Egzystencjalizm
Najważniejsze dzieła1
Człowiek
Głównym argumentem Sartre’a przeciwko Bogu jest wolność ludzka. Wolność ta, która przybiera u francuskiego filozofa kształt absolutnej autonomii, jest wyrazem oddzielenia świadomości ludzkiej („bytu‑dla‑siebie”) od faktyczności świata („bytu‑w-sobie”). Bycie człowieka polega bowiem na czymś całkowicie innym niż istnienie rzeczy. Spróbujmy wyjaśnić, na czym polega to rozróżnienie. Otóż byt‑w-sobie charakteryzuje się pełnią swej tożsamości, pełnią samowystarczalną, która ukazuje, że rzecz będąca po prostu tym, czym jest, wypełnia siebie, jest w sobie zamknięta i w stosunku do siebie nie może wytworzyć jakiegokolwiek relacji. Tymczasem byt‑dla‑siebie cechuje się brakiem tożsamości – jego ontologiczną strukturą jest niepełność; człowiek jest bowiem drogą do przebycia, jest zadaniem i projektem, „jest tym, czym nie jest, i nie jest tym, czym jest”.
Mamy więc u Sartre’a ontologiczny dualizm. Świadomość i świat to dwa odrębne byty. W tej sytuacji człowiek jest oddzielony od zewnętrznej rzeczywistości, jest niezależny i autonomiczny, podlega jedynie sobie. Wolność staje się zatem prawdziwym imieniem człowieka. Tu właśnie tkwi zasadniczy powód, dla którego Bóg jest niemożliwy. Według Sartre’a pojęcie ludzkiej wolności i pojęcie Boga wzajemnie się wykluczają: nie może istnieć Bóg Stwórca, który konstytuuje całą (również ludzką) rzeczywistość, oraz człowiek, który w swej wolności podlega jedynie samemu sobie. Pogląd ten znajduje swe ugruntowanie w klasycznym pojmowaniu Boga: jest on „najwyższym rzemieślnikiem”, który tworzy rzeczywistość zgodnie ze swą pierwotną ideą. To, co stworzone, jest czystą faktycznością, bytem pełnym i gotowym, który bezsilnie spoczywa sam w sobie. Człowiek jest zaś projektem, który nie daje się zdefiniować poprzez kategorie bytu‑w-sobie.
Czy takiemu sposobowi rozumowania można postawić jakiś zarzut? Zdaje się, że tak. Sartre zakłada, że boska przyczynowość jest wyłącznie tego rodzaju, że jej skutkiem jest rzecz. Można jednak równie dobrze wyobrazić sobie przyczynowość innego rodzaju, która nie neguje ludzkiej wolności – jest to „przyczynowość miłości”. Nie stanowi ona siły determinującej, lecz przychylność wobec drugiego.
Kolejny argument Sartre’a przeciwko Bogu ma swoje źródło w pytaniu o to, kim jest drugi. Kiedy Sartre zadaje pytanie o to, kim jest drugi, odpowiada następująco: doświadczać drugiego to doświadczać jego spojrzenia, a to znaczy: doświadczać bycia‑oglądanym. Co to jednak znaczy być‑oglądanym? To znaczy: być uprzedmiotowionym. Spojrzenie drugiego czyni ze mnie nieruchomą rzecz‑w-świecie. Pod spojrzeniem drugiego tracę bowiem to, kim jestem, a więc projektowy charakter bycia, wolność i transcendencję.

Wątpliwość wobec drugiego argumentu jest analogiczna do wątpliwości wobec argumentu pierwszego. Bóg pojmowany jest tutaj bardzo jednostronnie. Spojrzenie drugiego jest dla Sartre’a spojrzeniem nienawistnym, które ogołaca z podmiotowości. Jeśli więc człowiek chce zachować swą wolność, musi odrzucić Boga. Można jednak zapytać retorycznie: czy spojrzenie drugiego musi być spojrzeniem nienawistnym?
Analizując dalej poglądy francuskiego filozofa, trzeba powiedzieć, że Bóg jest dla niego przede wszystkim pojęciem wewnętrznie sprzecznym. Bóg, o którym mówi religia, jest bytem samowystarczalnym, który nie potrzebuje niczego, by być tym, czym jest. Bóg to pełnia bytu, to byt‑w-sobie. Jednocześnie Bóg jest świadomością, a zatem jest, według terminologii Sartre’a, bytem‑dla‑siebie. A przecież te dwa rodzaje bytu są czymś zupełnie sobie obcym. Niemożliwe jest współistnienie tego, co samowystarczalne, i tego, co niesamowystarczalne, czystej pozytywności i czystej negatywności.
Wnioski, do jakich dochodzi Sartre, wypływają z jego wcześniejszych założeń o dwóch zasadniczo odmiennych i do siebie niesprowadzalnych sposobach bytowania. To założenie można jednak podważać, co czyni William A. Luijpen, pisząc:
Fenomenologia egzystencjalna(…) nie istnieje świadomość zamknięta w sobie z przynależnymi jej znaczeniami. Bycie świadomym jest sposobem istnienia, byciem‑w-świecie. Po drugie, nie ma czegoś takiego, jak surowa rzeczywistość. Są istniejące podmioty i wiele ludzkich światów. Sprzeczność pojęcia Boga, o której mówi Sartre, jest zatem rezultatem oczywistego odstępstwa od fundamentalnej zasady myślenia fenomenologicznego – mianowicie od zasady wzajemnej zależności podmiotu i przedmiotu.
Źródło: Wilhelmus Antonius Luijpen, Fenomenologia egzystencjalna, tłum. B. Chwedeńczuk, Warszawa 1972, s. 38.
Wolność i odpowiedzialność
Według myśli Jean‑Paula Sartre’a jesteśmy „skazani na wolność”. Nikt i nic nie determinuje naszych działań. Uświadamiając sobie brak metafizycznej sankcji za nasze czyny – brak wiecznej kary za nasze działania w życiu – uzyskujemy wolność absolutną. Nikt nie rozliczy nas z życia. Mamy je tylko jedno i kończy się ono wraz ze śmiercią. Dlatego wszystko, co czynimy – jest nieodwracalne. Nie ma miłosiernego Boga, nie ma usprawiedliwienia. Cokolwiek uczyniliśmy, wzięliśmy na siebie za to odpowiedzialność. Ale nie pozostaje ona tylko naszym osobistym, ukrytym obciążeniem. Każda decyzja dokonuje się na oczach świata. Podejmując decyzje, podejmujemy je przed całym światem, bo cały świat może na nas patrzeć i zawsze istniejemy wobec innych, w relacjach z innymi, na oczach innych. Pisał Sartre:
Byt i nicośćCzłowiek, jako że jest skazany na wolność, dźwiga na swoich barkach ciężar całego świata; jest odpowiedzialny za świat i za samego siebie, za siebie jako modus bytu. Słowa „odpowiedzialność” używamy w znaczeniu potocznym: chodzi o „świadomość bycia w sposób bezsporny sprawcą jakiegoś wydarzenia albo przedmiotu”. W tym sensie odpowiedzialność bytu‑dla‑siebie [człowieka jako świadomego podmiotu działania] jest czymś przytłaczającym, albowiem on właśnie jest tym, dzięki któremu to, że świat jest, dochodzi do skutku, a ponieważ on również jest tym, który urzeczywistnia swój byt, to każdą sytuację, w jakiej miałby się znaleźć, musi wziąć na siebie bez reszty, razem z własnym współczynnikiem sprzeciwu, choćby nie do udźwignięcia; musi ją podjąć z dumnym poczuciem, że jest sprawcą, ponieważ największe trudności czy największe niebezpieczeństwa, które zagrażają mojej osobie, mają sens jedynie na mocy mojej projekcji; ukazują się one dopiero na tle zaangażowania, którym jestem. Nie ma przeto sensu uskarżać się, albowiem żadna rzecz obca nie decyduje o tym, co odczuwamy, co przeżywamy lub czym jesteśmy. Bezwzględna odpowiedzialność nie jest afirmacją czegoś zewnętrznego; jest zwykłym wymogiem logicznym, wypływającym z naszej wolności. Cokolwiek mnie spotyka, spotyka mnie dzięki mnie samemu […]. Zresztą wszystko, co mnie spotyka, jest moje; znaczy to, że jako człowiek pozostaję zawsze na wysokości tego, co ze mną się dzieje, ponieważ to, co spotyka człowieka od innych ludzi i od niego samego, musi być ludzkie. Najstraszliwsze okoliczności wojenne, najgorsze tortury nie stwarzają sytuacji nieludzkich; sytuacja nieludzka nie istnieje, jedynie przez strach, ucieczkę i zabiegi magiczne postanawiam, że coś jest nieludzkie; jednakże sama ta decyzja jest ludzka i ponoszę za nią całkowitą odpowiedzialność. Sytuacja wszakże jest moja i z tego również powodu, że jest ona odbiciem mego swobodnego wyboru samego siebie i wszystko to, co mi ona przynosi, jest moje, jako że wszystko to właśnie mnie reprezentuje i symbolizuje. Czyż to nie ja, podejmując decyzję co do samego siebie, decyduję zarazem o współczynniku oporu rzeczy, włączając nawet to, co w nich jest nie do przewidzenia? Tak więc, nie ma w życiu zdarzeń przypadkowych […].
Źródło: Jean-Paul Sartre, Byt i nicość. Cytat za: Barbara Markiewicz, Filozofia dla szkoły średniej. Wybór tekstów, Warszawa 1988, s. 446.
Która z odpowiedzi jest poprawna?
Ja i inni
Sartre wykazuje, że ludzka podmiotowa tożsamość jest związana z podmiotowością innych ludzi. Według filozofa moja tożsamość jest współtworzona przez innych tak, jak ja współtworzę tożsamość innych. To, kim jesteśmy, w dużej mierze zależy od tego, jak jesteśmy przez innych postrzegani, a właściwie nie ma nas innych od tych, którymi jesteśmy w oczach innych. Nie istniejemy bez innych, bo to oni konstytuują nas takimi, jakimi jesteśmy. Nasza egzystencja jest zawsze egzystencją wśród innych. Odkrywając siebie, odkrywam innych i rozumiejąc siebie, rozumiem innych. Inni rozumieją mnie zaś tak, jak rozumieją samych siebie. Dlatego jestem odpowiedzialny za siebie przed innymi, bo to oni ostatecznie nadadzą mi tożsamość na podstawie moich działań. Jestem od nich zależny tak, jak oni ode mnie. To, kim jestem, zależy więc tyleż od tego, jak postępuję, co od tego, jaki to postępowanie ma wpływ na innych, a zatem na postrzeganie mnie przez nich. Dlatego jesteśmy z innymi nierozerwalnie związani – jesteśmy odbiciem w ich oczach – odbiciem naszych pragnień, ambicji, działań, czynów. Nie ma innych konsekwencji naszych czynów poza tymi, które odczytają i których doznają inni. Pisał Sartre:
Egzystencjalizm jest humanizmemPodmiotowość, do której dochodzimy w imię prawdy, nie jest podmiotowością ściśle jednostkową, gdyż wykazaliśmy, że w cogito odkrywamy nie tylko samych siebie, ale również innych. Przez „myślę” – wbrew filozofii Descartesa czy Kanta – osiągamy samych siebie wobec innych, a ci inni są tak samo pewnikami dla nas, jak my dla siebie samych. W ten sposób człowiek, który osiąga świadomość siebie samego wprost przez cogito, odkrywa również wszystkich innych ludzi i odkrywa ich jako warunek swego istnienia. Dochodzi do zrozumienia, że może być tylko takim (w znaczeniu, w jakim się mówi, że ktoś jest dowcipny, zły czy zazdrosny), jakim go inni ludzie poznają i uznają. Aby mógł znaleźć jakąkolwiek prawdę o sobie, konieczne jest, by przeszedł przez pojęcie drugiego człowieka. Drugi człowiek jest nieodzowny tak dla mego istnienia, jak i dla mego poznania siebie samego. W tej sytuacji odkrycie mego własnego wnętrza odkrywa mi jednocześnie wnętrze innego człowieka, który jest wolnością postawioną wobec mnie, wolnością, której myśl i wola może mnie bądź aprobować, bądź mi się przeciwstawiać. Odkrywamy oto w ten sposób świat, który nazwiemy intersubiektywnością, a w tym świecie człowiek decyduje sam, czym jest on i czym są inni.
Źródło: Jean-Paul Sartre, Egzystencjalizm jest humanizmem, tłum. A. Rudzińska. Cytat za: Barbara Markiewicz, Filozofia dla szkoły średniej. Wybór tekstów, Warszawa 1988, s. 443–444.
Słownik
człowiek; byt‑dla‑siebie nie posiada określonej tożsamości, jest projektem, planem, drogą do przebycia
rzecz, przedmiot, który jest tym, czym jest, charakteryzuje się pełnią swej tożsamości i somowystarczalnością; przeciwieństwo bytu‑dla‑siebie
(łac. dualis – dotyczący dwóch, podwójny) doktryna filozoficzna mówiąca, że rzeczywistość składa się z dwóch niesprowadzalnych do siebie zasad (np. dwa rodzaje bytu, dwie substancje)
(łac. essentia – istota) istota (natura) rzeczy; zbiór cech, które sprawiają, że określony byt jest tym, czym jest, które przesądzają o jego tożsamości