Memory as a way of overcoming trauma
you will explain the meaning of the words: Holocaust, genocide, ghettoghetto, concentration camps
you will get to know the living conditions of the Jewish population in the ghetto
you gather arguments to participate in the discussion
Prepare – based on different sources of knowledge – information on the topic of the Holocaust. Pay attention to the difference in form and meaning of the words: Holocaust – holocaust.
Find out (or remember from History lessons), what the difference was between a ghetto and a concentration campconcentration camp.

The time of the Second World War is a history that is quite distant and hard to understand for the younger generation. It was the first time that tragedytragedy and cruelty had reached such a scale. It wasn't only many Poles who suffered during those times – extreme experiences were shared by many nations. The annihilation of the JewsJews is one of the most tragic crimes in the history of civilisation. Many literary texts have been devoted to commemorating these events and to honouringhonouring the victimsvictims, among whom there were often children. TraumaTrauma is a concept referring to particularly dramatic situations, the survival of which causes psychological and somatic (bodily) shock in a person. Speaking about trauma is difficult for many reasons, above all, becauase it is an intense and very individual experience.
Prof. Michał Głowiński (born in 1934) a literary scholar and writer, a professor at the Institute of Literary Research. Głowiński was made famous by his excellent books on literary theory and the history of Polish literature. In his later years, he began to write memoirs. Their main theme is his recollectionsrecollections from the times of the Second World War.
Read the excerpt from Michał Głowiński's book titled „The Black Seasons”, paying special attention to the topic of memorymemory.
Czarne sezonyUłamki z getta
Słowo
Pamiętam, kiedy je usłyszałem po raz pierwszy. Na samym początku wojny, tuż po klęsce. Dochodziło do moich uszu, jak deliberowano: zamkną nas w getcie czy nie zamkną? Nie wiedziałem, co słowo to znaczy, zdawałem sobie jednak sprawę, że łączy się z przeprowadzką; orientowałem się, że dorośli mówią o tym z trwogą, ale mnie się wydawało, że będzie to ciekawa przygoda. I w końcu sobie wyobraziłem, że owo tajemnicze i niezrozumiałe getto to ogromny wielopiętrowy powóz, jeżdżący po ulicach miasta, ciągnięty przez kilkanaście koni. To w takim właśnie powozie nas umieszczą, zamieszkamy w nim – i okaże się to całkiem ciekawe i zabawne. Wyobrażałem sobie, że znajdzie się w nim wiele różnych schodów, tak że swobodnie będzie można przebiegać z piętra na piętro, a również okien nie zabraknie, nic zatem nie stanie na przeszkodzie, by się przyglądać nieznanemu światu. Ów fantazyjny powóz wyobrażałem sobie na wzór karawanu, czarnego powozu śmierci, jaki widywało się w naszym mieście. Szybko jednak dane mi było rozstać się z tymi dziecięcymi – rzeczywiście przeprowadziliśmy się, ale nie stało się to fascynującą przygodą. A precyzyjnego znaczenia słowa nauczyć mnie miały w najbliższej przyszłości bezpośrednie doświadczenia. Już wkrótce nie żywiłem żadnych wątpliwości co do jego sensów, choć jeszcze niedawno brzmiało tak tajemniczo, egzotycznie, intrygująco.
Kolor
Wciąż tej przestrzeni okolonej murami nie rozumiem, nie jestem w stanie jej ogarnąć i nad nią zapanować, nie potrafię odnaleźć zasad, które ją organizowały, stanowi ona dla mnie nadal chaos, jakiego nie sposób pojąć. I tak się dzieje nie tylko wówczas, gdy ją wspominam, gdy usiłuję ją sobie przypomnieć taką, jaką postrzegałem w czasie, gdy byłem w niej zamknięty. Tak się dzieje także wtedy, gdy patrzę na plan żydowskiej dzielnicy, która jakże szybko miała się okazać terenem zbiorowej śmierci. [...] Nie przebywałem w niej, rzecz jasna, w czasie, w którym obowiązywała godzina policyjna i kiedy z natury rzeczy wszystko było wyludnione, widziałem te drogi za dnia – i byłem jednym z tłumu, tłumu gęstego, przez który trudno było się przecisnąć. [...]
Zapamiętałem jednak jej kolor, swoisty i niepowtarzalny, taki, jakim się odznacza być może każde zbiorowe nieszczęście. Kolor szaro‑brunatno‑czarny, jedyny w swoim rodzaju, wyzbyty jakiejkolwiek żywszej barwy, jakiegokolwiek urozmaicającego akcentu. [...] Ale czy w ogóle nad gettem świeciło kiedykolwiek słońce? Czy może się ono pojawić tam, gdzie nie ma ani centymetra zieleni?
Kolor getta jest w moim wspomnieniu kolorem papieru, jakim przykrywano leżące na ulicy trupy, zanim je uprzątnięto. A należały one do stałego krajobrazu, ulica była miejscem nie tylko śmierci nagłych i niespodziewanych, była miejscem powolnego konania – z głodu, z chorób, z wszelkich innych możliwych sposobów. Sezon wielkiego umierania trwał w getcie nieprzerwanie. Przykryte płachtą papieru zwłoki robiły na mnie zawsze ogromne wrażenie. To właśnie ten papier stał się dla mnie jednym z ucieleśnień śmierci, jednym z jej symboli. [...] To właśnie ta barwa bez barwy – ani biała, ani popielata, ani nawet szara – określa kolorystykę getta, nadaje jej ton.
[…]Piwnica
To, co teraz opowiem, działo się już w czasie kulminacji, kiedy te dwa słowa weszły na usta wszystkich zamkniętych za murami. To był dopiero początek akcji likwidacyjnej, tego dnia przyszłą nasza kolej, to nas miano pognać na Umschlagplatz – i zawieźć prosto do gazu. I moja rodzina, i spora liczba sąsiadów (może wszyscy?) skryła się w jednej z piwnic, najdalej położonej od wejścia, aczkolwiek z pewnością niezbyt dobrze zakonspirowanej. O ile pamiętam, dozorca zamknął ją od zewnątrz. Mam przed oczyma jego postać: był młodym, wysokim i barczystym mężczyzną; sam jeszcze się z nami nie krył, zapewne sądził, że przed wywózką chroni go pełniona funkcja, ale jego żona była chyba z nami. I rzeczywiście, tym razem go nie zgarnięto.
Trudno mi dzisiaj wiele powiedzieć o tym naszym ukrywaniu się, szczegóły rozmyły się we mgle. Był ścisk, sklepienie znajdowało się tak nisko, że nie sposób było stać. Wiedziałem już dobrze, o co tutaj chodzi, czego chcemy uniknąć, ukrywając się w miejscu, które nie nadaje się do życia. Przerażenie budził każdy nadchodzący z zewnątrz dźwięk. I ja także, co zrozumiałe, opanowany byłem przez strach; przytulałem się do rodziców, ale w takiej sytuacji nawet oni nie stanowili gwarancji bezpieczeństwa, zdawałem sobie sprawę, że są narażeni na to samo, co ja i wszyscy inni. Było ciemno, obowiązywało absolutne milczenie, spoza tych ścian nie miała prawa się wydobyć żadna oznaka życia.
Ten epizod pamiętam najlepiej: w pewnym momencie cisza została radykalnie zakłócona. Jedna z ukrywających się kobiet miała na ręku niemowlę, chyba zaledwie kilkumiesięczne (może była to żona dozorcy?). Zaczęło spazmatycznie płakać – i nie dawało się uciszyć. Matka je kołysała, zatykała usta, wreszcie dano mu środek uspokajający. Zaczęto szeptać, że zostaniemy nakryci i zginiemy przez to dziecko. Pojawiały się głosy, że należy je udusić, bo jeśli się tego nie zrobi, umrze i ono, i z nim my wszyscy, którzyśmy się w piwnicy schronili. Wywiązała się debata, młoda kobieta na mord swego dziecka się nie godziła. Nie doszło do niego – może niemowlę się uspokoiło, a może napięcie rozładował jakiś pan, który powiedział: „To dziecko będzie naszą maskotką, przyniesie nam szczęście”. Dziwne są reguły pamięci, z całej tej historii najwyraźniej zapamiętałem te właśnie słowa – może dlatego, że kryła się za nimi nadzieja. Rzeczywiście, wkrótce pojawił się dozorca, otworzył piwnicę. Ekipa, w której Niemcom pomagali tak zwani i , sobie poszła, tym razem udało się uniknąć drogi na Umschlagplatz. Nie wiem, jak długo przebywaliśmy w piwnicy, zapewne kilka godzin, ale nawet gdybym wiedział, nie miałoby to większego znaczenia, takiego czasu nie da się mierzyć zwykłymi miarami, w momentach tego rodzaju zegarki okazują się narzędziami mało przydatnymi.
[…]Droga na Umschlagplatz
Pamiętam ją dopiero od pewnego momentu, tego, w którym znaleźliśmy się w tłumie ciągnącym jezdnią i poganianym nie tylko przez Niemców i ich ukraińskich i litewsko‑łotewskich pomagierów, ale także przez żydowskich policjantów. Nie umiem opowiedzieć o tym, jak nas wygnano z domu, ten epizod zatarł się w mojej pamięci – zapewne dlatego, że byłem tak przerażony, iż nie rejestrowałem w świadomości tego, co się dzieje. Jestem wszakże pewien, ze wygnano nas z mieszkania, nie – z piwnicy; może rodzice uznali, że już nie ma sensu się ukrywać, może zostali zaskoczeni, bo nie spodziewali się wygarnięcia tego właśnie dnia. Żałuję, że nie spytałem o to za ich życia, może umieliby na moje pytania odpowiedzieć, choć na to swoje doświadczenie zapuszczali kurtynę milczenia i niechętnie do niego wracali – tak jakby samo wspominanie równało się odnawianiu cierpień, o których wprawdzie zapominać nie można i nie wolno, ale też trudno o nich mówić. [...]
Rodzice moi dbali niewątpliwie o to, bym nie tracił wszelkiej nadziei. [...]
Pamiętam – jak wspomniałem – ten pochód dopiero od pewnego momentu. Kiedy zbliżaliśmy się do celu, przeprowadzono selekcję. Tak to się nazywało; słowo „selekcja” tak silnie zespoliło się z tym właśnie, że do dzisiaj nie potrafię spokojnie go używać, choć jestem świadom, że może ono występować w różnych kontekstach i odnosić się do różnych sfer rzeczywistości. Selekcja polegała na tym, że z potoku osób wydzielano nielicznych, których tego dnia nie przeznaczono do wywózki, mieli zostać na miejscu. Kiedy segregacja doszła do nas, wydawało mi się, że zostaliśmy zakwalifikowani do pozostania. Nie zdawałem sobie sprawy, że jest to podróż ostatnia, ale mimo wszystko wolałem jej uniknąć, chciałem wrócić do domu. Zacząłem skakać z radości przez chwile byłem szczęśliwy – i dopiero po dwu czy trzech minutach zorientowałem się, że nie znaleźliśmy się wśród wybrańców, że jesteśmy w grupie głównej, kierowanej na Umschlagplatz. Uniesienie przemieniło się w rozpacz. I ten epizod z całego dnia pamiętam najlepiej.
Kiedy tam dotarliśmy, stały już towarowe wagony, pociąg najwyraźniej szykował się do odjazdu. Był ścisk, Niemcy tego dnia zgonili więcej ludzi, niż mogli wywieźć, jakaś część musiała pozostać. Pamiętam, że niektórzy mieli na plechach wypisane dużymi literami swoje nazwiska. Był upał, świeciło słońce, pełnia sezonu wielkiego umierania przypadła na szczytowy punkt lata. Przeczy to temu, co napisałem, że nad gettem nie świeciło słońce, ale gdy się pokazało, także ono było nieludzkie, okrutne i, jak wszystko za murami, przysparzało cierpień. Nie przynosiło nadziei, jeszcze bardziej skazanym na śmierć doskwierało. Utkwiła mi w pamięci rozmowa między rodzicami. Matka sugerowała, by szybciej z tym skończyć, dopchać się do pociągu, tak by się zabrać z tym transportem, który niebawem ma odjechać. Czy w pełni się orientowała, że jest to wywózka w śmierć? Ojciec był innego zdania, sądził, że od torów kolejowych trzeba się trzymać jak najdalej, bo może jednak uda nam się z Umschlagplatzu wydostać. Okazało się, że to on właśnie miał rację.
Choć w wypadkach uczestniczyłem, nie wiem dokładnie, jak to się stało. Nie umiem tego porządnie opowiedzieć. Kiedy pociąg do Treblinki odjechał, zrobiło się na Umschlagplatzu luźniej. Została pewna grupa osób, z tych, które – jak nas – przygnano najpóźniej, a więc wyciągniętych z dalszych rejonów getta. Koczowano – i każdy prawdopodobnie myślał o tym, jak się stąd wydobyć. Myśleli także i moi rodzice. Nam przyszedł z pomocą przypadek. Ojciec spotkał od lat nie widzianego znajomego z czasów młodości, który był żydowskim policjantem. Poprosił go, by ułatwił nam wydostanie się. Znajomy ów zaprowadził nas gdzieś na zaplecze i umieścił w ciemnym pomieszczeniu, czymś w rodzaju pakamery czy wąskiej klatki, w której kiedyś zapewne trzymano jakieś gospodarskie przedmioty. Mieliśmy tam przebywać aż do czasu, kiedy oddziały niemieckie po wykonaniu zadań przewidzianych na ten dzień wyjdą poza mury getta. Tak też się stało. Ów znajomy z dawnych lat wypuścił nas z Umschlagplatzu jakimś bocznym wyjściem, może zresztą była to dziura w ogrodzeniu.
Ocaleliśmy, ocaleli moi rodzice, ocalałem ja. Właściwie nie rozumiem, jak to się stało, nie pojmuję, jakim sposobem przypadek akurat dla nas okazał się przychylny. Dziwię się, dziwię się wszystkiemu. Dziwię się, że żyję… Ale żyję, jestem, istnieję… I p a m i ę t a m !
Source: Michał Głowiński, Czarne sezony, Kraków 2002, s. 9–24.
In the quoted excerpt the narrator recalls that his parents entered into a „veil of silencesilence” on their personal experiences from the times of the Second World War. Explain how you understand the idiomatic phrase „spuścić (na coś) zasłonę milczenia” (to bring down a veil of silence(on something)).
Prepare multiple choice questions to check your classmate's understanding of the excerpt from Michał Głowiński's memoirs you have read. Ask your classmate to answer the questions.
Question: ...
- ...
- ...
- ...
- ...
- ...
Work in groups. Choose one of the characters featured in the excerpt and study their biography. Think about what traits this person was distinguished by. Prepare a presentation of the information you have found.


On the 19th April 1943 an uprising broke out in the Warsaw Ghetto. Its direct cause was the decision to abolish the ghetto, a decision was made as a part of the plan to exterminateexterminate European Jews. In 2013 the 70th anniversary of this event was commemmorated, of which the daffodil became the symbol – a flower whose petals form a six‑pointed star.
Match the names of the organisations to their explanations. If you don't know the answers, check the information in available sources.
An underground Polish organisation whose goal was to help Jews both in and outside of ghettos., An Institute located in Israel dedicated to the remembrance of Jewish Holocaust victims., A conspirational armed resistance organisation of Jews during the Second World War.
| Żegota | |
| Yad Vashem (pol. Jad Waszem) | |
| ŻOB (Żydowska Organizacja Bojowa) |
Explain how you understand the following words, which originate from the Talmud „He who saves one life – saves the whole world”.
Keywords
Holocaust, extermination, Jews, antisemitismantisemitism, the Second World War, history, trauma, recollection
Glossary
zagłada
Żydzi
antysemityzm
trauma
tragizm
wspomnienie
pamięć
milczenie
getto
obóz koncentracyjny
ofiary
likwidacja
powstanie
walka
żonkil
organizacja bojowa
Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata
odznaczenie
upamiętnienie
bohaterstwo