Materiał dla zakresu rozszerzonego
Gwara warszawska (gwara miejska)
Niemal każde rozległe obszarowo miasto europejskie posiada swoją odrębną mowę, ściśle związaną z jego historią społeczną, kulturalną, gospodarczą oraz polityczną. Nie inaczej jest z Warszawą, w której na przestrzeni wieków wykształciła się gwaragwara warszawska, definiowana jako „język obszaru przestrzennego Warszawy, różnicującego się geograficznie (dzielnicowo) i nawarstwieniowo”. Jak każdy dialekt specjalny, opiera się ona na systemie językowym języka ogólnonarodowego i różni się od niego przede wszystkim w warstwie używanego słownictwa.
Gwara warszawska dawniej i dziśGwara warszawska różnicuje się więc zarówno terytorialnie, jak i środowiskowo. Warszawa, jak każde wielkie miasto, ma swoje odrębności zwyczajowe i słownikowe. Jest to tym naturalniejsze i stało się tym konieczniejsze, że lud warszawski oraz drobne mieszczaństwo uważało Warszawę za cały świat i często przez całe swoje życie dalej jak do Wilanowa, Bielan, Mokotowa, Czerniakowa czy Woli nie wychodziło. Ten rys zamknięcia się w granicach swojego obszaru i uważania go za centrum świata jest bardzo charakterystyczny dla mieszkańców wielkich miast, ma on również wpływ na kształtowanie się gwary miejskiej. Dlatego też tworzenie się odrębnej gwary, osobnych zwrotów i sposobów wymawiania, przeinaczania wyrazów, używania ich w innym znaczeniu jest objawem zupełnie naturalnym.
Źródło: Bronisław Wieczorkiewicz, Gwara warszawska dawniej i dziś, Warszawa 1968, s. 10.
Zróżnicowanie środowiskowe gwary warszawskiej

Do tej pory nazwy mieszkańców miast, dzielnic czy wsi pisaliśmy małą literą, ale od 2026 roku są one traktowane tak samo jak nazwy mieszkańców państw czy kontynentów. Zapisujemy je wielką literą.
Cechy stylu gwary warszawskiej
Nagminne używanie zdrobnień. Przesadne i manierczyne używanie form zdrobniałych. Wywodziło się ze sfer mieszczańskich, które uważały, że zabieg ten wzmacnia elegancję, wytworność oraz uprzejmość każdej wypowiedzi, np. „Moja duszko, jedniutki… malenieczki, z paszteckiem…”.
Napuszenie stylu. Nienaturalne i przesadne uwznioślenie stylu wypowiedzi, które przeniknęło, głównie z XIX‑wiecznej beletrystyki i prasy, do mowy potocznej, np. „tonie w objęciach Morfeusza” – zamiast „sypia”, czy „rycerze bata” – zamiast „dorożkarze”.
Powszechne przeinaczanie wyrazów. Najczęściej obcojęzycznych, wynikające z trudności wymowy oraz braku właściwego zrozumienia ich treści, np. „styryna” – zamiast „stearyna”, czy „kotredans” – zamiast „kontredans”.
Tworzenie neologizmów, czyli zupełnie nowych elementów na kanwie zastanego języka. Powstałe „nowotwory” można podzielić na te znaczeniowe – np. „codziennik” – kurtka, oraz słowotwórcze – np. „balowicz” – czyli osoba lubiąca nocną zabawę w kawiarniach – czy „uczniaki” – uczniowie.
Czerpanie słownictwa z języka jidysz. XIX‑wieczna Warszawa była prawie w 35% zamieszkana przez Żydów, których język bardzo wyraźnie wpływał na funkcjonujący potocznie język polski. Gwara warszawska zaczerpnęła wiele wyrazów bezpośrednio z jidysz, np. „ganef”, „puryc”, „goj”.
Przesadna grzeczność stylu w codziennej komunikacji. Szczególnie w stosunku do rodziny i najbliższych używano zwrotów typu: „mój stary” – ojciec, „mamusia żony” – teściowa. Również w relacjach z ludźmi obcymi używano sformułowań „ponad miarę” : „kochana pani”, „złociutka”, „pani starsza”.
Gwara warszawska dawniej i dziśI jeszcze na jedną cechę gwary warszawskiej należy zwrócić uwagę, a mianowicie na indywidualny wpływ na język pisarzy tzw. warszawskich, to jest tych, którzy utwory swoje pisali gwarą. Takim pisarzem w drugiej połowie XIX wieku, czerpiącym pełnymi garściami z tej gwary, ale i wywierającym na nią wpływ, był satyryk Paweł Kośmiński, piszący często pod pseudonimem Paul de Coś (…). Kośmiński był satyrykiem zajmującym się tematyką związaną z życiem proletariatu warszawskiego. Jako autor kilku sztuk tzw. ogródkowych był w Warszawie bardzo popularny.
Źródło: Bronisław Wieczorkiewicz, Gwara warszawska dawniej i dziś, Warszawa 1968, s. 73.

W okresie przed- i powojennym tradycję zapoczątkowaną przez Kośmińskiego kontynuował prozaik, satyryk i publicysta Stefan Wiechecki (1896‑1979), nazywany „Homerem warszawskiej ulicy” (przydomek ten nadał mu sam Julian Tuwim). Popularny „Wiech” tworzył barwne felietony i humoreski, w których portretował codzienne życie stolicy oraz autentycznych, warszawskich postaci. Swoje utwory, pisane gwarą warszawską, publikował m.in. w „Życiu Warszawy”, „Kurierze Codziennym”, czy „Expressie Wieczornym”. Wiechecki wykreował wyjątkowych bohaterów, takich jak historyk amator Teofil Piecyk i pan Walery Wątróbka. To głównie jemu zawdzięczamy uwiecznienie gwary warszawskiej we współczesnej literaturze, co ocaliło ją przed zapomnieniem.
Dalsze losy gwary warszawskiej
Gwara warszawska przetrwała w piosenkach, filmach czy literaturze, a także w języku ogólnym, który zasiliło mnóstwo wyrazów i zjawisk typowych dla gwary. Dziś w wielu rejonach Polski możemy zjeść „schaboszczaka”, kupić „cukier puder” (zamiast „mączki cukrowej”) czy usłyszeć o sobie „tapeciara” bądź „pantoflarz”. Ogromny wpływ gwary warszawskiej na język ogólnopolski oraz inne gwary wynikał z dwóch splecionych ze sobą czynników: pozycji stolicy jako autorytetu kulturalnego, a także skupienia w Warszawie mediów docierających do wszystkich obywateli kraju.
Oprócz Stefana Wiecheckiego, w swoje utwory gwarę warszawską chętnie wplatali m.in. Julian Tuwim (we fragmentach Kwiatów polskich), Leopold Tyrmand (w kultowej powieści Zły) czy Marek Hłasko (chociażby w autobiografii Piękni dwudziestoletni). W muzyce ambasadorem gwary warszawskiej była chociażby Kapela Czerniakowska oraz Stanisław Grzesiuk, który w swoich pieśniach popularyzował przedwojenny folklor czerniakowski. Przeboje takie jak np. Bujaj się Fela i Bal na Gnojnej na stałe zagościły w świadomości wielu pokoleń Polaków. Obecnie pomimo niewielkiego zainteresowania gwarą warszawską, istnieje wielu artystów (m.in. Muniek Staszczyk), fundacji i organizacji (m.in. Stowarzyszenie Gwara Warszawska), które starają się dać jej „kolejne życie” za pomocą obfitujących w treści stron internetowych, koncertów oraz warsztatów językowych.
Julian Tuwim
Kwiaty polskie
A polski bez jak pachniał w maju
W Alejach i w Ogrodzie Saskim,
W koszach na rogu i w tramwaju,
Gdy z Bielan wracał lud warszawski!
Szofer nim maił swą taksówkę,
Frajerów wioząc na majówkę,
Na trawkie, pifko i muzykie;
Gnał na sto jeden, na rezykie;
A wiózł śmietankie towarzyskie:
Kuchtę Walercię, tę ze Śliskiej,
Burakoszczaka z Czerniakowskiej
I Józia Gwizdalskiego z Wolskiej.
Byli spocone i zziajane
I wszystka trzech w drebiezgi pjane,
I jak jechali bez Pułaskie,
Fordziak w latarnię wyrżnął z trzaskiem,
I przybiegł (tyż pod gazem krzynkie)
Fłimon szarpany za podpinkie.
Szofer czarował go natralnie,
Że on zapychał leguralnie
I „Niech ja skonam, niech ja skonam
(Zawsze dwa razy! rzecz stwierdzona),
Skoro jeżeli znakiem tego
Nie jest to wina bzu danego,
Któren cholernie się uwietrzniał
I mocny zapach uskuteczniał;
Ciut, ciut mnie z niego zamroczyło
I właśnie bez to się zdarzyło”.
Policjant mówił: „Ja nie frajer
I pan nie weźmiesz mnie na bajer,
Pan się zatrudniasz ankoholem” –
I nagle krzyk: „To ja chromolę!”
I „Nie bądź pan tu za szemrany!”
A kuchta w pisk: „Zabiją! Rany!”
A Józio w pysk, a Józia w mordę,
I już w powietrzu pachnie mordem,
I wszyscy do komisariatu,
A z winy – majowego kwiatu.
Potem to ślicznie Wiech uwieczniał,
Z daleka więc do pana Wiecha
Pełen wdzięczności się uśmiecham…
Kwiaty polskieA polski bez jak pachniał w maju
W Alejach i w Ogrodzie Saskim,
W koszach na rogu i w tramwaju,
Gdy z Bielan wracał lud warszawski!
Szofer nim maił swą taksówkę,
Frajerów wioząc na majówkę,
Na trawkie, pifko i muzykie;
Gnał na sto jeden, na rezykie;
A wiózł śmietankie towarzyskie:
Kuchtę Walercię, tę ze Śliskiej,
Burakoszczaka z Czerniakowskiej
I Józia Gwizdalskiego z Wolskiej.
Byli spocone i zziajane
I wszystka trzech w drebiezgi pjane,
I jak jechali bez Pułaskie,
Fordziak w latarnię wyrżnął z trzaskiem,
I przybiegł (tyż pod gazem krzynkie)
Fłimon szarpany za podpinkie.
Szofer czarował go naturalnie,
Że on zapychał leguralnie
I „Niech ja skonam, niech ja skonam
(Zawsze dwa razy! rzecz stwierdzona),
Skoro jeżeli znakiem tego
Nie jest to wina bzu danego,
Któren cholernie się uwietrzniał
I mocny zapach uskuteczniał;
Ciut, ciut mnie z niego zamroczyło
I właśnie bez to się zdarzyło”.
Policjant mówił: „Ja nie frajer
I pan nie weźmiesz mnie na bajer,
Pan się zatrudniasz ankoholem” –
I nagle krzyk: „To ja chromolę!”
I „Nie bądź pan tu za szemrany!”
A kuchta w pisk: „Zabiją! Rany!”
A Józio w pysk, a Józia w mordę,
I już w powietrzu pachnie mordem,
I wszyscy do komisariatu,
A z winy – majowego kwiatu.
Potem to ślicznie Wiech uwieczniał,
Z daleka więc do pana Wiecha
Pełen wdzięczności się uśmiecham…Źródło: Julian Tuwim, Kwiaty polskie, oprac. T. Januszewski, Spółdzielnia Wydawnicza „Czytelnik”, Warszawa 1993, s. 46.
Stefan Wiechecki
Pantofelki z Flądry (fragment)
– Czekaj pan, jak pare lat temu nazad byłem nad morzem, podali mnie gdzieś w barze rybe kalekie, z jednej strony tylko mięso miała, a z drugiej ości. Na razie raban podniosłem, bo myślałem, że mnie restaurator kantuje, ale mnie wytłomaczył, że taka jej uroda. Mięso nawet miała owszem sosiste, chociaż tylko z jednej strony. Zapomniałem się tylko knajpiarza zapytać, jak się ta nieszczęśliwa ofiara losu nazywa.
– Flądra.
– Cicho… Nie wyrażaj się pan o rybie z Ziem Odzyskanych, bo za to można sobie ładnie posiedzieć.
– Jakiem prawem – takie ma nazwisko.
– Niemożebne.
– Skaż mnie Bóg, tak się nazywa.
– No ale dlaczego, powiedz mnie pan.
– Podobnież niemoralnego prowadzenia.
– Co pan powiesz? To i między rybami tyż są takie?
– A co pan myślisz, karp, szczupak nie potrzebuje się zabawić poza domem.
– No faktycznie. Ale z tej szarguli to żadna szanująca się kobieta czółenek nie włoży.
– Dlaczego? Będą nosić – na dancing, na randkie…
– A ciekawość wiesz pan, panie Krówka, z czego będą robić kartkowe kamasze?
– Z ulika w ikre kopanego, bo za demokrate jest między rybamy.
– Daj pan spokój, to niemożliwe.
– Pod jakiem względem?
– Zanieczyszczenia powietrza… Kto by ta na nogie założył. Z tramwaju pana za mordę wyrzucą. W kościele, w teatrze, na wiecu ludzie nosami kręcić na pana będą.
Pantofelki z Flądry– Czekaj pan, jak pare lat temu nazad byłem nad morzem, podali mnie gdzieś w barze rybe kalekie, z jednej strony tylko mięso miała, a z drugiej ości. Na razie raban podniosłem, bo myślałem, że mnie restaurator kantuje, ale mnie wytłomaczył, że taka jej uroda. Mięso nawet miała owszem sosiste, chociaż tylko z jednej strony. Zapomniałem się tylko knajpiarza zapytać, jak się ta nieszczęśliwa ofiara losu nazywa.
– Flądra.
– Cicho… Nie wyrażaj się pan o rybie z Ziem Odzyskanych, bo za to można sobie ładnie posiedzieć.
– Jakiem prawem – takie ma nazwisko.
– Niemożebne.
– Skaż mnie Bóg, tak się nazywa.
– No ale dlaczego, powiedz mnie pan.
– Podobnież niemoralnego prowadzenia.
– Co pan powiesz? To i między rybami tyż są takie?
– A co pan myślisz, karp, szczupak nie potrzebuje się zabawić poza domem.
– No faktycznie. Ale z tej szarguli to żadna szanująca się kobieta czółenek nie włoży.
– Dlaczego? Będą nosić – na dancing, na randkie…
– A ciekawość wiesz pan, panie Krówka, z czego będą robić kartkowe kamasze?
– Z ulika w ikre kopanego, bo za demokrate jest między rybamy.
– Daj pan spokój, to niemożliwe.
– Pod jakiem względem?
– Zanieczyszczenia powietrza… Kto by ta na nogie założył. Z tramwaju pana za mordę wyrzucą. W kościele, w teatrze, na wiecu ludzie nosami kręcić na pana będą.Źródło: Stefan Wiechecki, Pantofelki z Flądry, Kraków 2011, s. 5.
Porównaj oba fragmenty i wyjaśnij funkcję, jaką pełni wprowadzenie do nich elementów gwary warszawskiej .
Na podstawie poniższego utworu satyrycznego określ, jaką tendencję językową gwary warszawskiej piętnuje autor, a następnie wypisz z tekstu odpowiednie przykłady.
Gwara warszawska dawniej i dziśUgrzecznionym jest warszawiak,
Pieszczotliwie wszystko mieni:
Zwie Warszawką, nie Warszawą,
Ukochany Gród Syreni.
Je śniadanko, nie śniadanie,
Kawkę, mleczko lub herbatkę,
Przed obiadkiem zaś wódeczka
Miłą dlań stanowi gratkę...Źródło: Bronisław Wieczorkiewicz, Gwara warszawska dawniej i dziś, Warszawa 1968, s. 64.
Przeanalizuj tekst piosenki Nie masz cwaniaka nad warszawiaka w interpretacji Stanisława Grzesiuka (utwór dostępny w internecie). Wskaż w utworze przejawy gwary warszawskiej oraz wyjaśnij, jak język wpływa na wymowę i charakter dzieła.
Nie masz cwaniaka nad warszawiakaAlejami wycackany szedł se jakiś gość.
Facjata niby owszem, może być.
Nagle potknął się o kamień rycząc
„Och, psiakość! Jak oni mogą w tej Warszawie żyć!”
I ciut nie zalała mnie zła krew,
Więc go na perłowo w tenże śpiew:Nie bądź za cwany, w UNRĘ odziany.
To może mieć dla ciebie skutek opłakany.
Nie masz cwaniaka nad warszawiaka,
Który by mógł go wziąć pod bajer lub pod pic.Możesz mnie chamem zwać, możesz mi w mordę dać.
Lecz od stolicy won, bo krew się będzie lać.
Więc znakiem tego, nie bądź lebiegą.
Przyhamuj buzię i nie gadaj więcej nic.Jeden był specjalnie na Warszawę straszny pies.
Już mówił nawet : „Warshau ist kaputt.”
Lecz pomylił się łachudra, rozczarował fest,
I próżny był majchrowy jego trud.
Mówić nawet nie potrafię jak.
I dzisiaj mu śpiewamy tak:Chciałeś być cwany, w ząbek czesany,
To teraz gnijesz, draniu, w błocie pochowany.
My, warszawiacy, jesteśmy tacy,
Kto nam na odcisk - to już pisz pan: zimny trup.
I niechaj każdy wie: kto na nas szarpnie się.
To mu to zaraz bokiem mu to wyjdzie - może nie?
Nie masz cwaniaka nad warszawiaka.
Chcesz z nami zacząć to se przedtem trumnę kup.Źródło: Albert Harris, Nie masz cwaniaka nad warszawiaka, [w:] Bronisław Wieczorkiewicz, Gwara warszawska dawniej i dziś, s. 430.
Zapoznaj się z twórczością zespołu Warszawskie Combo Taneczne. Na podstawie wybranych tekstów, w których obecne są także elementy gwary warszawskiej, wyjaśnij, czy współcześnie stosowanie owej gwary może czemuś służyć i jakie ma znaczenie dla młodych warszawiaków żyjących w XXI wieku.
Słownik
charakterystyczne cechy mowy mieszkańców danego miasta, wspólne z okolicznymi gwarami wiejskimi. Gwary miejskie znikają zazwyczaj szybciej niż te, pochodzące z terenów wiejskich