Ćwiczenia
Tekst do ćwiczeń:
Jesień średniowieczaWczesny romantyzm skłaniał się do prostego utożsamiania Średniowiecza z epoką rycerską. Widział on tam przede wszystkim powiewające pióropusze. I choć brzmi to dziś może paradoksalnie, była w tym stanowisku pewna racja. Wprawdzie gruntowniejsze studium przekonuje nas, że rycerstwo stanowiło tylko część kultury tego okresu, a rozwój polityczny i społeczny dokonywał się w większości poza obrębem tej formy kulturowej. Epoka rzeczywistego systemu lennegosystemu lennego i rozkwitu rycerstwa kończy się już w wieku XIII. Potem następuje miejski i książęcy okres Średniowiecza; w tym czasie czynnikami dominującymi w państwie i społeczeństwie jest potęga handlowa mieszczaństwa i oparta na niej potęga pieniężna książąt. My, ludzie czasów późniejszych, słusznie przywykliśmy zwracać więcej uwagi [...] na rozwój kapitalizmu i nowych form państwowych, niż na szlachtęszlachtę, której potęga – gdzieniegdzie mniej, gdzieniegdzie bardziej zdecydowanie – wszędzie jednak już była skruszona. [...] Zarazem jednak każdy, kto przywykł patrzeć na późne Średniowiecze pod kątem polityczno‑gospodarczym, musi nieustannie zauważać, że źródła, zwłaszcza źródła narracyjne, udzielają o wiele więcej miejsca szlachcie i jej bytowaniu, niżby to odpowiadało naszym dzisiejszym wyobrażeniom. [...]
Przyczyna leży tu w tym, iż szlachecki model życia przez długi czas zachowywał jeszcze swą dominację w społeczeństwie, nawet wtedy, gdy szlachta utraciła już panujące znaczenie w strukturze społecznej. W świadomości XV stulecia właśnie szlachta zajmuje jako element społeczny niewątpliwie jeszcze pierwsze miejsce; współcześniwspółcześni przeceniali jej znaczenie, o wiele za nisko cenili zaś rolę mieszczaństwa [...]; dopiero nowoczesne badania historyczne ukazały rzeczywiste stosunki życia późnośredniowiecznego. Odnosi się to jednak do stosunków politycznych i gospodarczych. Natomiast w analizie życia kulturalnego urojenie, w którym żyli współcześni, zachowuje wartość prawdy. A gdyby nawet szlachecki model życia nie był niczym innym, jak tylko zewnętrznym pokostem egzystencji, to i wówczas koniecznym zadaniem historii musiałoby być zrozumienie życia właśnie w poblasku, jaki nadawała mu owa powłoka.
Ale model szlachecki stanowił coś więcej niż tylko pokost zewnętrzny. Pojęcie stanowego rozwarstwienia społeczeństwa przenika w Średniowieczu do głębi wszystkie poglądy teologiczne i polityczne. Nie ogranicza się ono zresztą wcale do obiegowej trójcy: duchowieństwa, i stanu trzeciegostanu trzeciego. Pojęcie stanu ma nie tylko o wiele większą wartość, lecz także o wiele obszerniejsze znaczenie. Na ogół każde ugrupowanie, każda funkcja, każdy zawód traktowany jest jako stan, tak że obok podziału społeczeństwa na trzy stany może funkcjonować również podział na dwanaście stanów. Stan bowiem jest pewnym porządkiem rzeczy [...]; tkwi w tym pogląd, iż to Bóg wyznacza określony model egzystencji. [...] W umysłowości średniowiecznej pojęcie „stan” czy „zakon” jest we wszystkich tych wypadkach konstruowane w oparciu o założenie, że każda z tych grup reprezentuje jakiś boski nakaz, jest fragmentem budowli świata równie istotnym, równie hierarchicznym i dostojnym, jak niebieskie Trony i MoceTrony i Moce w hierarchii aniołów.
W pięknym obrazie, który wyrobiono sobie wówczas na temat państwa i społeczeństwa, każdy stan miał przeznaczone dla siebie zadanie, odpowiadające nie tyle jego empirycznejempirycznej użyteczności, ile jego świętości, blaskowi i świetnościom. W ten sposób można było biadać nad zwyrodnieniem duchowieństwa i nad upadkiem cnót rycerskich, nie zmieniając jednak w niczym przez te skargi obrazu idealnego; jeśli nawet grzechy ludzkie przeszkadzają w urzeczywistnieniu ideału, to przecież pozostaje on fundamentem i regułą wszelkiej myśli społecznej. Średniowieczny obraz społeczeństwa jest statycznystatyczny, a nie dynamicznydynamiczny.
Nadworny dziejopis Filipa [...] ChastellainChastellain, którego bogate dzieło jest także i w tej mierze najlepszym zwierciadłem umysłowości ówczesnej, widzi społeczeństwo swych dni w jakimś czarodziejskim blasku. [...] Bóg stworzył pospólstwo, żeby pracowało, uprawiało rolę i przy pomocy handlu tworzyło trwałe podstawy utrzymania; duchowieństwo powołane zostało dla spraw wiary, szlachta zaś, by podnosiła cnotę, strzegła sprawiedliwości i by poprzez swe czyny i obyczaje stanowiła dla innych wzór estetycznego ukształtowania egzystencji. Chastellain przypisuje szlachcie najważniejsze zadania w państwie: ochronę Kościoła, szerzenie wiary, obronę ludu przed uciskiem, troskę o powszechne dobro, zwalczanie przemocy i tyranii, umacnianie pokoju. [...]
Niedocenianie mieszczaństwa wynikło stąd, iż typ, wedle którego wyobrażono sobie stan trzeci, nie uległ jeszcze żadnej korekturzekorekturze w konfrontacji z rzeczywistością. Był to typ prosty i zwięzły [...] W pojęciu stanu trzeciego brak jest, i to nawet aż do czasów rewolucji francuskiejrewolucji francuskiej, rozróżnienia między mieszczaństwem a robotnikami; z rzadka wprawdzie pojawiała się w wyobrażeniach epoki postać biednego chłopa albo też gnuśnego i bogatego mieszczanina, jednakże nie umiano jeszcze wtedy przeprowadzić takich granic stanu trzeciego, które by odpowiadały jego rzeczywistym funkcjom gospodarczym i politycznym.
Źródło: Johan Huizinga, Jesień średniowiecza, tłum. T. Brzostowski, Warszawa 1992, s. 81–83.
Wyjaśnij, dlaczego postrzega się kulturę „jesieni średniowiecza” jako wytwór stanu rycerskiego (szlacheckiego).
Zinterpretuj cytat z tekstu J. Huizingi: „Średniowieczny obraz społeczeństwa jest statyczny, a nie dynamiczny.”
W krótkim tekście wykaż, że religia (i teologia) pomagała ludziom żyjącym w okresie „jesieni średniowiecza” argumentować istnienie podziałów stanowych.
W tekście liczącym co najmniej 100 słów wyjaśnij, z czego wynikało długie trwanie etosu rycerskiego, mimo stopniowego osłabiania politycznej i ekonomicznej pozycji rycerstwa (szlachty).
Jesień średniowieczaCóż to za próżne urojenie owa wspaniałość rycerska, moda i ceremoniał, cóż to za piękna, lecz oszukańcza rozrywka! Prawdziwa historia kończącego się Średniowiecza [...] ma niewiele wspólnego z pozornym odrodzeniem rycerskim; była to stara polewa, która już odpadała z naczynia. Ludzie, którzy tworzyli historię, nie byli w rzeczywistości jakimiś marzycielami; byli to bardzo wyrachowani, trzeźwi politycy i kupcy; trzeba to powiedzieć zarówno o książętach, szlachcie i prałatach, jak i o mieszczanach.
Byli tacy z pewnością. Ale dzieje kultury muszą tak samo liczyć się z marzeniami o pięknie i iluzją szlachetnego życia, jak i z wzrostem zaludnienia czy systemem podatków. [...]
Urok szlacheckiego stylu życia był tak wielki, że gdzie tylko się da – poddają mu się również mieszczanie. Bohaterów flamandzkich, Jakuba i Filipa ArteveldeJakuba i Filipa Artevelde, wyobrażamy sobie jako typowych ludzi trzeciego stanu, dumnych ze swego mieszczańskiego pochodzenia i prostoty. Tymczasem było wprost przeciwnie. Filip Artevelde otaczał się iście książęcym zbytkiem; co dzień, gdy zasiadał do stołu, muzykanci musieli grać przed jego domem; posiłek kazał sobie podawać na srebrnych naczyniach, tak jak gdyby był hrabią flandryjskim; chodził w szkarłacieszkarłacie [...], jeździł wierzchem po książęcemu, przed sobą kazał zaś nosić rozwinięte proporczyki ze swym herbem, na którym widniał soból i trzy kapelusze. [...] Wszystkie wyższe formy mieszczańskiego życia nowych czasów opierają się na naśladowaniu form szlacheckich.
Źródło: Johan Huizinga, Jesień średniowiecza, tłum. T. Brzostowski, Warszawa 1992, s. 120–121.
Audiobook
Pieśń o Rolandzie
CLXXIV
Roland czuje, że śmierć go bierze całego: z głowy zstępuje do serca. Biegnie rycerz pędem na szczyt góry, położył się na zielonej murawie, twarzą do ziemi. Pod siebie kładzie swój miecz i róg. Obrócił głowę ku zgrai pogan; tak czyni, chcąc, aby Karol powiedział i wszyscy jego ludzie, że umarł jako zwycięzca i jako zacny hrabia. Raz po raz słabnącą ręką uderza się w piersi. Za grzechy swoje wyciąga ku niebu swoją rękawicę.
CLXXV
Roland czuje, że dobiegł już kresu. Leży na stromym pagórku twarzą ku Hiszpanii. Jedną ręką bije się w pierś: „Boże, przez twoją łaskę, mea culpa; za moje grzechy, wielkie i małe, jakie popełniłem od godziny urodzenia aż do dnia, w którym oto poległem!”. Wyciągnął do Boga prawą rękawicę. Aniołowie z nieba zstępują ku niemu.
CLXXVI
Hrabia Roland leży pod sosną. Ku Hiszpanii obrócił twarz. Wiele rzeczy przychodzi mu na pamięć: tyle ziem, które zdobył dzielny rycerz, i słodka Francja, i krewniacy, i Karol Wielki, jego pan, który go wychował. Płacze i wzdycha, nie może się wstrzymać. Ale nie chce przepomnieć siebie samego; bije się w piersi i prosi Boga o przebaczenie: „Prawdziwy Ojcze, któryś nigdy nie skłamał, ty, któryś przywołał świętego Łazarza spośród umarłych, ty, któryś ocalił Daniela spomiędzy lwów, ocal moją duszę od wszystkich niebezpieczeństw za grzechy, którem popełnił w życiu!”. Ofiarował Bogu swą prawą rękawicę, święty Gabriel wziął ją z jego dłoni. Opuścił głowę na ramię; doszedł ze złożonymi rękami swego końca. Bóg zsyła mu swego anioła Cherubina i świętego Michała Opiekuna; z nimi przyszedł i święty Gabriel. Niosą duszę hrabiego do raju.
CLXXVII
Roland umarł; Bóg ma jego duszę w niebie. Cesarz przybywa do Ronsewal. Nie masz drogi ani ścieżki, ani sążnia, ani stopy wolnej ziemi, gdzie by nie leżał poganin albo Francuz. Karol woła: „Gdzie jesteś, miły siostrzanie? Gdzie arcybiskup? gdzie hrabia Oliwier? Gdzie Geryn i Gerier, jego towarzysz? Gdzie Oton i hrabia Beranżyr? Iwon i Iwar, których tak kochałem? Co się stało z Engelierem Gaskończykiem? z diukiem Samsonem? a z dzielnym Anzeisem? Gdzie jest stary Gerard z Rusylonu? Gdzie dwunastu parów, których mu zostawiłem?”. Na co mu się zda wołać, kiedy żaden nie odpowiada? „Boże! — rzecze król — wielce trzeba mi rozpaczać! Czemuż nie byłem na początku bitwy?”. Szarpie brodę jak człowiek zdjęty niepokojem; baronowie, rycerze płaczą; dwadzieścia ich tysięcy tarza się po ziemi. Książę Naim czuje wielką litość.
CLXXVIII
Nie ma rycerza ani barona, który by rzewnie nie płakał z żalu. Płaczą swoich synów, swoich braci, swoich bratanków i swoich przyjaciół, i swoich wasalów; wielu leży omdlałych na ziemi. Diuk Naim roztropnie postąpił, gdy pierwszy rzekł do cesarza: „Patrz naprzód, o dwie mile przed nami; ujrzysz kurz na gościńcach, tyle jest na nim saraceńskich wojów. Na koń, królu! pomścijcie tę boleść!”. „Ha! Boże — rzecze Karol — już są tak daleko! Poradźcie mi wedle prawa i czci. Toż oni sam kwiat słodkiej Francji mi wydarli”. Wołał Otona i Gebwina, Tedbalta rejmskiego i hrabiego Milona: „Strzeżcie pola bitwy, po górach po dolinach. Zostawcie umarłych, niech leżą, jak są. Niech żadne dzikie zwierzę ani lew ich nie rusza! Niech ich nie ruszy żaden koniuszy ani giermek! Niech nikt nie ruszy, rozkazuję, dopóki Bóg nie pozwoli nam wrócić na to pole!”. A oni odpowiadają z miłością, ze słodyczą: „Prawy cesarzu, drogi nasz panie, tak uczynimy!”. Zatrzymali przy sobie tysiąc rycerzy.
CLXXIX
Cesarz każe trąbić w surmy; jedzie waleczny cesarz ze swym wielkim wojskiem. Dopadli Hiszpanów z tyłu, gonią ich z jednakim męstwem, wszyscy naraz. Kiedy cesarz widzi, że ma się ku zmierzchowi, zsiada z konia na zieloną murawę na łące, kładzie się na ziemi i prosi Boga, aby dla niego zatrzymał słońce, iżby się noc spóźniła, a iżby dzień trwał. Wówczas przychodzi doń anioł, ten, który zwyczajnie z nim gada. Szybko daje mu ten rozkaz: „Karolu, jedź; jasny dzień będzie ci przyświecał. Postradałeś kwiat Francji, Bóg to wie. Możesz się zemścić na tym pieskim nasieniu”. Rzekł, a cesarz dosiada konia.
CLXXX
Dla Karola Wielkiego Bóg zrobił wielki cud: słońce zatrzymuje się nieruchomo. Poganie uciekają, Frankowie ścigają ich chwacko. W Cienistej Dolinie dopadają ich, prą żywo ku Saragossie, zabijają ich, waląc ze szczerego serca. Odcięli ich od gościńca i od dróg co szerszych. Ebro jest przed nimi; woda jest głęboka, straszna, nagła; nie masz łodzi ani galaru, ani czółna. Poganie modlą się do swego Boga, Terwaganta, po czym rzucają się w wodę; ale nikt ich nie ocali. Ci, którzy noszą hełm i kolczugę, są najciężsi; tonie ich bez liku; inni spływają w dół, najszczęśliwsi napili się tęgo. Wszyscy wreszcie topią się z wielkim lamentem. Francuzi krzyczą: „Na swoje nieszczęście ujrzeliście Rolanda!”.
Zapoznaj się z treścią audiobooka i wyjaśnij, czy Rolanda można nazwać – w godzinie jego śmierci – szczęśliwym.
Na podstawie treści audiobooka wyjaśnij, który z warunków średniowiecznego szczęścia zostaje zachowany w przypadku życia Rolanda.
Na podstawie fragmentu pracy Johana Huizingi wyjaśnij, z jakich powodów szczęście uznawano w średniowieczu za dużą wartość.
Jesień średniowieczaZewnętrzne formy przypadków ludzkiego życia rysowały się ostrzej niż dziś. Dystans między cierpieniem i radością, między nieszczęściem i szczęściem wydawał się wówczas o wiele większy; wszystkie przeżycia miały wtedy ten stopień żywiołowości i wyłączności, jakie dziś radość i cierpienie osiągają jeszcze tyko w umyśle dziecka. Każde zdarzenie, każdy czyn ujmowany był w określone i wyraziste formy, zdominowany przez podniosłość rygorystycznie utrwalonego stylu życia.
Źródło: Johan Huizinga, Jesień średniowiecza, tłum. T. Brzostowski, Warszawa 1992, s. 374.