Galeria zdjęć interaktywnych
Polecenie 1
Rozstrzygnij, czy obraz powstania styczniowego w poemacie Konopnickiej przedstawia się tak samo, jak w cyklu Lithuania Grottgera. Uzasadnij swoją odpowiedź, odwołując się do obu dzieł.
Ilustracja interaktywna przedstawia leśny pejzaż. Pośrodku wije się strumień. Po lewej stronie rośnie duże, pochylone drzewo o wystających na powierzchnię korzeniach. Po prawej stronie ukazany jest pień złamanego drzewa. Wokół niego rosną dość wysokie trawy. Nad wodą unosi się przezroczysta zakapturzona postać. Na prawym ramieniu trzyma kosę. Opis punktu znajdującego się na ilustracji: 1. Maria Konopnicka,
Z teki Grottgera {audio}. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Nigdy ja tego nie wypowiem słowy,
Co mi sądzono zaznać wśród żywota.
Ani miesiączek ten, co wschodzi nowy
Jak wyostrzony sierp, ni gwiazda złota,
Ni ta zoreńka, co na niebie pała,
Nie ujrzą tego nigdy, com zaznała.
W uwiędłej głowie kądziel jakaś krwawa
Snuje a snuje swoją nić czerwoną...
Siądę, taj rosą taję, jak ta trawa,
Co ją minęły kosy niekoszoną...
Noc ze mną gada i wiatr ze mną wzdycha.
A serce we mnie jak cierń, co usycha.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Chatę my w lesie mieli. Była cała
Od sosen ciemna, od brzóz białych biała,
I drobnem liściem na wiosnę szumiąca
I od poświstów ptaszych cała brzmiąca.
W las ja chodziła po drwa; skarpy smolne
Paweł od rana, bywało, mi ciesze...
A w chacie było dzieciątko swawolne,
Już gruchające, jak gołąb na strzesze,
Już różanemi uśmiechy różane
I jak jagoda, do słonka podane...
Paweł leśniczył w borach. Przez dzień cały
Z kniei, od granic, na czuj duch szły strzały,
A nocą ledwie przyśnie, jużci rwie się
I chrusty pali i huka po lesie.
A jak zuzula hukał... a całował!...
Jezu ty Chryste, jak on mnie miłował!
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Aż raz, w południe, pod Zielone Święta,
Cichość się wielka po boru obwiodła.
Wyjrzę ja z progu, aż ci owinięta
W lekuchne chusty, wysoka, jak jodła,
Osoba z wiatrem płynie, z jasną kosą
Spartą o ramię, jako chłopi niosą
Na kosowicę...
...A bór w onej dobie
Czarny był jeszcze na późne podwiośnie.
A taka widność była w tej osobie,
Że wskróś niej mogłeś liczyć wszystkie sośnie...
I tylko rąbek powlekał się długi
Po pniach, jak opar, co idzie ze strugi...
Strach raną zatrzasnął zimny. Sięgnę czoła,
Niby się żegnać, niby do pacierza,
A tu mnie w tył coś ciągnie, coś mnie woła,
Aż się dzieciątka płacz rzucił z alkierza...
Więc biegłam tulić piersią ów płacz wielki,
Lecz w piersi mleka nie było kropelki.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Źródło: M. Konopnicka, Z teki Grottgera [w:] M. Konopnicka, Poezye, t. 5, oprac. J. Czubek, Warszawa, Lublin, Łódź, Kraków 1915, s. 225–226.
Ilustracja interaktywna przedstawia leśny pejzaż. Pośrodku wije się strumień. Po lewej stronie rośnie duże, pochylone drzewo o wystających na powierzchnię korzeniach. Po prawej stronie ukazany jest pień złamanego drzewa. Wokół niego rosną dość wysokie trawy. Nad wodą unosi się przezroczysta zakapturzona postać. Na prawym ramieniu trzyma kosę. Opis punktu znajdującego się na ilustracji: 1. Maria Konopnicka, Z teki Grottgera {audio}. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Nigdy ja tego nie wypowiem słowy,
Co mi sądzono zaznać wśród żywota.
Ani miesiączek ten, co wschodzi nowy
Jak wyostrzony sierp, ni gwiazda złota,
Ni ta zoreńka, co na niebie pała,
Nie ujrzą tego nigdy, com zaznała.
W uwiędłej głowie kądziel jakaś krwawa
Snuje a snuje swoją nić czerwoną...
Siądę, taj rosą taję, jak ta trawa,
Co ją minęły kosy niekoszoną...
Noc ze mną gada i wiatr ze mną wzdycha.
A serce we mnie jak cierń, co usycha.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Chatę my w lesie mieli. Była cała
Od sosen ciemna, od brzóz białych biała,
I drobnem liściem na wiosnę szumiąca
I od poświstów ptaszych cała brzmiąca.
W las ja chodziła po drwa; skarpy smolne
Paweł od rana, bywało, mi ciesze...
A w chacie było dzieciątko swawolne,
Już gruchające, jak gołąb na strzesze,
Już różanemi uśmiechy różane
I jak jagoda, do słonka podane...
Paweł leśniczył w borach. Przez dzień cały
Z kniei, od granic, na czuj duch szły strzały,
A nocą ledwie przyśnie, jużci rwie się
I chrusty pali i huka po lesie.
A jak zuzula hukał... a całował!...
Jezu ty Chryste, jak on mnie miłował!
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Aż raz, w południe, pod Zielone Święta,
Cichość się wielka po boru obwiodła.
Wyjrzę ja z progu, aż ci owinięta
W lekuchne chusty, wysoka, jak jodła,
Osoba z wiatrem płynie, z jasną kosą
Spartą o ramię, jako chłopi niosą
Na kosowicę...
...A bór w onej dobie
Czarny był jeszcze na późne podwiośnie.
A taka widność była w tej osobie,
Że wskróś niej mogłeś liczyć wszystkie sośnie...
I tylko rąbek powlekał się długi
Po pniach, jak opar, co idzie ze strugi...
Strach raną zatrzasnął zimny. Sięgnę czoła,
Niby się żegnać, niby do pacierza,
A tu mnie w tył coś ciągnie, coś mnie woła,
Aż się dzieciątka płacz rzucił z alkierza...
Więc biegłam tulić piersią ów płacz wielki,
Lecz w piersi mleka nie było kropelki.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Źródło: M. Konopnicka, Z teki Grottgera [w:] M. Konopnicka, Poezye, t. 5, oprac. J. Czubek, Warszawa, Lublin, Łódź, Kraków 1915, s. 225–226.
Z teki Grottgera {audio}. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Nigdy ja tego nie wypowiem słowy,
Co mi sądzono zaznać wśród żywota.
Ani miesiączek ten, co wschodzi nowy
Jak wyostrzony sierp, ni gwiazda złota,
Ni ta zoreńka, co na niebie pała,
Nie ujrzą tego nigdy, com zaznała.
W uwiędłej głowie kądziel jakaś krwawa
Snuje a snuje swoją nić czerwoną...
Siądę, taj rosą taję, jak ta trawa,
Co ją minęły kosy niekoszoną...
Noc ze mną gada i wiatr ze mną wzdycha.
A serce we mnie jak cierń, co usycha.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Chatę my w lesie mieli. Była cała
Od sosen ciemna, od brzóz białych biała,
I drobnem liściem na wiosnę szumiąca
I od poświstów ptaszych cała brzmiąca.
W las ja chodziła po drwa; skarpy smolne
Paweł od rana, bywało, mi ciesze...
A w chacie było dzieciątko swawolne,
Już gruchające, jak gołąb na strzesze,
Już różanemi uśmiechy różane
I jak jagoda, do słonka podane...
Paweł leśniczył w borach. Przez dzień cały
Z kniei, od granic, na czuj duch szły strzały,
A nocą ledwie przyśnie, jużci rwie się
I chrusty pali i huka po lesie.
A jak zuzula hukał... a całował!...
Jezu ty Chryste, jak on mnie miłował!
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Aż raz, w południe, pod Zielone Święta,
Cichość się wielka po boru obwiodła.
Wyjrzę ja z progu, aż ci owinięta
W lekuchne chusty, wysoka, jak jodła,
Osoba z wiatrem płynie, z jasną kosą
Spartą o ramię, jako chłopi niosą
Na kosowicę...
...A bór w onej dobie
Czarny był jeszcze na późne podwiośnie.
A taka widność była w tej osobie,
Że wskróś niej mogłeś liczyć wszystkie sośnie...
I tylko rąbek powlekał się długi
Po pniach, jak opar, co idzie ze strugi...
Strach raną zatrzasnął zimny. Sięgnę czoła,
Niby się żegnać, niby do pacierza,
A tu mnie w tył coś ciągnie, coś mnie woła,
Aż się dzieciątka płacz rzucił z alkierza...
Więc biegłam tulić piersią ów płacz wielki,
Lecz w piersi mleka nie było kropelki.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Źródło: M. Konopnicka, Z teki Grottgera [w:] M. Konopnicka, Poezye, t. 5, oprac. J. Czubek, Warszawa, Lublin, Łódź, Kraków 1915, s. 225–226.
Artur Grottger, obraz Puszcza z cyklu Lituania, 1864
Źródło: dostępny w internecie: zbiory.mnk.pl, domena publiczna.
Ilustracja interaktywna przedstawia wnętrze chłopskiej chaty. W rogu pomieszczenia, po prawej stronie rysunku stoi wąskie łóżko. Wisi nad nim obraz przedstawiający Matkę Boską. Na drugiej ścianie wisi drewniany krzyż z Chrystusem. O ramę łóżka oparta jest siekiera. Na łóżku siedzi mężczyzna w sile wieku. Ma średniej długości włosy z zakrywającą czoło grzywką. Mężczyzna ma ciemne brwi, prosty nos i krótkie wąsy Postać pochyla głowę, śpi. Dłonie opiera o uda. Jest ubrany w prostą koszulę i spodnie. Na stopach ma onuce. Obok niego stoi młoda kobieta. Okrywa ciało prześcieradłem. Ma owalną twarz. Ukazuje lewy półprofil. Jej brwi są ciemne, oczy szeroko otwarte, nos niewielki, a usta lekko otwarte. Patrząc na coś, co znajduje się poza kadrem, usiłuje obudzić mężczyznę. Na klepisku po lewej stronie stoi wiklinowy koszyk, w którym leży niemowlę. Przy ścianie ukazanej naprzeciw nas znajduje się niewielkie okno. Pod nim stoi niewielki drewniany stół. Na jego blacie stoi świecznik z zapaloną świecą. O stolik oparta jest strzelba. Opis punktu znajdującego się na ilustracji: 1. Maria Konopnicka,
Z teki Grottgera {audio}Wieczorem wrócił Paweł. Padł na ławę,
Jakby mu nogi odjęło. Ni słowa
Do mnie, do dziecka, nie spojrzał na strawę,
I tylko wzdychał... aż zwisła mu głowa
I zasnął. Myślę: Ot, tobie nieboże,
Ni jednej nocki nie zażyć po woli...
A tak się smucę czegoś, tak się trwożę,
Tak mi na sercu coś cięży, coś boli,
Że czego dotknę, to z ręki mi leci...
Aż północ przyszła i kur zapiał trzeci.
Więc jęłam zwłóczyć ze siebie już szmaty,
Szepcąc pacierze przed Świętą Panienką...
Kiedy wtem piasek zaskrzypiał u chaty,
A ręka jakaś stuknęła w okienko...
O moi ludzie! różne ja widziała
Ręce na świecie, od kiedym jest żywa,
A żadna przecie nie była tak biała
I taka jasna, taka wyraźliwa,
Jak ta, co przyszła nocą budzić śpiące,
A miała palce, jakby wołające
Na wielki Boży sąd...
...Krzyknęłam z trwogi
A Paweł ocknął i skoczył na nogi
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Źródło: M. Konopnicka, Z teki Grottgera [w:] M. Konopnicka, Poezye, t. 5, oprac. J. Czubek, Warszawa 1915, s. 227.
Ilustracja interaktywna przedstawia wnętrze chłopskiej chaty. W rogu pomieszczenia, po prawej stronie rysunku stoi wąskie łóżko. Wisi nad nim obraz przedstawiający Matkę Boską. Na drugiej ścianie wisi drewniany krzyż z Chrystusem. O ramę łóżka oparta jest siekiera. Na łóżku siedzi mężczyzna w sile wieku. Ma średniej długości włosy z zakrywającą czoło grzywką. Mężczyzna ma ciemne brwi, prosty nos i krótkie wąsy Postać pochyla głowę, śpi. Dłonie opiera o uda. Jest ubrany w prostą koszulę i spodnie. Na stopach ma onuce. Obok niego stoi młoda kobieta. Okrywa ciało prześcieradłem. Ma owalną twarz. Ukazuje lewy półprofil. Jej brwi są ciemne, oczy szeroko otwarte, nos niewielki, a usta lekko otwarte. Patrząc na coś, co znajduje się poza kadrem, usiłuje obudzić mężczyznę. Na klepisku po lewej stronie stoi wiklinowy koszyk, w którym leży niemowlę. Przy ścianie ukazanej naprzeciw nas znajduje się niewielkie okno. Pod nim stoi niewielki drewniany stół. Na jego blacie stoi świecznik z zapaloną świecą. O stolik oparta jest strzelba. Opis punktu znajdującego się na ilustracji: 1. Maria Konopnicka, Z teki Grottgera {audio}Wieczorem wrócił Paweł. Padł na ławę,
Jakby mu nogi odjęło. Ni słowa
Do mnie, do dziecka, nie spojrzał na strawę,
I tylko wzdychał... aż zwisła mu głowa
I zasnął. Myślę: Ot, tobie nieboże,
Ni jednej nocki nie zażyć po woli...
A tak się smucę czegoś, tak się trwożę,
Tak mi na sercu coś cięży, coś boli,
Że czego dotknę, to z ręki mi leci...
Aż północ przyszła i kur zapiał trzeci.
Więc jęłam zwłóczyć ze siebie już szmaty,
Szepcąc pacierze przed Świętą Panienką...
Kiedy wtem piasek zaskrzypiał u chaty,
A ręka jakaś stuknęła w okienko...
O moi ludzie! różne ja widziała
Ręce na świecie, od kiedym jest żywa,
A żadna przecie nie była tak biała
I taka jasna, taka wyraźliwa,
Jak ta, co przyszła nocą budzić śpiące,
A miała palce, jakby wołające
Na wielki Boży sąd...
...Krzyknęłam z trwogi
A Paweł ocknął i skoczył na nogi
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Źródło: M. Konopnicka, Z teki Grottgera [w:] M. Konopnicka, Poezye, t. 5, oprac. J. Czubek, Warszawa 1915, s. 227.
Z teki Grottgera {audio}Wieczorem wrócił Paweł. Padł na ławę,
Jakby mu nogi odjęło. Ni słowa
Do mnie, do dziecka, nie spojrzał na strawę,
I tylko wzdychał... aż zwisła mu głowa
I zasnął. Myślę: Ot, tobie nieboże,
Ni jednej nocki nie zażyć po woli...
A tak się smucę czegoś, tak się trwożę,
Tak mi na sercu coś cięży, coś boli,
Że czego dotknę, to z ręki mi leci...
Aż północ przyszła i kur zapiał trzeci.
Więc jęłam zwłóczyć ze siebie już szmaty,
Szepcąc pacierze przed Świętą Panienką...
Kiedy wtem piasek zaskrzypiał u chaty,
A ręka jakaś stuknęła w okienko...
O moi ludzie! różne ja widziała
Ręce na świecie, od kiedym jest żywa,
A żadna przecie nie była tak biała
I taka jasna, taka wyraźliwa,
Jak ta, co przyszła nocą budzić śpiące,
A miała palce, jakby wołające
Na wielki Boży sąd...
...Krzyknęłam z trwogi
A Paweł ocknął i skoczył na nogi
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Źródło: M. Konopnicka, Z teki Grottgera [w:] M. Konopnicka, Poezye, t. 5, oprac. J. Czubek, Warszawa 1915, s. 227.
Artur Grottger, obraz Znak z cyklu Lituania, 1865
Źródło: dostępny w internecie: zbiory.mnk.pl, domena publiczna.
Ilustracja interaktywna przedstawia scenę boju. Pośrodku stoi mężczyzna w sile wieku. Postać ukazuje lewy profil. Mężczyzna ma ciemne brwi, wyraziste oczy, prosty nos i krótkie wąsy. Lekko opuszcza głowę. Ma gęste, krótkie oczy. Unosi ręce. W lewej dłoni trzyma drzewiec chorągwi. Jest ubrany w koszulę z grubym, skórzanym pasem na wysokości talii oraz spodnie okręcone cienkimi skórzanymi pasami do mocowania onucy. Pod jego prawą stopą leży mężczyzna ubrany w płaszcz. Jest odwrócony do nas tyłem. Unosi ręce. Obok stojącego mężczyzny kuca inny mężczyzna. Ma głowę okrytą futrzanym kapturem. Ma owalną twarz. Jego brwi i oczy są wyraziste. Patrzy przed siebie. Ma prosty, dość duży nos. Ma wąsy i brodę. Wyciąga przed siebie prawą rękę, wskazując coś, co znajduje się poza kadrem. Obok niego siedzą dwa psy. Unoszą przednie łapy i otwierają pyski. Za ich plecami stoją inni uzbrojeni mężczyźni. Opis punktu znajdującego się na ilustracji: 1. Maria Konopnicka,
Z teki Grottgera {audio}Lasy — wy, lasy — wy, zielone bory!
Oj, biły po was wichry onej wiosny...
Chodziły po was tęcze i kolory
I w wielkich ogniach stały wasze sosny...
I wielkie szumy po was się nosiły
I wasze gąszcze zrobiły się jasne
I dziwne się w was jagody zrodziły
I były od nich mchy i trawy krasne...
Oj, kukały wam kukułki żałosne,
Oj, ciągły do was żórawie na wczasy…
Oj, miałyście wy żniwa już na wiosnę
— Bory wy, bory — wy, zielone lasy!
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Jak stał — tak poszedł. W tej lnianej koszuli
I w onym pasie i w postołach z łyka,
Jak ten ptak z gniazda... A w lesie słowika
Słychać, gdy miesiąc w pełnię się roztuli...
Jak stał, tak poszedł... I tylko od proga
Obrócił na mnie oczy bolejące...
Oj, była, ludzie, nademną moc Boga,
Oj, widziała ja gwiazdy padające,
A żadna taka nie była żałosna,
Jak to wejrzenie...
...Wiosnaż była, wiosna!
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Indeks górny Źródło: M. Konopnicka, Z teki Grottgera [w:] M. Konopnicka, Poezye, t. 5, oprac. J. Czubek, Warszawa 1915, s. 227–228.
Ilustracja interaktywna przedstawia scenę boju. Pośrodku stoi mężczyzna w sile wieku. Postać ukazuje lewy profil. Mężczyzna ma ciemne brwi, wyraziste oczy, prosty nos i krótkie wąsy. Lekko opuszcza głowę. Ma gęste, krótkie oczy. Unosi ręce. W lewej dłoni trzyma drzewiec chorągwi. Jest ubrany w koszulę z grubym, skórzanym pasem na wysokości talii oraz spodnie okręcone cienkimi skórzanymi pasami do mocowania onucy. Pod jego prawą stopą leży mężczyzna ubrany w płaszcz. Jest odwrócony do nas tyłem. Unosi ręce. Obok stojącego mężczyzny kuca inny mężczyzna. Ma głowę okrytą futrzanym kapturem. Ma owalną twarz. Jego brwi i oczy są wyraziste. Patrzy przed siebie. Ma prosty, dość duży nos. Ma wąsy i brodę. Wyciąga przed siebie prawą rękę, wskazując coś, co znajduje się poza kadrem. Obok niego siedzą dwa psy. Unoszą przednie łapy i otwierają pyski. Za ich plecami stoją inni uzbrojeni mężczyźni. Opis punktu znajdującego się na ilustracji: 1. Maria Konopnicka, Z teki Grottgera {audio}Lasy — wy, lasy — wy, zielone bory!
Oj, biły po was wichry onej wiosny...
Chodziły po was tęcze i kolory
I w wielkich ogniach stały wasze sosny...
I wielkie szumy po was się nosiły
I wasze gąszcze zrobiły się jasne
I dziwne się w was jagody zrodziły
I były od nich mchy i trawy krasne...
Oj, kukały wam kukułki żałosne,
Oj, ciągły do was żórawie na wczasy…
Oj, miałyście wy żniwa już na wiosnę
— Bory wy, bory — wy, zielone lasy!
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Jak stał — tak poszedł. W tej lnianej koszuli
I w onym pasie i w postołach z łyka,
Jak ten ptak z gniazda... A w lesie słowika
Słychać, gdy miesiąc w pełnię się roztuli...
Jak stał, tak poszedł... I tylko od proga
Obrócił na mnie oczy bolejące...
Oj, była, ludzie, nademną moc Boga,
Oj, widziała ja gwiazdy padające,
A żadna taka nie była żałosna,
Jak to wejrzenie...
...Wiosnaż była, wiosna!
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Indeks górny Źródło: M. Konopnicka, Z teki Grottgera [w:] M. Konopnicka, Poezye, t. 5, oprac. J. Czubek, Warszawa 1915, s. 227–228.
Z teki Grottgera {audio}Lasy — wy, lasy — wy, zielone bory!
Oj, biły po was wichry onej wiosny...
Chodziły po was tęcze i kolory
I w wielkich ogniach stały wasze sosny...
I wielkie szumy po was się nosiły
I wasze gąszcze zrobiły się jasne
I dziwne się w was jagody zrodziły
I były od nich mchy i trawy krasne...
Oj, kukały wam kukułki żałosne,
Oj, ciągły do was żórawie na wczasy…
Oj, miałyście wy żniwa już na wiosnę
— Bory wy, bory — wy, zielone lasy!
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Jak stał — tak poszedł. W tej lnianej koszuli
I w onym pasie i w postołach z łyka,
Jak ten ptak z gniazda... A w lesie słowika
Słychać, gdy miesiąc w pełnię się roztuli...
Jak stał, tak poszedł... I tylko od proga
Obrócił na mnie oczy bolejące...
Oj, była, ludzie, nademną moc Boga,
Oj, widziała ja gwiazdy padające,
A żadna taka nie była żałosna,
Jak to wejrzenie...
...Wiosnaż była, wiosna!
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Indeks górny Źródło: M. Konopnicka, Z teki Grottgera [w:] M. Konopnicka, Poezye, t. 5, oprac. J. Czubek, Warszawa 1915, s. 227–228.
Artur Grottger, obraz Bój z cyklu Lituania, 1866
Źródło: dostępny w internecie: zbiory.mnk.pl, domena publiczna.
Ilustracja interaktywna przedstawia wnętrze chłopskiej chaty. Stoi tu młoda kobieta trzymająca w ramionach nagie niemowlę. Ma ona czepek na głowie. Wystają spod niego długie włosy. Postać ukazuje prawy półprofil. Kobieta ma owalną twarz. Jej brwi są ciemne, oczy lekko zwężone, nos i usta małe. Jest ubrana w długą sukienkę, fartuch i pelerynę na plecach. Przy lewym boku kobiety stoi duży drewniany stół. Leżą na nim narzędzia służące do wytwarzania kul do strzelania i kilkanaście kul. Nieco dalej dymi rondel. Przy stole stoi taboret, na którym leży ciemny płaszcz. Pośrodku stoi wiklinowy koszyk z poduszką wewnątrz. Przed nim siedzi biały królik. Za koszem siedzi pies. Zwierzę jest obrócone do nas tyłem. Głowę kieruje ku otwartym drzwiom. Stoi w nich półprzezroczysta postać. Widmo to wysoki młody mężczyzna. Ma owalną twarz. Prezentuje prawy półprofil. Jego włosy są półdługie, ma grzywkę zakrywającą czoło. Widmo ma ciemne brwi, głęboko osadzone oczy, prosty nos i krótkie wąsy. Jest ubrany w wyszywaną koszulę i spodnie. Na prawym ramieniu postaci wisi peleryna. Lewą dłoń trzyma na piersi. Opis punktu znajdującego się na ilustracji: 1. Maria Konopnicka,
Z teki Grottgera {audio}W chacie, jak gdyby trumnę kto pod wrota
Zakopał, taka pustka i tęsknota.
Jak urzeczone, dzieciątko mi kwili,
Śpiewam a śpiewam, i tulę a tulę;
W dzień jeno myślę: — Tu byli... tam byli...
A w wieczór ogień niecę...
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Aż raz, czuj!... Po lesie
Jakby pioruny biły. Myślę: — Blizko!
Chryste ty Panie! — myślę... Aż tu psisko
Nagłem się wyciem, jak płaczem, zaniesie,
A dzieciąteczko załkało w kolebce
I od drzwi powiał wiatr — i cości szepce...
Więc mnie lęk jakiś zatrzęsie zimnicą.
Chwycę na ręce synaczka mojego,
Spojrzę — o! niech mnie święci pańscy strzegą! —
Spojrzę — a w progu, pociemniałe lico
Na mnie zwróciwszy, z oczyma, co w głowę
Uciekły kędyś, zastygłe, surowe,
Z raną na piersiach zczerniałą, odkrytą,
Krwawą koszulą odziany i świtą,
Stoi mój Paweł...
O Jezu ty Chryste!
Ognie się po mnie rzuciły siarczyste,
Chciałam biedz, wołać, krzyczeć, i u proga
Runęłam ciężko, jak pień.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
— Imię Boga!
Ach! imię Boga nad nami wszystkiemi!
I choćbyś poszedł w sam głąb i wskróś ziemi
I choćbyś wszystkie przewędrował kraje
I wszystkie rzeki i wszystkie dunaje
I choćbyś zaszedł tam, gdzie morze ciecze,
Jeszcześ ty w mocy Jego jest, człowiecze!
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Jakie ja zorze widziałam w tej drodze,
Jakie miesiące krwawe, jakie słońca!
Dziewięcioraka skóra mi na nodze,
Jak węża łuska, odpadła, koląca;
Dziewięciorakie poty na mnie biły,
A ja szłam, taj szłam. Zbielały mi włosy,
Oczy pływały we krwi, chusty zgniły.
A co ślad w piasku odcisnął się bosy,
To muchy krwawe siadały i piły. —
Aż i pod ziemię szłam, gdy brakło ziemi,
A precz od słońca bieżała ta droga...
I co myślicie?... Nad nami wszystkiemi
I tam i wszędzie, jak tu — Imię Boga!
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Indeks górny Źródło: M. Konopnicka, Z teki Grottgera [w:] M. Konopnicka, Poezye, t. 5, oprac. J. Czubek, Warszawa 1915, s. 228–229.
Ilustracja interaktywna przedstawia wnętrze chłopskiej chaty. Stoi tu młoda kobieta trzymająca w ramionach nagie niemowlę. Ma ona czepek na głowie. Wystają spod niego długie włosy. Postać ukazuje prawy półprofil. Kobieta ma owalną twarz. Jej brwi są ciemne, oczy lekko zwężone, nos i usta małe. Jest ubrana w długą sukienkę, fartuch i pelerynę na plecach. Przy lewym boku kobiety stoi duży drewniany stół. Leżą na nim narzędzia służące do wytwarzania kul do strzelania i kilkanaście kul. Nieco dalej dymi rondel. Przy stole stoi taboret, na którym leży ciemny płaszcz. Pośrodku stoi wiklinowy koszyk z poduszką wewnątrz. Przed nim siedzi biały królik. Za koszem siedzi pies. Zwierzę jest obrócone do nas tyłem. Głowę kieruje ku otwartym drzwiom. Stoi w nich półprzezroczysta postać. Widmo to wysoki młody mężczyzna. Ma owalną twarz. Prezentuje prawy półprofil. Jego włosy są półdługie, ma grzywkę zakrywającą czoło. Widmo ma ciemne brwi, głęboko osadzone oczy, prosty nos i krótkie wąsy. Jest ubrany w wyszywaną koszulę i spodnie. Na prawym ramieniu postaci wisi peleryna. Lewą dłoń trzyma na piersi. Opis punktu znajdującego się na ilustracji: 1. Maria Konopnicka, Z teki Grottgera {audio}W chacie, jak gdyby trumnę kto pod wrota
Zakopał, taka pustka i tęsknota.
Jak urzeczone, dzieciątko mi kwili,
Śpiewam a śpiewam, i tulę a tulę;
W dzień jeno myślę: — Tu byli... tam byli...
A w wieczór ogień niecę...
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Aż raz, czuj!... Po lesie
Jakby pioruny biły. Myślę: — Blizko!
Chryste ty Panie! — myślę... Aż tu psisko
Nagłem się wyciem, jak płaczem, zaniesie,
A dzieciąteczko załkało w kolebce
I od drzwi powiał wiatr — i cości szepce...
Więc mnie lęk jakiś zatrzęsie zimnicą.
Chwycę na ręce synaczka mojego,
Spojrzę — o! niech mnie święci pańscy strzegą! —
Spojrzę — a w progu, pociemniałe lico
Na mnie zwróciwszy, z oczyma, co w głowę
Uciekły kędyś, zastygłe, surowe,
Z raną na piersiach zczerniałą, odkrytą,
Krwawą koszulą odziany i świtą,
Stoi mój Paweł...
O Jezu ty Chryste!
Ognie się po mnie rzuciły siarczyste,
Chciałam biedz, wołać, krzyczeć, i u proga
Runęłam ciężko, jak pień.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
— Imię Boga!
Ach! imię Boga nad nami wszystkiemi!
I choćbyś poszedł w sam głąb i wskróś ziemi
I choćbyś wszystkie przewędrował kraje
I wszystkie rzeki i wszystkie dunaje
I choćbyś zaszedł tam, gdzie morze ciecze,
Jeszcześ ty w mocy Jego jest, człowiecze!
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Jakie ja zorze widziałam w tej drodze,
Jakie miesiące krwawe, jakie słońca!
Dziewięcioraka skóra mi na nodze,
Jak węża łuska, odpadła, koląca;
Dziewięciorakie poty na mnie biły,
A ja szłam, taj szłam. Zbielały mi włosy,
Oczy pływały we krwi, chusty zgniły.
A co ślad w piasku odcisnął się bosy,
To muchy krwawe siadały i piły. —
Aż i pod ziemię szłam, gdy brakło ziemi,
A precz od słońca bieżała ta droga...
I co myślicie?... Nad nami wszystkiemi
I tam i wszędzie, jak tu — Imię Boga!
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Indeks górny Źródło: M. Konopnicka, Z teki Grottgera [w:] M. Konopnicka, Poezye, t. 5, oprac. J. Czubek, Warszawa 1915, s. 228–229.
Z teki Grottgera {audio}W chacie, jak gdyby trumnę kto pod wrota
Zakopał, taka pustka i tęsknota.
Jak urzeczone, dzieciątko mi kwili,
Śpiewam a śpiewam, i tulę a tulę;
W dzień jeno myślę: — Tu byli... tam byli...
A w wieczór ogień niecę...
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Aż raz, czuj!... Po lesie
Jakby pioruny biły. Myślę: — Blizko!
Chryste ty Panie! — myślę... Aż tu psisko
Nagłem się wyciem, jak płaczem, zaniesie,
A dzieciąteczko załkało w kolebce
I od drzwi powiał wiatr — i cości szepce...
Więc mnie lęk jakiś zatrzęsie zimnicą.
Chwycę na ręce synaczka mojego,
Spojrzę — o! niech mnie święci pańscy strzegą! —
Spojrzę — a w progu, pociemniałe lico
Na mnie zwróciwszy, z oczyma, co w głowę
Uciekły kędyś, zastygłe, surowe,
Z raną na piersiach zczerniałą, odkrytą,
Krwawą koszulą odziany i świtą,
Stoi mój Paweł...
O Jezu ty Chryste!
Ognie się po mnie rzuciły siarczyste,
Chciałam biedz, wołać, krzyczeć, i u proga
Runęłam ciężko, jak pień.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
— Imię Boga!
Ach! imię Boga nad nami wszystkiemi!
I choćbyś poszedł w sam głąb i wskróś ziemi
I choćbyś wszystkie przewędrował kraje
I wszystkie rzeki i wszystkie dunaje
I choćbyś zaszedł tam, gdzie morze ciecze,
Jeszcześ ty w mocy Jego jest, człowiecze!
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Jakie ja zorze widziałam w tej drodze,
Jakie miesiące krwawe, jakie słońca!
Dziewięcioraka skóra mi na nodze,
Jak węża łuska, odpadła, koląca;
Dziewięciorakie poty na mnie biły,
A ja szłam, taj szłam. Zbielały mi włosy,
Oczy pływały we krwi, chusty zgniły.
A co ślad w piasku odcisnął się bosy,
To muchy krwawe siadały i piły. —
Aż i pod ziemię szłam, gdy brakło ziemi,
A precz od słońca bieżała ta droga...
I co myślicie?... Nad nami wszystkiemi
I tam i wszędzie, jak tu — Imię Boga!
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Indeks górny Źródło: M. Konopnicka, Z teki Grottgera [w:] M. Konopnicka, Poezye, t. 5, oprac. J. Czubek, Warszawa 1915, s. 228–229.
Artur Grottger, obraz Bój z cyklu Duch, 1866
Źródło: dostępny w internecie: zbiory.mnk.pl, domena publiczna.
Ilustracja interaktywna przedstawia wnętrze jaskini. Na pierwszym planie stoi taczka z umieszczonymi w niej fragmentami skały. Obok leży kilof i zapalona świeczka oprawiona w metalową skrzynkę ze szklanym okienkiem. Po prawej stronie siedzi młoda kobieta. Postać ukazuje lewy profil. Ma gładkie czoło, duże oczy, prosty nos i małe usta. Ma długie włosy zaplecione w dwa warkocze. Jest ubrana w prostą sukienkę i płaszcz. Jej noga jest skuta łańcuchem na wysokości stawu skokowego. Unosi ręce. Kieruje je w stronę Matki Bożej trzymającej w ramionach Dzieciątko. Opis punktu znajdującego się na ilustracji: 1. Maria Konopnicka,
Z teki Grottgera {audio}...Przeszły lata.
Tak się wytliłam, jako ten kaganek
Zatknięty w ziemię, w ciemnicy bez końca.
Już mi się nie śni ni dziecko ni chata;
Już nie rachuję, co noc, a co ranek,
I tylko skała, pod młotem jęcząca,
Zagada do mnie... Aż raz coś oświtło
W lochu i jakby różami zakwitło...
O Święta Panno! O Matuchno Boża!
Chcę ja się zerwać, i padam i płaczę,
A tu przedemną stoi jasna zorza,
A tu mi serce, jak dzwonek, kołacze...
O! utajona nad nami moc boska!
Owo z dzieciątkiem ze szramą przez lice,
Królowa nasza, Pani Częstochowska
Zaszła tu do mnie przez wszystkie ciemnice...
I patrzy na mnie smętna i blask sieje...
A tu już zboża pachną, łąki, kwiaty...
Jezu ty Chryste! co się ze mną dzieje?!
To las!... to wioska!... to dach naszej chaty!...
Źródło: M. Konopnicka, Z teki Grottgera [w:] M. Konopnicka, Poezye, t. 5, oprac. J. Czubek, Warszawa 1915, s. 229–230.
Ilustracja interaktywna przedstawia wnętrze jaskini. Na pierwszym planie stoi taczka z umieszczonymi w niej fragmentami skały. Obok leży kilof i zapalona świeczka oprawiona w metalową skrzynkę ze szklanym okienkiem. Po prawej stronie siedzi młoda kobieta. Postać ukazuje lewy profil. Ma gładkie czoło, duże oczy, prosty nos i małe usta. Ma długie włosy zaplecione w dwa warkocze. Jest ubrana w prostą sukienkę i płaszcz. Jej noga jest skuta łańcuchem na wysokości stawu skokowego. Unosi ręce. Kieruje je w stronę Matki Bożej trzymającej w ramionach Dzieciątko. Opis punktu znajdującego się na ilustracji: 1. Maria Konopnicka, Z teki Grottgera {audio}...Przeszły lata.
Tak się wytliłam, jako ten kaganek
Zatknięty w ziemię, w ciemnicy bez końca.
Już mi się nie śni ni dziecko ni chata;
Już nie rachuję, co noc, a co ranek,
I tylko skała, pod młotem jęcząca,
Zagada do mnie... Aż raz coś oświtło
W lochu i jakby różami zakwitło...
O Święta Panno! O Matuchno Boża!
Chcę ja się zerwać, i padam i płaczę,
A tu przedemną stoi jasna zorza,
A tu mi serce, jak dzwonek, kołacze...
O! utajona nad nami moc boska!
Owo z dzieciątkiem ze szramą przez lice,
Królowa nasza, Pani Częstochowska
Zaszła tu do mnie przez wszystkie ciemnice...
I patrzy na mnie smętna i blask sieje...
A tu już zboża pachną, łąki, kwiaty...
Jezu ty Chryste! co się ze mną dzieje?!
To las!... to wioska!... to dach naszej chaty!...
Źródło: M. Konopnicka, Z teki Grottgera [w:] M. Konopnicka, Poezye, t. 5, oprac. J. Czubek, Warszawa 1915, s. 229–230.
Z teki Grottgera {audio}...Przeszły lata.
Tak się wytliłam, jako ten kaganek
Zatknięty w ziemię, w ciemnicy bez końca.
Już mi się nie śni ni dziecko ni chata;
Już nie rachuję, co noc, a co ranek,
I tylko skała, pod młotem jęcząca,
Zagada do mnie... Aż raz coś oświtło
W lochu i jakby różami zakwitło...
O Święta Panno! O Matuchno Boża!
Chcę ja się zerwać, i padam i płaczę,
A tu przedemną stoi jasna zorza,
A tu mi serce, jak dzwonek, kołacze...
O! utajona nad nami moc boska!
Owo z dzieciątkiem ze szramą przez lice,
Królowa nasza, Pani Częstochowska
Zaszła tu do mnie przez wszystkie ciemnice...
I patrzy na mnie smętna i blask sieje...
A tu już zboża pachną, łąki, kwiaty...
Jezu ty Chryste! co się ze mną dzieje?!
To las!... to wioska!... to dach naszej chaty!...
Źródło: M. Konopnicka, Z teki Grottgera [w:] M. Konopnicka, Poezye, t. 5, oprac. J. Czubek, Warszawa 1915, s. 229–230.
Artur Grottger, obraz Widzenie z cyklu Duch, 1866
Źródło: dostępny w internecie: zbiory.mnk.pl, domena publiczna.
Polecenie 2
Wyjaśnij, w jaki sposób dzieła Artura Grottgera i wiersz Marii Konopnickiej nawiązują do wskazanego momentu historycznego. Wpisz uzasadnienie dla każdego z obrazów.