Witold Gombrowicz

R1UFDGM96MT7J1
Witold Gombrowicz
Źródło: domena publiczna.

Witold Gombrowicz (1904‑1969) zadebiutował w 1933 roku zbiorem opowiadań Pamiętnik z okresu dojrzewania. Wbrew tytułowi w skład książki weszły teksty niezwiązane z biografią pisarza, utrzymane w konwencji groteskigroteskagroteski, co doprowadziło do licznych nieporozumień w odbiorze publikacji. Niektórzy krytycy usiłowali interpretować zbiór jako zapiski z życia autora, z kolei inni – na przykład pisarz Juliusz Kaden‑Bandrowski (1885‑1944) – uznali debiut za niedojrzały. Chociaż w większości recenzji utwór oceniono pozytywnie, Gombrowicz uważał, że Pamiętnik z okresu dojrzewania został źle przyjęty i niezrozumiany.

Aby zapobiec podobnym sytuacjom w przyszłości, postanowił nadać kolejnemu dziełu abstrakcyjny tytuł, trudny do powiązania z treścią utworu. Dlatego jego pierwsza powieść została wydana pod nic niemówiącym tytułem Ferdydurke (1937), utworzonym prawdopodobnie od imienia i nazwiska Freddy’ego Durkee, jednego z bohaterów powieści Babbitt pióra Sinclaira Lewisa. W swoim nowym utworze Gombrowicz podjął polemikę z krytykami oraz przedstawił własną koncepcję roli artysty i jego dzieła.

Droga Witolda Gombrowicza do powieściowego debiutu

Edukacja
RSSZVZR9QSJFS
itold Gombrowicz w  Vience
Źródło: domena publiczna.

Witold Gombrowicz urodził się 4 sierpnia 1904 r. w Małoszycach na ziemi sandomierskiej, w rodzinie ziemiańskiej. Lata dzieciństwa spędził na wsi, w otoczeniu rówieśników, synów folwarcznej służby. Wspominał później:

Witold Gombrowicz Ferdydurke

Teoretycznie byłem wodzem, paniczem, istotą wyższą, powołaną do rozkazywania — w praktyce wszystkie atrybuty mej pańskości, jak buty, kurtka, szalik, guwernantka i, o zgrozo, kalosze, strącały mnie na dno upokorzenia i z ukradkowym, skrzętnie zamaskowanym, podziwem spoglądałem na bose nogi i zgrzebne koszuliny mych podwładnych. […] Oto już wtedy, w wieku lat dziesięciu mniej więcej, odkryłem coś ohydnego: mianowicie, że my,  „państwo”, jesteśmy zjawiskiem zupełnie groteskowym i niedorzecznym, głupim, boleśnie komicznym i nawet wstrętnym…

1 Źródło: Witold Gombrowicz, Ferdydurke, Kraków 1986, s. 8–9.
Witold Gombrowicz Ferdydurke

Ta gwardia, to byli moi rówieśnicy, synowie fornali, rodzaj
wojska, któremu ja przewodziłem. Ale oni lepiej trzymali się
na koniu, lepiej skakali i lepiej włazili na drzewa, ja, dowódca,
byłem właśnie najgorszy.

2 Źródło: Witold Gombrowicz, Ferdydurke, Kraków 1986, s. 14–15.

Witold wraz z całą rodziną przeniósł się w 1911 r. do Warszawy i w tym samym roku rozpoczął naukę w znanym gimnazjum męskim im. św. Stanisława Kostki. Ukończył tę szkołę w 1922 r., pozostawiając po sobie opinię ucznia jakby nieobecnego i zarazem przeciętnego, który tylko od czasu do czasu ujawniał swoje intelektualne możliwości. Opinia Gombrowicza o szkole była jednoznaczna:

Witold Gombrowicz Ferdydurke

W dniu, w którym ujawni się cała prawda o tym nauczaniu szkolnym – dzień ten jeszcze bardzo odległy – ludzkość znajdzie się w obliczu gigantycznej mistyfikacji i monstrualnego oszustwa. Wyjdzie na jaw wtedy, że nauczyciel ględzi, uczeń nie słucha; że nikt nic nie robi; że uczeń oszukuje, nauczyciel się daje oszukiwać; że gdyby ścisnąć, trzydzieści godzin intensywnej nauki starczyłyby za trzy kwartały obecnej szkoły. […] To nauczanie rozwleczone, rozględzone, biurokratyczne, apatyczne, jest przeciwieństwem prawdziwej nauki, tej zwięzłej, natężonej i elektryzującej.

2 Źródło: Witold Gombrowicz, Ferdydurke, Kraków 1986, s. 14–15.

Tuż po maturze przyszły pisarz zaczął studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim, lecz również na tym etapie edukacji nie osiągał wysokich wyników. Wszystko, co było dla niego ważne, odkrywał sam: miał ogromną erudycję literacką i filozoficzną, czytał po nocach i w czasie licznych chorób; wertował dzieła Kanta i Dickensa, Schopenhauera i Sienkiewicza, Słowackiego i Szekspira. Słowem, czytał niemal wszystko, wielką literaturę polską i obcą obok licznych książek przygodowych, sensacyjnych i romansów.

Podróże kształcą

W 1927 r. skończył studia (w indeksie miał same oceny dostateczne) i wyjechał na rok do Francji, najpierw do Paryża, a potem na południe, nad morze i w Pireneje. Wtedy pierwszy raz osobiście zetknął się z mitem Paryża jako centrum europejskiej kultury. Od razu postanowił, że Paryż mu nie zaimponuje.

Podwaliny światopoglądu

Po powrocie do Polski Gombrowicz rozpoczął aplikację sądową i ten biograficzny epizod miał znaczący wpływ na kształtowanie się jego życiowej i pisarskiej postawy. Zetknął się bowiem w sądzie z problemem zła i odpowiedzialności za nie (sprawy te staną się głównym tematem jego ostatniej przedwojennej powieści Opętani). Gombrowicz uważał, że zło zawsze wiąże się z cierpieniem i miał wiele współczucia zarówno dla ofiar, jak i sprawców.

Początki twórczości

W owych latach zaczęło go pochłaniać pisanie. Wielokrotnie ponawiał próby stworzenia powieści popularnej. Niezadowolony z rezultatów porzucił te wysiłki i zaczął z innej strony, szkicując wyrafinowane, groteskowe opowiadania oparte na parodii różnych konwencji XIX‑wiecznej prozy. Bohaterem był człowiek społecznie odtrącony, doznający towarzyskich upokorzeń. Opowiadania ukazały się w debiutanckim zbiorze zatytułowanym Pamiętnik z okresu dojrzewania (1933). Książka spotkała się z dobrym przyjęciem recenzentów, ale... nie została zrozumiana. Krytycy ukrywali często niezrozumienie jej stylu i problematyki za pełnym pobłażania tonem. Sam Gombrowicz pisał, że użycie w tytule słowa „dojrzewanie” okazało się niebezpieczne – recenzenci bowiem nie potrafili odejść od analizowania rzekomej niedojrzałości utworów, zwłaszcza zaś osoby debiutującego autora.

W tym samym czasie niespełna trzydziestoletni pisarz nawiązał współpracę z prasą i zaczął publikować, przede wszystkim na łamach „Kuriera Porannego”, liczne recenzje, felietony i reportaże literackie. Oceniał w nich książki (w tym także teksty kultury masowej). Miał swój stolik w „Zodiaku”. Lubił kawiarniane życie towarzyskie, bo był szczególnie wyczulony na teatralność sytuacji. Bawił intelektualnymi żartami, prowokował, aranżował sytuacje i awantury. Przy jego stoliku nie brakowało młodych adeptów literatury, dziwaków, nieudaczników, klakierów, czyli tak zwanych dworzan.

Witold Gombrowicz Ferdydurke

Literatura poważna nie jest po to, żeby ułatwiać życie, tylko po to żeby je utrudniać.

3 Źródło: Witold Gombrowicz, Ferdydurke, Kraków 1986, s. 16–17.
A kto czytał, ten trąba!

W 1938 r. opublikowane zostało przedwojenne dzieło młodego artysty, powieść zatytułowana Ferdydurke. Pod tym enigmatycznym, nic właściwie nieznaczącym tytułem ukrywa się brawurowa i groteskowa opowieść o trzydziestoletnim początkującym literacie, autorze debiutanckiego tomu Pamiętnik z okresu dojrzewania. Porwany przez wiecznego, choć emerytowanego pedagoga prof. Pimkę (stanie się on w polskiej kulturze postacią przysłowiową, uosobieniem postawy banalizującej wszelką żywszą myśl), wraca pod przymusem do szkoły, w niepojęty sposób zmieniony w siedemnastolatka. Gombrowiczowski narrator, przerażony rozwojem wypadków, wędruje w powieści przez trzy różne środowiska międzywojennej Polski – szkołę średnią, inteligencki dom inżyniera Młodziaka i ziemiański dwór wujostwa Hurleckich. Choć wszędzie doznaje licznych udręk na ciele i umyśle, walczy jednak, coraz bardziej skutecznie, o wybicie się na osobistą niepodległość. Zastygła, inercyjna forma, konwencje, schematy i uprzedzenia  męczą zarówno narratora, jak i innych bohaterów, kalecząc ich wzajemne relacje. Ale i ucieczka od formy okazuje się niemożliwa – proces wyzwalania z niej nigdy się nie kończy. Jedynym rozwiązaniem, zawsze niepewnym i zwodniczym, jest twórczy, ironiczny i ruchliwy dystans do wszystkich form.

Powieść spotkała się z gorącym przyjęciem znacznej części polskiej krytyki, czytelników i pisarzy. Niezwykle przenikliwą i entuzjastyczną recenzję Ferdydurke napisał Bruno Schulz, przyjaciel autora i twórca, który wraz ze Stanisławem Ignacym Witkiewiczem i Witoldem Gombrowiczem został zaliczony do sławnych, także za granicą, „trzech muszkieterów” polskiej prozy awangardowej okresu międzywojennego.

Witold Gombrowicz Ferdydurke

Pragnąłem naprzód książką wkupić się w ich łaski, aby potem w osobistym zetknięciu zastać już grunt przygotowany i – kalkulowałem – jeżeli zdołam zasiać w duszach dodatnie wyobrażenie o sobie, to wyobrażenie i mnie z kolei ukształtuje, w ten sposób choćbym nie chciał, stanę się dojrzały. Dlaczego jednak pióro mnie zdradziło? Czemu święty wstyd mi nie dozwolił napisać notorycznie zdawkowej powieści i zamiast snuć górne wątki z serca, z duszy, wysnułem je z dolnych odnóży, pomieściłem w tekście jakieś żaby, nogi, same treści niedojrzałe i sfermentowane, jedynie stylem, głosem, tonem chłodnym i opanowanym izolując je na papierze, wykazując, że oto pragnę wziąć rozbrat z fermentem? Dlaczego, jak gdyby na przekór własnym zamierzeniom, książce dałem tytuł Pamiętnik z okresu dojrzewania^ Próżno przyjaciele doradzali mi, abym nie dawał takiego tytułu i strzegł się w ogóle najdrobniejszej aluzji do niedojrzałości. – Nie rób tego – mówili – niedojrzałość drastyczne pojęcie, jeśli sam siebie uznasz niedojrzałym, któż cię dojrzałym uzna? Czyliż nie rozumiesz, że pierwszym warunkiem dojrzałości, bez którego ani, ani, jest – samemu uznać się dojrzałym? Lecz mnie się zdawało, że wprost nie wypada zbyt łatwo i tanio zbywać smarkacza w sobie, że Dorośli zbyt są bystrzy i wnikliwi, aby dali się oszukać, i że temu, kogo smarkacz ściga nieustannie, nie wolno ukazać się publicznie bez smarkacza. Za poważny może miałem stosunek do powagi, zanadto przeceniłem dorosłość dorosłych.

6 Źródło: Witold Gombrowicz, Ferdydurke, Kraków 1986, s. 7.

Kim powinien być pisarz?

R15O1OAMPMZ4M
Witold Gombrowicz w Vence, fot. Bohdan Paczowski
Źródło: mWikimedia Commons, domena publiczna.

Ferdydurke Gombrowicz wszedł w polemikę z tradycyjnym wzorcem pisarza jako przewodnika społeczności. Radykalnie skrytykował wywodzące się z pozytywizmu i literatury tendencyjnejliteratura tendencyjnaliteratury tendencyjnej przekonanie o tym, że twórca powinien być autorytetem moralnym, kimś mądrzejszym od czytelnika, kto poprzez literaturę uczy najwyższych standardów etycznych, wskazuje słuszne postawy i gani wszelką niesprawiedliwość i nieprawość.

Witold Gombrowicz poruszył w swojej powieści problem statusu autora dzieła literackiego, który stał się później jednym z ważniejszych tematów literatury postmodernistycznejpostmodernizmpostmodernistycznej. W XX wieku zachwiała się wiara w to, że twórca jest w pełni  kontrolującym swoje dzieło kreatorem. Coraz wyraźniejsza stawała się nieokreśloność artysty, coraz częściej zadawano pytania o jego tożsamość. Dlatego też awangardowi twórcy XX wieku preferowali narrację pierwszoosobową, jako bardziej autentyczną i osobistą.

RHOSX1SKKG9B4
Igor Mitoraj, Eros spętany, Kraków 2013; przykład rzeźby postmodernistycznej
Źródło: Wikimedia Commons, domena publiczna.

Jednym z głównych tematów Ferdydurke jest kwestia niedojrzałości głównego bohatera. Gombrowicz celowo umieszcza trzydziestoletniego Józia w przestrzeni szkolnej, aby uwidocznić infantylne cechy jego charakteru. Podważa kategorię dorosłości również w tych fragmentach, w których przemawia z perspektywy autora. Nie chce występować w roli mędrca lub kapłana. Wyśmiewa ambicje pisarzy, którzy uważają się za namaszczonych przez Boga nauczycieli społeczeństwa. Równocześnie formułuje jedno pouczenie: namawia innych twórców do szczerości. Pozytywnie wartościuje autorefleksję w literaturze, negując wartość dzieł o tematyce oderwanej od życia.

Przekonanie o tym, że wybitny twórca jest jednostką w pełni ukształtowaną i dojrzałą, Gombrowicz uznaje za złudzenie. Według autora Ferdydurke artysta pozostaje na rozdrożu między dorosłością a młodością. Człowiek bowiem realizuje się w trwaniu, nie jest istotą idealną czy posągiem, lecz nieustannie się zmienia, ciągle przyjmując nowe formy. Gombrowicz rozważa, czy powinien w swym dziele przemawiać jako twórca dojrzały czy niedojrzały:

Witold Gombrowicz Ferdydurke

[fragment]

O tak, na samym wstępie życia publicznego otrzymałem święcenia półświetne, zostałem hojnie namaszczony niższą sferą. A co jeszcze bardziej komplikowało sprawę, to że mój towarzyski sposób bycia również pozostawiał wiele do życzenia i był zupełnie mętny, marny, zamazany i bezbronny wobec półświetnych światowców. Jakaś nieumiejętność, zrodzona z przekory, a może z obawy, nie pozwalała mi zgrać się w żadnej dojrzałości, i nieraz bywało, żem ze strachu po prostu szczypnął tę osobę, która do mego ducha pochlebnie z duchem swym występowała. Jakże zazdrościłem owym literatom wysublimowanym już w kolebce i widać predestynowanym do wyższości, których Dusza funkcjonowała nieustannie wzwyż, jakby szydłem łechtana w sam tyłek – pisarzom poważnym, których Dusza brała się na serio i którzy z wrodzoną łatwością, w wielkiej męce twórczej, operowali w zakresie pojęć do tyła górnych, chmurnych i raz na zawsze uświęconych, że sam Bóg był im nieomal czymś pospolitym i mało szlachetnym. Dlaczegóż nie każdemu dozwolono napisać jeszcze jedną powieść o miłości albo w ciężkich bólach rozdrapać jakąś społeczną bolączkę i zostać Bojownikiem sprawy uciśnionych? Albo wiersze pisać i Poetą stać się i wierzyć „w świetlaną przyszłość poezji”? Utalentowanym być i duchem swym karmić i podnosić szerokie rzesze duchów nieutalentowanych? A, cóż za przyjemność dręczyć się i męczyć, poświęcać i spalać w ofierze, lecz zawsze w zakresie wyższym, w kategoriach tak wysublimowanych, tak – dorosłych. Satysfakcja własna oraz cudza satysfakcja – wyżywać się za pośrednictwem tysiącletnich instytucji kulturalnych tak pewnie, jakby się złożyło swoją sumkę w PKO. Lecz ja byłem, niestety, chłystek i chłystkowatość była jedyną moją instytucją kulturalną. Podwójnie przyłapany i ograniczony – raz własną przeszłością dziecinną, o której nic mogłem zapomnieć – drugi raz dzieciństwem wyobrażeń ludzkich o mnie, tą karykaturą, jaką się zapadałem w ich duszach – melancholijny niewolnik zieleni, ot, owad w gąszczu głębokim i gęstym.

2 Źródło: Witold Gombrowicz, Ferdydurke, Kraków 1986, s. 14–15.

Okazuje się, że zarówno dojrzałość, jak i niedojrzałość, to tylko formy: konwencje, które artysta może wykorzystać. Jeśli zdecyduje się na jedną z nich, traci z horyzontu drugi aspekt życia. Z tego względu zasadniczym problemem nie jest pytanie o dorosłość lub młodzieńczość, lecz o to, czy możliwe jest wyzwolenie z formy i stworzenie dzieła w całości autentycznego i niezależnego od ról narzuconych przez społeczeństwo.

„Stworzyć formę własną”

Twierdzenia o formalnej spójności arcydzieł Gombrowicz uważa za sądy na wyrost – nikt nie jest w stanie zachować idealnych proporcji w dziele literackim, ponieważ stanowi ono zbyt złożoną materię. Pisarz podkreśla sposób odbioru utworu powieściowego, który z konieczności musi być częściowy, szczegółowy. Czytelnik nie może objąć spojrzeniem całości kompozycji, lecz skazany jest na lekturę fragmentaryczną.

Ferdydurke Gombrowicz uprzedza zarzuty o niekonsekwentną formę dzieła. Wymagania krytyków są jego zdaniem nie tylko wygórowane, lecz także sprzeczne z praktyką literacką. Osiągnięcie perfekcyjnego kształtu powieści nie jest możliwe, dlatego wprowadzenie do niej rozdziałów na pierwszy rzut oka niezwiązanych z jej treścią (opowiadania Filidor dzieckiem podszytyFilibert dzieckiem podszyty) można uznać za równie uprawnione jak wierne przestrzeganie ciągu przyczynowo‑skutkowego. Co więcej, treść tych pobocznych historii wzbogacają powieść o poboczne wątki i filozoficzne refleksje.

Zabiegi podejmowane przez Gombrowicza mają na celu przełamanie obowiązujących konwencji. Ferdydurke można traktować jako rozbicie formy, jaką jest powieść fabularna – próbę stworzenia czegoś absolutnie niezależnego od przyzwyczajeń i narzuconych ram. Próbę nieudaną:

Witold Gombrowicz Ferdydurke

[fragment]

I wtedy straszne ogarnęło mnie wzburzenie. Ach, stworzyć formę własną! Przerzucić się na zewnątrz! Wyrazić się! Niech kształt mój rodzi się ze mnie, niech nie będzie zrobiony mi! Wzburzenie pcha mnie do papieru. Wyciągam papier z szuflady i oto poranek nastaje, słońce zalewa pokój, służąca wnosi ranną kawę i bułeczki, a ja pośród form błyszczących i cyzelowanych zaczynam pisać pierwsze stronice dzieła mojego własnego, takiego jak ja, identycznego ze mną, wynikającego wprost ze mnie, dzieła suwerennie przeprowadzającego własną rację moją przeciw wszystkiemu i wszystkim, gdy nagle dzwonek się rozlega, służąca otwiera, we drzwiach ukazuje się T. Pimko, doktor i profesor, a właściwie nauczyciel, kulturalny filolog z Krakowa, drobny, mały, chuderlawy, łysy, i w binoklach, w spodniach sztuczkowych, w żakiecie, z paznokciami wydatnymi i żółtymi, w bucikach giemzowychgiemzagiemzowych, żółtych.

3 Źródło: Witold Gombrowicz, Ferdydurke, Kraków 1986, s. 16–17.

Słownik

giemza
giemza

(niem. Gemse – kozica) – miękka skóra kozia, niekiedy końska

groteska
groteska

(fr. grotesque – dziwaczny, dziwaczność) – określenie szczególnego rodzaju komizmu, którego właściwością jest odrzucenie przyjętych zasad prawdopodobieństwa, prowadzące do powstania zdeformowanego, obrazu rzeczywistości; charakterystyczne dla groteski jest współwystępowanie elementów tragizmu i komizmu, czy kontrastu, które służą celom satyrycznym lub parodystycznym; utwór literacki o elementach komicznie przejaskrawionych, nieprawdopodobnych, karykaturalnych

literatura tendencyjna
literatura tendencyjna

odmiana pisarstwa typowa dla wczesnego pozytywizmu, charakteryzująca się dydaktyzmem, obejmująca utwory propagujące określone postawy lub poglądy, takie jak rozwój wsi, emancypacja kobiet czy upowszechnienie edukacji

postmodernizm
postmodernizm

(łac. > fr.) – ogólne określenie nowych tendencji we współczesnej kulturze, filozofii nauki, życiu społecznym i politycznym, oraz sposobów ich opisu. W literaturze używane do nazwania okresu rozwoju kultury następującego po okresie modernizmu, zapoczątkowanego w latach 60. XX w. na gruncie literatury amerykańskiej, później rozwijającego się także w Europie Zachodniej. Jednym z głównych problemów myśli postmodernistycznej jest konieczność odrzucenia bądź możliwość krytycznego przewartościowania oświeceniowego dziedzictwa. „Kondycja postmodernistyczna” oznacza uwarunkowania sytuacji społecznej, ekonomicznej, mentalnej w obecnym postindustrialnym, wyrafinowanym technologicznie stanie zachodniej cywilizacji