Jest taki obraz. Na zachodniej ścianie Kaplicy Sykstyńskiej, na wprost wejścia, znajduje się fresk. Ogromny, wykonany przez Michała Anioła na zlecenie papieża Pawła III. To ostatnie dzieło Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej, które wygląda jak ogromny, rozpięty nad ołtarzową ścianą Kaplicy obraz panoramiczny, kinowy wręcz, bo mamy wrażenie, że wszystkie te postacie, ktoś kiedy się policzył, jest ponad 400, że one wszystkie ruszają się, skręcają się, cyrkulują w tych obręczach wokół Chrystusa. To niezwykle sugestywne dzieło, bardzo dalekie od tego, co namalował kilkadziesiąt lat wcześniej Michał Anioł na sklepieniu. Sklepienie Kaplicy Sykstyńskiej na zamówienie papieża Juliusza II powstawało pomiędzy 1508 a 12 rokiem. Tutaj natomiast mamy do czynienia z zamówieniem Klemensa VII z 1535 roku, aczkolwiek Klemens VII zobaczył tylko kartony do tego fresku, bowiem zmarł i sfinansował to dzieło kolejny papież Paweł III. Kaplica Sykstyńska jest jednym z miejsc, które się obezwładnia, kiedy ma się o nim mówić, bo nie wiadomo o czym najpierw, o czym później i w ogóle, co pominąć, a co poruszyć. To miejsce ufundował, całą kaplicę architektonicznie ufundował Sykstus IV. Od jego imienia pochodzi nazwa tej kaplicy. Za czasów tego papieża, Sykstusa IV, pojawiły się pierwsze freskowe dekoracje. W 1481 roku do Rzymu przyjechała z Florencji grupa znakomitych malarzy fresków, którzy wymalowali fryz okalający kaplicę. To jest pierwsze piętro malowideł, które w kaplicy się znajdują. My dzisiaj nazywamy te freski Starą Sykstyną. Ta Stara Sykstyna była malowana m.in. przez Perugina, przez Botticellego, Ghirlandaia, Rossellego, przez znakomitych malarzy florenckich, z których Ghirlandaio, Domenico Ghirlandaio był nauczycielem Michała Anioła i to od niego Michał Anioł nauczył się techniki malowania fresku, bo w jego warsztacie we Florencji przez parę lat przebywał. Te sceny malowane przez artystów florenckich przedstawiały antytetycznie sceny z Nowego i Starego Testamentu. Po jednej stronie znajdowały się sceny z życia Mojżesza, po drugiej stronie sceny z życia Chrystusa. Były one malowane w fryzie okalającym całą kaplicę, również w tym miejscu, w którym obecnie oglądamy Stąd Ostateczny. Były tam dwie sceny malowane przez Perugina, jak też kolejne piętro namalowane również przez artystów florenckich, przedstawiające papieży. Pod fresk Michała Anioła, pod ten fresk ze sceną Sądu Ostatecznego, zostały zamurowane okna w kaplicy, dobudowana taka jakby skośna ściana, lekko skośna po to, żeby kurz nie osiadał na górze i pokryta na nowotynkiem. I w związku z tym zostały zniszczone te dwie kwatery Perugina, cykl papieży, ale też lunety, które namalował sam Michał Anioł, już wcześniej malując sklepienie Sykstyny. Ale scena ta ze Sądem Ostatecznym znakomicie wpisuje się, jest klamrą tych wszystkich poprzednich przedstawień, bowiem artyści florenccy namalowali sceny z Mojżeszem i Chrystusem, antytetycznie. Michał Anioł w sklepieniu namalował cykl stworzenia świata, stworzenia człowieka również, a scena Sądu Ostatecznego jest paruzją Chrystusa, jest ponownym przyjściem Chrystusa na świat. Przyjściem Chrystusa, sędziego, a zarazem przyjściem po to, by zapanowało na ziemi królestwo Boże. Jest końcem świata tak naprawdę. Zamknięciem dziejów. I to jest niezwykła klamra w tym bogatym, skomplikowanym, ikonograficznie programie całej Kaplicy Sykstyńskiej. To rzeczywiście fresk zupełnie niezwykły. Wspomniałam na początku, że to wielki, panoramiczny ekran z kłębiącymi się ludźmi. Tymczasem, kiedy przypatrujemy się tej kompozycji, ona wyjawia swoją niezwykłą logikę. Postacią centralną jest Chrystus. Chrystus, sędzia. Tak, postacią centralną jest Chrystus. Chrystus, sędzia. Groźny. Nie taki, jakiego znamy z innych sądów ostatecznych. Mówiliśmy kiedyś o Sądzie Ostatecznym Memlinga, wspominaliśmy o Sądzie Rogiera van der Weydena. Tam, w tych wcześniejszych obrazach i w tej wcześniejszej ikonografii, to właściwie Bóg Ojciec jest sędzią sprawiedliwym, ale groźnym i jakby obserwatorem. Natomiast tutaj mamy Chrystusa, apokaliptycznego Chrystusa, Dies Irae, tego starotestamentowego Dies Irae. To jest jakby połączenie Starego i Nowego Testamentu. Tutaj mamy zarówno paruzję apokaliptyczną, jak i ten Dies Irae starotestamentowy. To tym bardziej spaja ten fresk z programem Kaplicy Sykstyńskiej, który w ogóle był zespoleniem Starego i Nowego Testamentu, a nawet jeszcze czasów przed Chrystusem. Charakterystycznym gestem ręki rzuca gniew Boży. W dodatku uroda tutaj przedstawionego Chrystusa też jest wyjątkowa. To jest uroda apolińska, to jest uroda herosa antycznego. Młodzieniec zupełnie jak z malowideł heleńskich. Tak. I towarzyszy mu Maria, Matka Boska. Po prawicy. I otoczony jest Chrystus i Maria takim pierwszym kręgiem świętych. W tym pierwszym kręgu świętych najbardziej zaznaczeni są święty Wawrzyniec i Bartłomiej, bowiem to oni obok Najświętszej Marii Panny byli patronami Kaplicy Sykstyńskiej. Więc oni są jakby u stóp Chrystusa i Marii, ale zaraz blisko, w tym najbliższym kręgu widzimy innych świętych, świętego Jana Chrzciciela, świętego Piotra, Pawła, Andrzeja. Wszyscy oni są łatwo rozpoznawalni, bowiem noszą atrybuty, narzędzia swojej najczęściej męczeńskiej śmierci. I to jest ten pierwszy krąg. W drugim jakby kręgu otaczającym Chrystusa mamy po lewej stronie kobiety, święte dziewice, święte męczenniczki, błogosławione, a po drugiej stronie kolejny krąg świętych, też błogosławionych patriarchów. Tam jest między innymi bardzo piękne przedstawienie świętego Sebastiana. Potem w lunetach ponad tym kręgiem przedstawione są anioły trzymające narzędzia męki Chrystusa, męki pańskiej, krzyż, koronę cierniową po jednej stronie nad kobietami i kolumny z biczowania z drugiej. Kolejną ważną sceną, kolejnym ważnym momentem tego fresku to jest takie znowu kłębowisko aniołów jakby symetrycznie pod Chrystusem i Marią. To są aniołowie apokaliptyczni. Z trąbami, ale bez skrzydeł. Bez skrzydeł, którzy budzą zmartwychwstałych. To są aniołowie apokalipsy, którzy budzą zmarłych do sądu ostatecznego, na sąd ostateczny, a jednocześnie pokazują im księgi z dobrymi i złymi uczynkami, które są już zapisane. Dziwne te anioły, muskularne, takie atletyczne. Tak jak Chrystus. To są też aniołowie antyczni. I oni ukazują tym zmartwychwstałym po lewej stronie księgę dobrych uczynków, bo po lewej stronie mamy tych dobrych, którzy też w takim wirze wędrują ku niebu, a po drugiej stronie mam anioła ukazującego księgę złych uczynków, grzechów i grupę grzeszników przewożonych przez Harona do piekła. I to jest jakby ta sfera upadły. Właśnie. Ten demon to Haron. Widzimy też Minosa. Z otoczonego wężami. Otoczonego wężami, poznajonego po uszach. Jak anegdota mówi, był to Biagio da Cesena, osobisty wróg Michała Anioła. Bardzo ważna postać na dworze papieskim, która na pytanie papieża o ten fresk powiedział, że za dużo tu na gości.I kazał przemalować ten fresk, a nawet zamalować. Na co Paweł III się nie zgodził, a ta złośliwość bardzo osobiście przez Michała Anioła jak widać przyjęta, ta krytyka została przez niego strącona do piekła. Zresztą bardzo sprytny był to manewr, bo zachowały się słowa papieża, który odpowiedział podobno swojemu właśnie mistrzowi ceremonii, który tak protestował, że na Malowidle nie jest nagość. Powiedział podobno, ja mam władzę na ziemi, mógłbym wiele załatwić i w niebie, ale wpływy moje piekieł nie sięgają, przeto nie mogę się z nich wybawić. Scena przedstawiająca Biagio da Cesena jako Minosa, otoczonego wężami, nie jest jedyną okrutną sceną i aluzją do współczesności, jaką Michał Anioł zawarł w tym fresku. Mamy jeszcze jedną, a właściwie mieliśmy jeszcze jedną scenę, która została zamalowana przez Daniele da Volterra, tego malarza, który po Soborze, czy w trakcie Soboru Trydenckiego, na polecenie papieża, już Pawła IV, został poproszony o domalowanie prizonów, taki przepasek ukrywających nagość świętych. Stąd też złośliwie nazwano go majtkarzem. Tak, dostał taki przydomek. Zresztą Daniele da Volterra, jeden przecież z ciekawszych uczniów Michała Anioła, z pewnością nie był szczęśliwy, kiedy musiał to robić. I ten przydomek bragetone, majtkarz, nie był niczym pochlebnym. Daniele da Volterra spełnił polecenie papieża, tak jak Michał Anioł spełniał polecenia papieskie. Artyści nie mieli możliwości wywinięcia się z rąk tak wpływowych mecenasów. Zrobił to chyba w miarę przyzwoicie, starając się nie ingerować za bardzo w dzieło mistrza, ale musiał wykonać jedną rzecz, mianowicie zdrapać i przemalować dwie postacie, które były wręcz obsceniczną aluzją do zachowań współczesnych. Tam była scena kopulacji pomiędzy Biaggio a świętą Katarzyną, która była naga. Trzeba było domalować szaty świętej Katarzynie i jakoś tak zupełnie przemalować Biaggia, żeby nie był rozpoznawalny. Złośliwość Michała Anioła była ogromna. Tę nieprzyzwoitość łatwo było zakryć, co zrobił Daniele da Volterra w 1564 roku. Już na szczęście po śmierci Michała Anioła, który umarł rok wcześniej i tej ingerencji nie widział. Helleńskości zakryć się nie dało. Bo trzeba byłoby jak Jowisz, gromowładny, trzeba byłoby zeskrobać, czy zamalować, czy zniszczyć cały fresk. Zresztą nie pamiętam już, który papież, ale właśnie chyba Paweł III powiedział o tym obrazie, m.in. na zarzuty Biagio da Cesena, że to jest teologia ciała. W tym obrazie, w tym ogromnym przedstawieniu dokonuje się nie tylko teologia chrześcijańska, nie tylko jest to niezwykle ważna scena w kaplicy sykstyńskiej i w ikonografii chrześcijańskiej, ale że mamy tutaj do czynienia z teologią ciała. Papież doceniał jednak ten wybuch hellenizmu, który nie był traktowany zresztą przez wykształconych ówczesnych ludzi jako pogaństwo, bo połączenie antyku z wątkami biblijnymi, połączenie świata przed łaską i po łasce było jednym z kluczowych postulatów, tez filozofii neoplatońskiej. Dla wykształconych ludzi ówczesnych połączenie wątków antycznych i chrześcijańskich stanowiło pełni tej epoki i wyrażało jakby filozofię neoplatońską. Strącenie w piekło byłoby więc strąceniem z porządku w chaos i w tym sensie harmonia zostałaby na wieczność dla potępionych rozbita czy zakazana. Mówi się, że Buonarroti lubił gdzieś umieścić swoją podobiznę. Tu dopatrują się rozmaici historycy autoportretu na tej skórze, którą trzyma św. Bartłomiej. Tak, ona jest zniekształcona, skóra jest zdjęta z ciała, w związku z tym jest zniekształcona, przedstawiona jest jakby w anamorfozie, w takim perspektywicznym zniekształceniu. Skórę trzyma św. Bartłomiej i to jest też ciekawe. Michał Anioł w momencie, kiedy malował ten fresk, pod koniec swojego życia był żarliwym katolikiem. Można by nawet zaryzykować stwierdzenie, że był dewotą. I tutaj mamy do czynienia z takim momentem, kiedy Bartłomiej trzyma taką skórę nad grupą aniołów apokaliptycznych i gdzie ta skóra spadnie? Czy ona spadnie do piekła, czy ona spadnie do tego kręgu, który wznosi się ku niebu, prawda? Tu się też ważą losy samego Michała Anioła. To jest niezwykłe umieszczenie swojego autoportretu, bo to nie jest tylko zapisanie swojej podobizny, zresztą jakaś tu podobizna, skoro to jest tak zniekształcone i trudno się nawet jej dopatrzeć, ale tu jest jakby też umieszczenie siebie w tym planie. Zamieszczenie siebie w planie, tak, Boże. Znakomita konserwacja, która miała miejsce kilkanaście już lat temu, odsłoniła te freski z brudu, kurzu, tłuszczu, ze świec, z parafiny, ze wszystkiego tego, co się tam nagromadziło. Ale ten brud był w pewnym sensie ochroną dla tych fresków. Teraz tej powłoki nie ma. Freski narażone na niebywałe niebezpieczeństwo związane z kurzem i pyłem, które ludzie wnoszą na swoich nogach, na butach, ale też z oddechem. 20 tysięcy ludzi dziennie oddychających tworzy tak nieprawdopodobną ilość pary wodnej, która skrapla się na tych freskach, że tworzy się realne niebezpieczeństwo, że one niedługo znikną, tak jak zniknęły malowidła ścienne w Lascaux, po tym jak przychodziły wycieczki masowo i zaburzyły ten przecież kilkanaście tysięcy lat trwający mikroklimat, który się tam utrzymywał i utrzymywał te freski w znakomitym stanie. I jest taki plan, aczkolwiek dyrekcja Muzeum Watykańskich mówi o tym niechętnie, by stworzyć kopię Kaplicy Sykstyńskiej, podobnie jak w Lascaux, do której teraz już nikt nie wchodzi poza konserwatorami i pojedynczymi badaczami. Widzowie oglądają kopię, zresztą znakomite kopię, jeden do jeden fresków w Lascaux. Być może doczekamy czasów, kiedy nie będziemy mogli oglądać fresków Kaplicy Sykstyńskiej w oryginale, bo tym samym je niszczymy. Dwadzieścia tysięcy ludzi dziennie niszczy, kilka milionów rocznie niszczy te freski bezpowrotnie. O sądzie ostatecznym, wspaniałym fresku w Kaplicy Sykstyńskiej, fresku Michała Anioła, mówiła pani doktor Grażyna Bastyk.