R12H61BLAQ371
Bolesław Leśmian (1877‑1937)
Źródło: Wikimedia Commons, domena publiczna.

Bolesław Leśmian jest poetą, który często pyta o sens ludzkiej egzystencjiegzystencjaegzystencji, o motywacje działań człowieka, o jego związki z Bogiem, kosmosem, o istotę natchnienia.
Poemat Pan Błyszczyński z ostatniego tomu wierszy wydanego w 1936 roku pod tytułem Napój cienisty, prócz interpretacji filozoficznej, można odczytywać jako opowieść o natchnieniu, którego symbolem jest idealna dziewczyna. Warto zwrócić uwagę na dedykację tomu:
Kazimierzowi Wierzyńskiemu, Jego żywotnym zmaganiom się z upiorami współczesności i zdobywczym przeobrażeniom twórczym.
Wiersz rozważa również problem relacji między Bogiem i człowiekiem. Tytułowy bohater Pan Błyszczyński buduje swój ogród z nicości (creatio ex nihilocreatio ex nihilocreatio ex nihilo), wypełnia go roślinami, zwierzętami. Kiedy wydaje się, że wynik fantazji jest podobny do końcowego efektu sześciodniowej pracy Boga, pojawia się On sam. Błyszczyński spaceruje po tym niezwykłym miejscu, rozmawiając z towarzyszącym mu Bogiem, który nie jest tu kreatorem rajskiego ogrodu, ale jedynie gościem i do tego, niezapowiedzianym. Element ten tworzy topostopostopos odwrócony. Poeta odwrócił role znane ze Starego Testamentu, dając Błyszczyńskiemu, nie Bogu, moc tworzenia. Utwór wypełniają nierealne, fantastyczne obrazy poetyckie, przypominające dzieła surrealistów. Urodę ich podkreślają oryginalne środki obrazowania, które eksponują nierzeczywistość, oniryczność ogrodu oraz pojawiających się zmór i zjaw. Ogród konstruowany przez bohatera lirycznego, stanowi metaforę procesu twórczego, a on sam jest figurą poety. Zasadniczą jego cechą jest nietrwałość, znika wraz ze zjawą pięknej dziewczyny.

Poemat Pan Błyszczyński to z jednej strony traktat o naturze poezji, która pozwala tworzyć dzieła niezwykłe i zachwycające. Z drugiej strony można odczytać go jako smutną refleksję o samotności człowieka i dążeniu do czegoś, czego nie można osiągnąć.

Bolesław Leśmian Pan Błyszczyński

Ogród pana Błyszczyńskiego zielenieje na wymroczu,
Gdzie się cud rozrasta w zgrozę i bezprawie.
Sam go wywiódł z nicości błyszczydłami swych oczu
I utrwalił na podśnionej drzewom trawie.

Kiedy zmory są zajęte przyśpieszonym zmorowaniem
Między mgłą a niebem, między mgłą a wodą –
Zielna zjawa swe dłonie zbezcieleśnia ze łkaniem
Nad paprocią – nad pokrzywą – nad lebiodą.

W takiej chwili Bóg przelatał, pełen wspomnień wiekuistych,
Ścieżką podobłoczną – właśnie, że tułaczą –
I przystanął na zbiegu dwojga tęsknot gwiaździstych,
Gdzie się widma migotliwie bylejaczą.

Zaszumiało jaworowo, ale chyba wbrew jaworom –
Samym cisz zamętem, samą cisz utratą…
„Kto te szumy narzucił moim dumnym przestworom?
Kto ten ogród roznicestwił tak liściato?…”

Cisza… Nikt nie odpowiada. Płyną chmury i godziny…
Wszelka dal w niebiosach – to dal zagrobowa.
Pan Błyszczyński w świat nagle z trwożnej wyszedł gęstwiny,
Szepnął: „Boże!” – i powiedział takie słowa:

„Był w zaświatach – sen i wicher i zaklętej burzy rozgruch!
Boże, snów spełnionych już mi dziś nie ujmuj!
Jam te drzewa powcielał! To – mój zamysł i odruch…
Moje dziwy… Moje rosy… Dreszcz i znój mój!

Przebacz smutkom i widziadłom, nie znającym rodowodu,
I opacznym kwiatom, com je snuł z niczego…
Moja wina! O, Boże, wejdź do mego ogrodu!
Do ogrodu!… Do – mojego!… Do – mojego!…

Wyznam Tobie całą zwiewność, całą gęstwę mojej wiary
W życie zagrobowe kwiatów i motyli.
Wejdź do mego ogrodu! I cóż z tego, że czary!…
I cóż z tego, że ułuda nikłej chwili!…”

Wszedł w gęstwinę, co szumiała poza życia drogowskazem.
Sami byli teraz. Oko w oko – sami.
Nic do siebie nie rzekli i ciemniejąc, szli razem
Alejami – alejami – alejami!

Ogród śnił się… Tu i ówdzie dąb prześniony zżółkł i powiądł.
Każdy krzew sam w sobie miał zaświata wygląd.
Sporo było w gałęziach – cisz zbłąkanych i sowiąt,
Lecz nie było ani świerszczy, ani szczygląt.

Uciekały się niebiosy pod najdalszych gwiazd obronę,
Miesiąc złotym rogiem chmurę mgliście pobódł.
Trzepotały się w piachu dusze zmarłych, spragnione
Nowych zgonów i pośmiertnych w mroku swobód.

Coś złociście wyspowego w daleczyźnie alej pełga –
Można taką wyspę brwi skinieniem spłoszyć…
Świetlikami za chwilę północ w zieleń się wełga,
Niepokojąc gmatwaninę leśnych poszyć.

Pan Błyszczyński sprawdzał ogród, czy dość czarom jego uległ –
I czy szum i poszum dość jest rzeczywisty –
I czy liszaj na dębie – jadowity brzydulek –
Dość się wgryza w złudną korę i w pień śnisty?…

[…]

Szli, aż doszli tam, gdzie w mrzonce zagęstwionej i niczyjej
Cień dziewczyny jaśniał oczu w dal rozbłystką,
A jej usta i piersi i ramiona i sny jej
Były takie, żeby właśnie kochać wszystko…

Rzęsy miała dosyć złote, by rozwidnić blaskiem rzęs tych
Dno zmyślonych jezior, gdzie mży śmierć zmyślona –
Warkocz łatwo się płoszył, więc skrzydłami fal gęstych
Wciąż uciekał i powracał na ramiona.

Bóg w nią spojrzał, kiedy właśnie wynurzona z mgieł spowicia
Urojone oczy w modre nic rozwarła.
„Kto ją stworzył?” – zapytał. „Nikt, bo przyszła bez życia
I bez śmierci, więc nie żyła i nie zmarła…

Próżno szukam w jej warkoczu źdźbeł istnienia, snu okruszyn,
Próżno chcę ugłaskać pozłocisty kędzierz!
Tak mnie wzrusza ten niebyt, cudny niebyt dziewuszyn!…
Bądź miłościw niebytowi… Wiem, że będziesz…

Wyłoniłem z mroku ogród, oderwany od przyczyny,
Rozkwieciłem próżnię, namnożyłem ścieżek –
I już wszystko rozumiem, prócz tej jednej dziewczyny,
Prócz tej jednej, którą kocham!” Bóg nic nie rzekł.

[…]

Znam niedolę wniebowstąpień! Znam wskrzeszonych ust niedolę!
I płacz wśród zieleni… I zgon sierociński…
I to wszystko mnie boli!… Ja – sam siebie tak bolę!” –
Wołał w bezmiar i ku Bogu pan Błyszczyński.

Ale Boga już nie było… Pustka padła wzdłuż na kwiaty.
Widma drzew szeptały: „Zmiłuj się nad nami!” –
Błogosławiąc snom wszelkim, leciał w dalsze wszechświaty
Powietrzami, wstrząsanymi powietrzami.

Pewno widać było z nieba, że świat mija i przeminie,
I że snom przyświeca – woda na kamieniu…
Pan Błyszczyński zaszeptał w usta niemej dziewczynie:
„Błędny cieniu, marny cieniu, cudny cieniu!

Zabłękitnij – odbłękitnij… I mów wszystko i nie domów!…
Czy tu jest ów wszechświat; gdzieś zgubiła siebie?
Może ci się należy wpośród innych ogromów
Inna zieleń – inna nicość – w innym niebie.

Nie zaczęłaś dotąd istnieć w żadnym półśnie, w żadnym grobie,
Dotąd stóp twych śladu nie stwierdziły kwiaty –
Podczas twego niebytu zakochałem się w tobie,
Naraziłem mroczne ciało na zaświaty!

Czy mam z tobą iść w głąb żalu, czy w tę inną głąb doliny,
Nim świat zginie śmiercią, niebem malowaną?…
I jak dążyć - do ciebie – do niebyłej dziewczyny –
Ty – mgło moja, usta drogie, złota piano!…

[…]

Tam – wysoko i najwyżej – między niebem a nadrzewiem
Włóczy się srebrnawo – cisza i znikomość.
Tak o tobie nic nie wiem, tak cudownie nic nie wiem,
Że miłością jest ta moja – niewiadomość!”

Umilkł nagle pan Błyszczyński i popatrzył w dal niecałą,
Świateł i przeznaczeń było coraz więcej.
A on kochał ją w usta, kochał w stopy, w pierś białą –
I minęło różnych czasów sto tysięcy!

[…]

Mrok zaskomlał w pustym dębie, zagwizdała nicość w klonie,
I rozbłysła w księżyc – śmierć i pajęczyna…
Pan Błyszczyński zrozumiał i załamał swe dłonie
I pomyślał: „W nic rozwieje się dziewczyna!” –

W nic rozwiała się dziewczyna i jej czar, poczęty w niebie,
I pierś, zakończona różową soczystką.
I rozpadło się ciało na żal straszny do siebie
I niewiedzę o tym żalu!… I to – wszystko…

Nie umarła, lecz umarło jej odbicie w jezior wodzie.
Już się kończył zaświat… Ustał cud dziewczyński…
O, wieczności, wieczności, i ty byłaś w ogrodzie!
I był blady, bardzo blady pan Błyszczyński.

CART2 Źródło: Bolesław Leśmian, Pan Błyszczyński, [w:] tegoż, Poezje wybrane, oprac. J. Trznadel, Wrocław 1983, s. 229–236.

Śnigrobek

Kazimierz Wyka pisał:

„W późniejszych zbiorach poety napotykamy ballady tego typu: […] Znikomek, Srebroń, Zmierzchun, Śnigrobek. Zwróćmy uwagę, że każda z tych ostatnich ballad nosi tytuł jakże podobny do tytułu analizowanego utworu [Dusiołek]; w każdej z nich góruje postać fantastyczna o nazwie dopiero przez poetę dla niej wykutej, ale nazwie znaczącej, wyraźnie wskazującej cechy owej postaci: ś n i g r o b e k na pewno nie o zaklętych skarbach marzy; z m i e rz ch u n na pewno nie w południe się pojawia”. Kazimierz Wyka, Bolesław Leśmian: dwa utwory, [w:] tegoż, Rzecz wyobraźni, Warszawa 1977, s. 422.

RKTX4DS1PGEUR
Kosmos
Źródło: Wikimedia Commons, domena publiczna.

Z kolei fantastyczna opowieść o Śnigrobku jest filozoficzną refleksją dotyczącą tajemnicy bytubytbytu i możliwości komunikacyjnych pomiędzy różnymi bytami. Stawiane pytania dotyczą tajemnicy istnienia różnych obszarów, różnych światów, dlatego odnoszą się do filozofii egzystencjalnej.

Bolesław Leśmian Śnigrobek
RR6C69H2821DQ1
Źródło: Polona, domena publiczna.

Kiedy las od ukąszeń zmór drzewnych pożółciał,
Śnigrobek, błękitnawo zapatrzony w paproć –
Wędrownie się zazłocił – z dali w dal – po dwakroć,
Aż się wsunął do krainy półduchów i półciał.

Tam ukochał przestwornie mgłę – nierozeznawkę,
Co się na wznak – uśmiecha, a na klęczkach – ginie,
Albo się wysmukla – podobna dziewczynie,
Która się w snach zgubiła, jak pustą zabawkę.

Mgła rzekła: „Ust mych przyszłość – z bzu się nie wyzwoli!
Prócz deszczu – nie mam w kwiatach innego dorobku...
Kochaj mnie w mej pośmiertnej za grobem niedoli,
Bom bez niej – nie ta sama... Sprawdź mój czar, Śnigrobku!”...

I rzekł na to Śnigrobek: „Niech nicość nam sprzyja!
Tak mi modro dziś z tobą!... Łzy oddaj aniołom.
Wszelka radość jest w końcu tyleż, co niczyja...
W urojonych ogrodach znajdź mnie i oszołom!”

Szołomiła mu usta, obłąkała ręce,
A on tulił cud chwiejny i czar jej nieścisły –
I patrzał w zakochane mglistości dziewczęce,
Gdzie obok żądzy śmierci – wrą pieszczot domysły.

I ginąc od nadmiaru mgły w czujnym objęciu
Wpośród złotawych przyćmień i błękitnych zadym –
Skonał wreszcie – posłuszny temu wniebowzięciu,
Które przez sen zawdzięczał – fioletom bladym.

Czas się włóczył po drzewach. Noc przyszła – żałobna.
Cienie wszystkie umarłych – ubożuchno szare –
Pochowały Śnigrobka na wieczną niewiarę –
We wszystkich grobach naraz i w każdym – z osobna.

Mgła mu w trumnę skrzystego nawrzucała nieba,
A wszechświat, co już stał się czymś w rodzaju mitu –
Ożywiony pogrzebem – pomyślał, że trzeba
Zmienić cel nieistnienia i miejsce niebytu.

Więc – choć ktoś go do mgławic i dróg mlecznych przykuł –
On, wstrząsając łańcuchy przeznaczeń bez treści –
Śnił, że w drogę wyrusza, jak rdzawy wehikuł,
Zbłąkany w złotym wnętrzu zamierzchłej powieści.

(Napój cienisty, 1936)

sni Źródło: Bolesław Leśmian, Śnigrobek, [w:] Poezje zebrane, oprac. J.Trznadel, Warszawa 2010, s. 345.

Słownik

byt
byt

(gr. tauomicron omicronnu, to on - to co jest) podstawowa, najogólniejsza kategoria filozoficzna, oznaczająca wszystko to, co istnieje, czyli: wszystkie rzeczy w ogóle lub każdą poszczególną rzecz wyróżnioną ze względu na właściwe jej cechy

immanentny
immanentny

(łac. immanens – zostający w czymś) pozostający wewnątrz czegoś, niewychodzący poza dany przedmiot

ontologia
ontologia

(gr. on – byt; logos – refleksja, myśl) dział filozofii zajmujący się bytem, czyli tym, co jest

creatio ex nihilo
creatio ex nihilo

(łac. stworzenie z niczego) - pogląd teologiczny i filozoficzny, według którego świat został powołany do istnienia przez Stwórcę z niczego

Eden
Eden

(hebr. Gan Eden - ogród rozkoszy) biblijny rajski ogród

egzystencja
egzystencja

(łac. existereex – na zewnątrz + sistere – stać, znajdować się) istnienie kogoś lub czegoś; materialne warunki czyjegoś życia; w egzystencjalizmie: swoisty sposób istnienia właściwy tylko człowiekowi

oniryzm
oniryzm

(gr. óneiros – sen) – sposób przedstawienia rzeczywistości na wzór snu. Występuje w literaturze, sztukach plastycznych, muzyce. Oniryzm w swej programowej postaci, określanej mianem poetyki snu, nawiązuje do wizji sennych, przywidzeń, omamów wzrokowych, posługuje się charakterystycznymi metodami i technikami artystycznymi właściwymi dla konstrukcji snu czy marzeń sennych. Literatura oniryczna wykorzystuje sen jako temat, motyw lub zasadę kompozycyjną

ballada
ballada

(gr. ballo - miotać się, wł. ballare - tańczyć) gatunek literacki pochodzenia ludowego, obejmujący teksty o charakterze epicko‑lirycznym, łączący cechy trzech rodzajów literackich: liryki, epiki i dramatu. Mimo różnic w genezie i ewolucji wzorców powiada stałe cechy charakterystyczne: tematem ballad są wydarzenia dziwne i zagadkowe, sposób ujęcia tematu cechuje naiwność i prostota, w balladach występuje jednowątkowa fabuła wzbogacona partiami dialogowymi. W warstwie językowej ballada operuje typowymi środkami poetyckimi: epitetami, porównaniami, powtórzeniami

topos
topos

(gr. tópos koinós, łac. locus communis - miejsce wspólne) – powtarzający się motyw, występujący w obrębie literatury i sztuki zbudowany na fundamencie dwu wielkich tradycji śródziemnomorskich: antycznej i biblijno‑chrześcijańskiej. Wskazuje na jedność, ciągłość kulturową danego kontynentu czy na istnienie pierwotnych wzorców myślenia człowieka. Topos budowany jest na zasadzie obrazu mającego na celu opis jakiejś sytuacji (topos tonącego okrętu w Kazaniach Skargi)