Dowiedz się
Życie naznaczone tragizmem
Hrabia Henryk, bohater dramatu Zygmunta Krasińskiego Nie‑Boska komedia, może być uważany za alter egoalter ego autora. Wiele ich łączy: arystokratyczne pochodzenie, fascynacja poezją i romantycznymi ideami.

W dramacie poeta w pewnym sensie antycypowałantycypował swoje późniejsze losy. Wprawdzie nie zginął w okopach Świętej Trójcy (zmarł w 1859 r. na gruźlicę), ale jego życie osobiste również nie było udane: przebiegało pod znakiem wielkiej, niespełnionej miłości. Będąc mężem Elizy z Branickich, którą poślubił na życzenie ojca, utrzymywał przez wiele lat bliskie stosunki z muzą romantyków, Delfiną Potocką. Ta sytuacja była dla niego źródłem nieustającego wewnętrznego konfliktu i cierpienia. Równie problematyczna była relacja poety z ojcem – różniły ich poglądy polityczne. Paradoksalnie, osoba i losy Zygmunta Krasińskiego były najdoskonalszym wcieleniem mitów romantycznych, z którymi polemizował w swoich utworach, a jego życie było naznaczone tragicznymi, nierozwiązywalnymi konfliktami.
Romantyczna wizja tragiczności losu
Tradycyjnie tragizmem albo tragicznością określamy konflikt zachodzący pomiędzy kilkoma równorzędnymi wartościami i postawami, z którego człowiek nie jest w stanie samodzielnie się wydobyć. Osoba staje wówczas w obliczu nieuchronnej klęski. Dzieje myśli europejskiej dostarczają wielu przykładów takiego tragizmu wpisanego w samą strukturę ludzkiej egzystencji: człowiek jest istotą ukierunkowaną na nieskończoność, doświadczając jednocześnie swoją kruchość i przemijalność; pragnie wolności, a zarazem odczuwa wiele ograniczeń psychicznych i fizycznych; chce w pełni o sobie decydować, a jednak targają nim namiętności oraz podświadome siły, których nie potrafi zgłębić. Już w IV wieku św. Augustyn stwierdził, że „jest sam dla siebie wielką zagadką”, zaś jego poprzednikami byli greccy filozofowie.
Romantycy mieli własne pojęcie tragiczności ludzkiego życia. Opierało się ono przede wszystkim na rozdźwięku pomiędzy byciem sobą a podporządkowaniem się społecznemu konwenansowi, wizją idealnej, totalnej i absolutnej miłości a odkryciem, że ani świat, ani ludzie nie są w stanie przy swoich niedoskonałościach sprostać nazbyt śmiałym marzeniom. Koncepcja tragizmu inspirowała również filozofia Georga Wilhelma Friedricha Hegla (1770–1831), który stwierdził, że historia ludzkości może się rozwijać wyłącznie dzięki nieustannemu ścieraniu się przeciwieństw. Stąd upadki wielkich cywilizacji, konflikty, wojny i krwawe rewolucje. Czy jednak człowiek musi być zdany na łaskę brutalnych dziejowych procesów? Czy ta tragiczna wizja historii jest czymś prawdziwym? Pytania te zadawał sobie Krasiński, pisząc swoją Nie‑Boską komedię.
Krasiński. Opowieść biograficznaPo opuszczeniu kraju w drugiej połowie kwietnia 1833 roku, udał się poeta wprost do Wiednia. […] Mimo złego stanu zdrowia rezultat pobytu w Wiedniu był jednak imponujący – tu bowiem podjął Krasiński i bardzo zaawansował pracę nad największym utworem swego życia, nad Nie‑Boską komedią.
Źródło: Zbigniew Sudolski, Krasiński. Opowieść biograficzna, Warszawa 1997, s. 145.

Po wyjeździe z Wiednia Zygmunt Krasiński udaje się w dalszą podróż z przyjacielem, Konstantym Danielewiczem. Docierają do Wenecji, skąd dramatopisarz wysyła listy do ojca.

Krasiński. Opowieść biograficznaWczoraj siedząc na piasku nadbrzeżów Lido patrzałem na Wenecję w oddali i zdało mi się, że widzę potężne groby wznoszące się z morza, groby pierwszej arystokracji, która upadła spośród europejskich, mających pójść jej śladami później. To całe miasto milczące, oświecone słońcem, oblane wodami, było dla mnie straszną tajemnicą. Coś olbrzymiego przebywało w tym wyobrażeniu, jakie sobie wymarzyłem o nim. Te wszystkie wieże okrągłe i ciężkie, te wszystkie zamki czerwone, kościoły o kopułach i strzałach spiczastych, są piramidami, w których śpią męże, co niegdyś stali na czele narodów, męże gnębiciele bez trwogi, często bez sumienia, o czynach wielkich i o wielkiej chwale. Raz jeszcze powstańcie, raz jeszcze do walki, bo teraz wszyscy wasi staczają się w przepaść i gdyby znienacka …) porwali się ze snu, czyby krzyk ich rozpaczy i zemsty nie zagrzmiał szeroko! Co by rzemieślnicy, co by [doktrynerzy, kupcy, bankiery odpowiedzieli tym ludziom, co jeśli uciskali w domu, przynajmniej za domem jak lwy się bili po lądach i morzach, stali na pokładach galer swoich podczas burzy i nie lękali się, sądzili po nocach na śmierć i tortury i nie lękali się, i mieli ideę swoję, może niesłuszną, może okropną, ale trzymali się jako na wielkie serca przystało. Wielką jest rzeczą, zda mi się, umieć zginąć, może większą niż umieć żyć, a żadna prawie arystokracja tej pierwszej tajemnicy nie rozumiała dotąd. Dzisiejsza wcale jej nie rozumie, wenecka także w tym właśnie nikczemną się okazała i wolała gnić długo, niż skończyć od razu - i poniżoną została, i stało się, że dzisiaj jej ostatnie potomki wloką się po mieście ojców swoich i żyjący patrzą na ruiny, i sami przystają na słabość swoję i nędzę swoję. (...) Jako się jedzie do Egiptu, by patrzeć na groby królów, tak tu trza jechać, by widzieć groby szlachty.
Źródło: Zbigniew Sudolski, Krasiński. Opowieść biograficzna, Warszawa 1997, s. 147–148.

Krasiński. Opowieść biograficznaNa piaszczystych brzegach Lido, skąd roztacza się jedyna, niepowtarzalna panorama błyszczącej wśród mgieł i błękitnych wód Wenecji, przeszłość i teraźniejszość jawiła się Zygmuntowi Krasińskiemu w wielkim dramatycznym zmaganiu. Niewielu poetom romantycznym, tak lubiącym rozpamiętywać o przemijaniu kultur i cywilizacji, historia odsłaniała się jako bezlitosna walka klas; niewielu potrafiło tak wnikliwie ocenić wielkość i małość szlacheckiej przeszłości i z taką pogardą mówić o teraźniejszości „rzemieślników, doktrynerów, kupców i bankierów”. Arystokratyczne wychowanie Zygmunta wyryło na nim silne piętno, ale niewątpliwie też dzięki temu wychowaniu i niezwykłym horyzontom myślowym widział jasno jak nikt ze współczesnych nieuchronny koniec szlacheckiego świata. […] 24 października 1833 roku przybył z Danielewiczem do Rzymu, gdzie zamierzał spędzić tegoroczną zimę. […] To zapewne dopiero tu zanotował poeta na rękopisie dramatu: „Zaczęte w Wiedniu na wiosnę skończone w jesieni 1833 r.” Przez cały ten kilkumiesięczny okres nadawał Krasiński artystyczny kształt przeżyciom, przemyśleniom i refleksjom, które od kilku lat nurtowały jego wrażliwą wyobraźnię. Nie było to więc nagle – „układanie dramatu” było procesem długotrwałego, ciągnącego się latami gromadzenia obserwacji i doświadczeń, kształtowania się w konfrontacji z tradycją i współczesnością, zbieraniem wniosków i przemyśleń z obfitych lektur literackich i filozoficznych – choć autor tego niezwykłego dramatu miał dopiero 21 lat.
Źródło: Zbigniew Sudolski, Krasiński. Opowieść biograficzna, Warszawa 1997, s. 148–149.


Czy poeta to człowiek naznaczony przez Boga, czy raczej opętany przez szatana? Błogosławiony czy przeklęty? Jak podzielić świat pasji i powołania oraz obowiązków rodzinnych, by nie kolidowały ze sobą i nie odbierały czegoś najcenniejszego człowiekowi? W scenie rodzinnej, w której Hrabia Henryk pełni rolę Męża, dostrzeżemy wszystkie te dylematydylematy aż nazbyt wyraźnie. Nie tylko mężczyzna naznaczony jest tutaj tragizmem egzystencji. Każdy z członków rodziny przeżywa swój osobisty dramat związany z wzajemnymi relacjami i powiązaniami.
Nie-Boska komediaŻONA
kładąc dłonie na głowie dziecięcia Gdzie ojciec twój, Orcio?OJCIEC BENIAMIN
Proszę nie przerywać.ŻONA
Błogosławię cię, Orciu, błogosławię, dziecię moje.
Bądź poetą, aby cię ojciec kochał, nie odrzucił kiedyś.MATKA CHRZESTNA
Ale pozwólże, moja Marysiu.ŻONA
Ty ojcu zasłużysz się i przypodobasz – a wtedy on twojej matce przebaczy.OJCIEC BENIAMIN
Bój się Pani Hrabina Boga.ŻONA
Przeklinam cię, jeśli nie będziesz poetą.
Mdleje – wynoszą ją sługi.GOŚCIE
razem
Coś nadzwyczajnego zaszło w tym domu, wychodźmy, wychodźmy!
Tymczasem obrzęd się kończy – dziecię płaczące odnoszą do kolebki.OJCIEC CHRZESTNY
przed kolebką
Jerzy Stanisławie, dopiero coś został chrześcijaninem i wszedł do towarzystwa ludzkiego, a później zostaniesz obywatelem, a za staraniem rodziców i łaską Bożą znakomitym urzędnikiem – pamiętaj, że Ojczyznę kochać trzeba i że nawet za Ojczyznę zginąć jest pięknie…Wychodzą wszyscy.
*
Piękna okolica – wzgórza i lasy – góry w oddali.
MĄŻ
Tegom żądał, o to przez długie modliłem się lata i nareszciem już bliski mojego celu – świat ludzi zostawiłem z tyłu – niechaj sobie tam każda mrówka bieży i bawi się dźbłem swoim, a kiedy go opuści, niech skacze ze złości lub umiera z żalu.GŁOS DZIEWICY
Tędy – tędy.
Przechodzi.*
Góry i przepaście ponad morzem – gęste chmury – burza. –
MĄŻ
Gdzie mi się podziała – nagle rozpłynęły się wonie poranku, pogoda się zaćmiła – stoję na tym szczycie, otchłań pode mną i wiatry huczą przeraźliwie.GŁOS DZIEWICY
w oddaleniu
Do mnie, mój luby.MĄŻ
Jakże już daleko, a ja przesadzić nie zdołam przepaści.GŁOS
w pobliżu
Gdzie skrzydła twoje?MĄŻ
Zły duchu, co się natrząsasz ze mnie, gardzę tobą.GŁOS DRUGI
U wiszaru góry twoja wielka dusza, nieśmiertelna, co jednym rzutem niebo przelecieć miała, ot kona! – i nieboga twoich stóp się prosi, by nie szły dalej – wielka dusza – serce wielkie.MĄŻ
Pokażcie mi się, weźcie postać, którą bym mógł zgiąć i obalić. – Jeśli się was ulęknę, bodajbym Jej nie otrzymał nigdy.DZIEWICA
na drugiej stronie przepaści
Uwiąż się dłoni mojej i wzleć.MĄŻ
Cóż się dzieje z tobą – kwiaty odrywają się od skroni twoich i padają na ziemię, a jak tylko się jej dotkną, ślizgają jak jaszczurki, czołgają jak żmije.DZIEWICA
Mój luby!MĄŻ
Przez Boga, suknię wiatr zdarł ci z ramion i rozdarł w szmaty.DZIEWICA
Czemu się ociągasz?MĄŻ
Deszcz kapie z włosów – kości nagie wyzierają z łona.DZIEWICA
Obiecałeś – przysiągłeś!MĄŻ
Błyskawica zrzenice jej wyżarła.CHÓR DUCHÓW ZŁYCH
Stara, wracaj do piekła – uwiodłaś serce wielkie i dumne, podziw ludzi i siebie samego. – Serce wielkie, idź za lubą twoją.MĄŻ
Boże, czy Ty mnie za to potępisz, żem uwierzył, iż Twoja piękność przenosi o całe niebo piękność tej ziemi – za to, żem ścigał za nią i męczył się dla niej, ażem stał się igrzyskiem szatanów!DUCH ZŁY
Słuchajcie, bracia – słuchajcie!MĄŻ
Dobija ostatnia godzina. – Burza kręci się czarnymi wiry – morze dobywa się na skały i ciągnie ku mnie – niewidoma siła pcha mnie coraz dalej – coraz bliżej – z tyłu tłum ludzi wsiadł mi na barki i prze ku otchłani.DUCH ZŁY
Radujcie się, bracia – radujcie!MĄŻ
Na próżno walczyć – rozkosz otchłani mnie porywa – zawrót w duszy mojej – Boże – wróg Twój zwycięża!ANIOŁ STRÓŻ
ponad morzem
Pokój wam, bałwany, uciszcie się. –
W tej chwili na głowę dziecięcia twego zlewa się woda święta. –
Wracaj do domu i nie grzesz więcej. –
Wracaj do domu i kochaj dziecię twoje.Źródło: Zygmunt Krasiński, Nie-Boska komedia, oprac. M. Grabowska, Wrocław 1974, s. 20–25.

Słownik
(łac. anticipare – uprzedzać) zakładanie czegoś jeszcze nieistniejącego, oznaka, zapowiedź przyszłych wydarzeń, pogląd przyjęty z góry, ale znajdujący później swoje potwierdzenie; przewidywanie
(franc. doctrinaire) osoba o skostniałych poglądach, kierująca się regułami jakiejś sztywnej doktryny
(gr. dílēmma) sytuacja wymagająca trudnego wyboru między dwiema różnymi możliwościami; problem, alternatywa
(łac. maximus) stawianie wysokich wymagań sobie i innym, wysuwanie żądań wobec kogoś lub otoczenia; także: kierunek zakreślający najszersze granice filozofii, uznający metafizykę, intuicję, istnienie świata duchowego, nadprzyrodzonego itp.
(łac. tragedia, gr. tragōdía, tragos – kozioł, i ōdḗ – pieśń) kategoria estetyczna, termin z zakresu filozofii sztuki, oznaczający konflikt równorzędnych wartości moralnych, w wyniku którego jednostka, działająca świadomie w imię wielkiego i szlachetnego celu, jest skazana na klęskę; tragizm najczęściej wynika z nierozwiązywalnego konfliktu między równorzędnymi wartościami, np. konflikt między uczuciem a rozumem, honorem a miłością, ideałem a życiem, obowiązkiem rodzinnym a narodowym, jednostką a społecznością; potocznie: tragiczny to taki, który źle się kończy