyńskim niemal stosunku do tego napoju pracowników detalu. Handel piwem dostarcza nie lada okazji do oszustw. W jaki sposób np. ze stulitrowej beczki piwa zrobić 120‑litrową?”
CHÓR STARCÓW
Oto jest pytanie!
BOHATER
„Trzeba klientom pijącym piwo w kuflach zaaplikować większą porcję piany [...]”
STARZEC I 
przykłada dłoń zwiniętą w trąbkę do ucha
O czym on mówi?
STARZEC II
O piwie!
STARZEC III
Czy w tym piwie są aluzje do władzy, podteksty, symbole, alegorie, czy nasz bohater jest szermierzem?
STARZEC I
 O piwie mówi!
STARZEC II
W tym piwie musi się coś kryć!
STARZEC III
Mówi, że w piwku pływają muchy.
STARZEC II
Muchy? To już coś jest.
STARZEC I 
Bzdura! U niego piwo znaczy piwo, mucha to tylko mucha. Nic więcej.
STARZEC III
Zlitujcie się, to nie bohater. To po prostu śmieć! Gdzie się podziały dawne bohatery, Orfeusze, woje, proroki. Mucha w „piwku”! Nawet nie w piwie, ale w piwku! Co to jest?

[...]

CHÓR STARCÓW
Rób coś, ruszaj się, myśl.
On sobie leży, a czas leci.
Bohater nakrywa twarz gazetą.

CHÓR STARCÓW
Mów coś, rób coś,
posuwaj akcję,
w uchu chociaż dłub!
Bohater milczy.
CHÓR STARCÓW
Nic się nie dzieje.
Co to znaczy?
BOHATER
Dajcie mi spokój.
CHÓR STARCÓW
Dzięki Bogu, nie śpi.
BOHATER
Mówicie, że muszę coś robić? Nie wiem...
ziewa
CHÓR STARCÓW
On znów zasypia, wielkie nieba!
Bez mąki przecież nie ma chleba.
W teatrze trzeba grać,
tu musi się coś dziać!

[...]

BOHATER
Kiedy byłem małym chłopcem, marzyłem o tym, żeby zostać strażakiem. Chciałem mieć błyszczący hełm, pas, toporek. Zdawało mi się, że z płonącego domu wynoszę znajomą dziewczynkę, że wszyscy mnie podziwiają, dziękują, przypinają medal. Biegałem po podwórku z rozwartymi ramionami
Bohater rozkłada ramiona i buczy jak motor
i wtedy zdawało mi się, że jestem samolotem i lotnikiem. Byłem też małym źrebaczkiem... Kiedy zacząłem chodzić do szkoły, zmieniły się moje marzenia, chciałem być podróżnikiem, milionerem, poetą albo świętym.
SEKRETARKA
A teraz?
BOHATER
Teraz zawsze jestem sobą. Tak długo wędrowałem, zanim doszedłem do siebie.
SEKRETARKA
Do siebie? Jak tam wygląda? Co tam jest?
BOHATER
Nic. Wszystko jest na zewnątrz. A tam są jakieś twarze, drzewa, obłoki, umarli... ale to wszystko tylko przepływa przeze mnie. Widnokrąg jest coraz mniejszy. Najlepiej widzę, kiedy zamknę oczy. Z zamkniętymi oczyma widzę miłość, wiarę, prawdę...
SEKRETARKA
Nie znam się na tym.
BOHATER
Tak, to tak jest…

[...]

Do pokoju wchodzi chłopiec w harcerskim ubraniu. Ma długie włosy. (Mówi raz grubym, raz cienkim głosem. Przechodzi mutację)
PRZYJACIEL Z DZIECIŃSTWA
Serwus, Dzidku, śpisz? Zapomniałeś, że dziś spowiedź u franciszkanów.
BOHATER
Jeszcze nie zrobiłem rachunku sumienia.
PRZYJACIEL Z DZIECIŃSTWA
Jakie masz grzechy? Skwarki jadłeś w piątek? Frajerze. [...] No, wyłaź, nie gnij.
BOHATER
nie podnosi się
Słyszałeś, że nasz „Burdel” w Ameryce?
PRZYJACIEL Z DZIECIŃSTWA
To prefekt nie uczy w naszej szkole?
BOHATER
Nie, zaraz na początku wojny zwiał nasz „Burdelik”...
PRZYJACIEL Z DZIECIŃSTWA
O wojnie nic nie wiem, umarłem w trzydziestym szóstym roku. Utopiłem się.
BOHATER
Więc nic nie wiesz? Była druga wojna światowa.
PRZYJACIEL Z DZIECIŃSTWA
siada na krześle
Opowiedz, jak to było?
BOHATER
Dużo masz czasu?
PRZYJACIEL Z DZIECIŃSTWA
Dwie, trzy minuty.
BOHATER
Wystarczy. Pamiętasz fabrykę drutu? W piątek l września 1939 roku rano tam spadły pierwsze bomby. Szedłem po gazetę. Jakiś chłopak krzyczał, że wybuchła wojna. Drugi kopnął go w tyłek: „nie pieprz, gówniarzu”, ale za godzinę zbombardowali miasto. Nasza ulica się spaliła. Później to wszystko trwało jeszcze kilka lat. Była okupacja. W maju 45 roku wojna się skończyła. Zginęło podobno 33 miliony ludzi.
PRZYJACIEL Z DZIECIŃSTWA
A co było t tobą?
BOHATER
Tak jak ze wszystkimi, różnie.

[...]

Bohater milczy
CHŁOP
Pan podchorąży mnie nie poznaje?
BOHATER
Nie.
CHŁOP
W oddziale partyzanckim wołali na mnie Wrona.
BOHATER
Ludzie, dajcie mi spokój z tą przeszłością.
CHŁOP
Pan się na ludzi gniewa?
BOHATER
Nie wiem, nie chce mi się gadać. Muszę tu w teatrze gadać bez przerwy.
CHŁOP
Pan podchorąży mnie już zabył.
BOHATER
Zostawmy te stare historie.
CHŁOP
Ano, to już pójdę, śnapsa by tu gdzie kapki nie było?
BOHATER
W szafce stoi butelka i szklanka.
CHŁOP
nalewa sobie pot szklanki wódki. Wypił. Wziął z łóżka czerwone jabłko
BOHATER
Był rolmops, ale go zjadł ojciec.
CHŁOP
Pewnie, co śledź, to nie jabłko. To ma pan ojca?
BOHATER
Właśnie.
CHŁOP
To pan podchorąży co teraz piastuje? Pewnie jakąś wysoką godność.
BOHATER
Jestem zastępcą wicedyrektora operetki narodowej.
CHŁOP
Pamięta pan chorąży, jak my śpiewali...
śpiewa „My nie my nie my nie
my Niemców nie boimy się”...

BOHATER
Darujcie, Wrona, ale nie mam czasu. Muszę to wszystko uporządkować, sprawdzić, podsumować, wyciągnąć wnioski. Nie czas teraz na wspomnienia.
CHŁOP
Pan podchorąży to już nie pamięta, jak mnie rozwalił?
BOHATER
Nie mam czasu na wspomnienia, przyjdźcie w środę.
kładzie się obok Sekretarki
Najgorsze jest to, że nie mam już nic do załatwienia. Nie mam ważnych spraw. Bardzo często stoję w kolejce przed okienkiem, ale w pewnej chwili odchodzę i idę dalej. Czy stoję na początku, czy na końcu kolejki, to nie ma większego znaczenia. Wszystko już zostało załatwione. Pewnie, że mogę się ubiegać o lepszy przydział albo pojazd, albo podróż do Paryża. I nie czuję już do ludzi nienawiści.

[...]

CHŁOP
Pan, panie podchorąży, niby czyścił wtedy „parabelkę”. Nie wiedział pan, że w lufie była kula?
BOHATER
Stare historie. Na co to wygrzebujecie, Wrona?
CHŁOP
Tego dnia miałem odejść z oddziału. Dostałem nawet od kucharza kilo słoniny i ćwiartkę spirytusu na drogę. A pan mi strzelił w brzuch
BOHATER
Czyściłem pistolet.
CHŁOP
Pan był wykształcony, ale głupszy pan był ode mnie. Choć miałem tylko siedem oddziałów. Politycznie pan był głupszy. Nabrali pana.
BOHATER
Rozkaz to rozkaz...
CHŁOP
I teraz pan te głupoty jeszcze powtarza.
BOHATER
A jak się wam wytłumaczę? Niech to wszystko raz przepadnie!

[...]

Do pokoju wchodzi stary człowiek w starym kapeluszu i starym, czarnym, ale czystym ubraniu. Ma długie wąsy.
BOHATER
Wujek!!
WUJEK
Byłem z pielgrzymką w Częstochowie i po drodze zajrzałem do ciebie. A co tu u pana?
BOHATER
Niech wujek siada. Pewnie wujka nogi bolą. Przecież to przeszło sto kilometrów. Niech wujek siada. Dobrze, że wujek mnie odwiedził. Zaraz wujkowi dam wodę do nóg. Bohater wyciąga spod łóżka miednicę, nalewa wodę. Prawdziwą do prawdziwej miednicy, z prawdziwego dzbanka, który stoi na stole Niechże wuj, proszę wuja... Zaraz wujkowi...
WUJEK
Dziękuję ci, dziecko.
Wuj zdejmuje kamasze, skarpetki i moczy nogi. Moczy nogi w ciągu całej rozmowy
BOHATER
Widzi wujek, miałem do wujka napisać, ale mówiła Isia, że wujek chory, więc pomyślałem, że wujek umarł. kładzie rękę na ramieniu starego Strasznie się cieszę, że wujka widzę.
WUJEK
Ze starego grata mała pociecha! Z czego się tu cieszyć?
BOHATER
Wujek jest prawdziwy. I kapelusz prawdziwy. zdejmuje Wujkowi kapelusz i kładzie na stole I wąsy prawdziwe, i serce prawdziwe, i myśli prawdziwe. Cały prawdziwy wujek. Nawet kamaszki u wujka są prawdziwe. I słowa prawdziwe. I skarpetki prawdziwe. Bohater mówi to wszystko z coraz większym uniesieniem
WUJEK
A ty, Dzidku?
BOHATER
Ja? Wujku! Niech wujek posłucha. Może to wujkowi coś wyjaśni...
Do pokoju wchodzi Stary Górnik. Stawia na stole lampkę.
BOHATER
zaskoczony wejściem Starego Górnika udaje, że go nie widzi. Zwraca się wyłącznie do Wujka. Mówi dużo, ale chyba nie to, co zamierzał powiedzieć
Niech wujek siada! Proszę, może się wujek coś napije. Przekąsimy. Wujku. Zapomniałem! Mam w domu ćwiartkę. Niech wujek moczy nogi, wody jest dużo. Niechże wujek w tej miednicy czuje się jak w domu. Mam już wszystkiego dosyć. Wujek nie wie. Wujek nic nie wie, wujku.
STARY GÓRNIK
zwraca się do Wujka
Niech pan tego oszusta nie słucha.
WUJEK
Dajcie mu spokój. Chłopak ma za swoje. Słuchaj, Dzidek, ty się połóż lepiej i prześpij. Jak się dobrze wyśpisz, to wiele rzeczy zrozumiesz. Kładź się.
Bohater w milczeniu kładzie się do łóżka. Okrywa głowę marynarką. Może zasypia.

[...]

Pokój jest pusty. Później przechodzą przez niego różni ludzie. Tak jak przez ulicę. Wchodzą jednymi drzwiami, wychodzą drugimi. Idą wolno lub szybko. Czytają gazetę. Niosą teczki, siatki, torby. Śmieją się, milczą lub rozmawiają. Między nimi mogą (ale nie muszą) być również ludzie, którzy występowali w tej sztuce. Troje z tych przechodniów zostaje w pokoju. Kobieta w średnim wieku, Mężczyzna w średnim wieku i wysportowany młody Chłopak (może ma 20 lat).
KOBIETA
Jaka to zarozumiałość w takim człowieku! Gadałby i gadał. Musi wytłumaczyć, porachować się. A kto ma czas słuchać. Tak jakby on był jeden na świecie. Ważne sprawy! Gada, że ważne. Dla mnie ważne.
CHŁOPAK
Trawa mowa.
MĘŻCZYZNA
Gdyby każdy chciał opowiadać historie swojego życia! Przecież i tak jest tylko ograniczona ilość modeli życia przeznaczona dla człowieka.
Dziennikarka, która do tej pory spała, odrzuca kołdrę. Siada na łóżku. [...]
DZIENNIKARKA
malując wargi
Kochanie, to moda z roku 1954!
wyciąga notes
Jak to powiedział ten nasz sławny laureat w Paryżu: “ludzie to kupa zwierząt pełzająca po gównie. Ja zakochałem się w samochodzie”...

cytat 6 Źródło: Tadeusz Różewicz, Kartoteka. Kartoteka rozrzucona, Kraków 1997, s. 29–76.