Ćwiczenia
Opisz, jakie są twoje pierwsze wrażenia po lekturze.
Scharakteryzuj warunki, w jakich przebywali w więźniowie w łagrze.
Zapoznaj się z mottem otwierającym Inny świat Gustawa Herlinga‑Grudzińskiego. Odnosząc się do konkretnych fragmentów utworu, wskaż po jednym przykładzie z wymienionych przez autora rodzajów inności oraz określ jej wpływ na więźniów łagru.
Inny świat. Zapiski sowieckieTu otwierał się inny, odrębny świat, do niczego niepodobny: tu panowały inne odrębne prawa, inne obyczaje, inne nawyki i odruchy: tu trwał za życia dom, a w nim życie jak nigdzie i ludzie nawykli.
Źródło: Gustaw Herling-Grudziński, Inny świat. Zapiski sowieckie, Kraków 2000, s. 18.
Ustosunkuj się do stwierdzenia Herlinga‑Grudzińskiego:
Inny światPrzekonałem się wielokrotnie, że człowiek jest ludzki w ludzkich warunkach, i uważam za upiorny nonsens naszych czasów próby sądzenia go według uczynków, jakich dopuścił się w warunkach nieludzkich
Źródło: Gustaw Herling-Grudziński, Inny świat, Kraków 2000, s. 205.
Sformułuj dwa argumenty, w których odwołasz się do wybranych tekstów kultury.
Świadectwo ,,Innego świata”[...] W toczonych dyskusjach na temat wspomnień rysują się dwa stanowiska. Jedni twierdzą, że najlepszym dokumentem jest dobra literatura, drudzy preferują suchy kronikarski zapis, pisany językiem maksymalnie sprawozdawczym, opisujący zdarzenia bezstronnie, bez uczuciowego zaangażowania. Chodzi bowiem o fakty, a nie ich interpretacje. Dodają też jeszcze, i nie bez racji, że w literaturze jest coś z profanacji. Jest ona zaborcza, dotyka wszystkiego, nawet tego, co dotknięte może sprawić ból, wiemy dobrze, że powinna podejmować wszystkie trudne sprawy, dawać świadectwo, aby uchronić ludzkie cierpienie od niepamięci, składać im hołd, przez nachylenie się nad nimi. Lecz opisując te trudne sprawy i ludzkie cierpienia przenosi je w inny wymiar. Czuć głód to nie to samo, co czytać o głodzie. Ta niewspółmierność między faktami a ich opisem budzi niekiedy uczucie zażenowania. Po co pisarze odsłaniają to, co ktoś kiedyś przeżywał i być może chciał ukryć przed ludzkim wzrokiem? Po co bezwzględnie traktują owe przeżycia jako materiał poddający się artystycznej próbie? Może właśnie dlatego wielu starych więźniów woli telegraficzne zapisy z najmniejszą ilością słów. Zarzucają zatem książce Herlinga‑Grudzińskiego jej literackość. Faktem jest bowiem, że jej język wznosi się nad poziom czysto informacyjny, że korzysta z wielu bogatych środków wyrazu.
Otóż za tą ,,literackością” można wysunąć liczne argumenty. [...] Jak należy pisać, aby zdarzenia i przeżycia ludzi odległe i obce, wprost niewyobrażalne, uczynić choć częściowo zrozumiałymi? Jak przekazać doświadczenia niedostępne w życiu normalnych społeczeństw, by mógł być pojęty ich rzeczywisty i niemiłosierny sens? Mam głębokie przekonanie, że przeciwnicy kronikarskich zapisów mają słuszność. Czyż można ograniczyć język w jego środkach ekspresji, skoro tylko on może wprowadzić czytelnika w nieznany mu pejzaż? Wybór owych środków będzie zależał od talentu autora. I sądzę także, że w wypadku Herlinga‑Grudzińskiego język literatury mówi nam więcej i lepiej niż suche dokumenty. Jak to kiedyś powiedział Merleau‑Ponty, dokładny zapis faktów robi często wrażenie ubóstwa, mało tego, właśnie mija się z prawdą. Brakuje bowiem owym faktom przedstawionym od zewnątrz ich atmosfery. Nie można poprzez nie dostrzec przeżyć ludzi, ich reakcji, ich rozpaczy. Ginie coś takiego, co Heidegger nazywał nastrojem, a co wypełnia rzeczywistość. Artysta natomiast odpowiednio fakty komponując z innymi, oddając odcieniami słów przeżycia i nastroje, być może nawet przez pewną deformację zdarzeń wydobywa z nich sens głębszy i o wiele bardziej istotny.Źródło: Barbara Skarga, Świadectwo ,,Innego świata”, t. 19, „Kultura Niezależna” 1986, s. 11–12.
Nocne łowyOd strony szpitala szła przez opustoszałą zonę w kierunku baraku kobiecego rosła dziewczyna i gdyby chciała sobie skrócić drogę, aby nie otrzeć się o przeciwległe druty, musiałaby przeciąć na ukos przedni skraj miski. Osiem cieni rozbiegło się bezszelestnie po lewym brzegu wklęśnięcia i rozstawiło więcierz u wylotów poprzecznych ścieżek, tuż za węgłami wygiętych w wachlarz baraków. Dziewczyna szła prosto w jego serce. W ciszy pogrążonego w śnie obozu zaczynały się nocne łowy. Jeszcze nie doszła do zakrętu ścieżki, gdy zza węgła wynurzył się pierwszy cień i zastąpił jej drogę. Dziewczyna drgnęła, zatrzymała się i wydała lekki okrzyk. [...] Zwalili się oboje w zaspę śnieżną dokładnie w chwili, gdy pozostałych siedmiu nadbiegło z dwóch stron na pomoc. Powlekli ją, trzymając za ręce i głowę o rozwianych włosach, w dół wklęśnięcia na zawaloną śniegiem ławkę, która sterczała czarną kreską poręczy w odległości dwudziestu metrów od baraku. [...] Po jakiejś godzinie siedmiu wróciło do baraku. Zaraz potem spostrzegłem przez mojego „judasza” w szybie Kowala, odprowadzającego dziewczynę do baraku kobiecego. Szła wolno, potykając się i zataczając na ścieżce, z głową przekrzywioną na stronę i rękami skrzyżowanymi na piersiach, podtrzymywana w pasie mocnym ramieniem swego towarzysza. [...]
Nazajutrz wieczorem Marusia przyszła do naszego baraku. [...] Usiadła, jak gdyby nigdy nic, na pryczy Kowala plecami do pozostałych „urków” i przytuliwszy się do niego, lekko szeptała mu coś na ucho, całując go ze łzami w oczach w ospowaty policzek i po rękach. [...] W brygadzie tymczasem popsuło się wszystko od owej pamiętnej chwili nocnych łowów. Kowal chodził do pracy półprzytomny i senny, jego pałąkowate nogi uginały się pod ciężarem worków, omijał często kolejki w wagonach i parę razy spadł nawet z kładki na szyny. [...]
Któregoś wieczoru, gdy Marusia, która nie odzywała się do nikogo w naszym baraku, siedziała jak zwykle obok Kowala otoczywszy go w pasie splecionymi ramionami, jeden z „urków” trącił ją lekko w plecy i przemówił do niej parę słów. Dziewczyna rozplotła wolno dłonie, odwróciła głowę i przeszyła go nienawistnym spojrzeniem; nagle poderwała się całym tułowiem do przodu i z błyskiem śmiertelnie ranionego zwierzęcia w oczach splunęła mu prosto w twarz. Oślepiony „urka” cofnął się, obtarł lewym rękawem twarz i rozczapierzywszy dwa palce prawej ręki, odwinął się do ciosu. W tej chwili Kowal runął na niego z pryczy jak jastrząb. Szamotali się chwilę, a gdy ich rozłączono, Kowalowi przyglądało się spode łba siedem wrogich par oczu. Odwrócił się do wtulonej w kąt Marusi, obciągnął na sobie podartą rubaszkę i głosem, od którego cierpła skóra, wycedził przez zaciśnięte zęby: „Kładź się, suko, i rozbieraj, bo uduszę”. Po czym do towarzyszy: „Bieritie, bratcy”. [...] Kowal nie ruszył się z miejsca, gdy wychodząc z baraku, spojrzała nań raz jeszcze wzrokiem przepełnionym bezgraniczną i podeptaną miłością.
Po trzech dniach Marusia odeszła od nas na własną prośbę z etapem więźniów do Ostrownoje, a wśród ośmiu „urków” w brygadzie zapanowało na powrót braterstwo broni, nie zakłócone już do końca mojego pobytu w obozie żadnym szczątkowym uczuciem ludzkim.Źródło: Gustaw Herling-Grudziński, Nocne łowy, [w:] tegoż, Inny świat. Zapiski sowieckie, Kraków 2000, s. 96–97.
Zapoznaj się z umieszczonymi niżej definicjami pojęć: sytuacja graniczna oraz syndrom sztokholmski. Zdecyduj, czy można je odnieść do Marusi, której historię opowiada Herling‑Grudziński. Odwołaj się do konkretnych przykładów z tekstu.
Słownik psychologicznySytuacja graniczna – pojęcie sformułowane przez Karla Jaspersa odnoszące się do skrajnych sytuacji egzystencjalnych; ich świadome przeżycie zdaniem filozofa pozwala na odczytanie szyfrów świata ukrytych w różnych wydarzeniach oraz świadome doświadczanie życia.
Źródło: Ryszard Krupiński, Słownik psychologiczny, Warszawa 2008, s. 112.
Człowiek wśród ludziSyndrom sztokholmski – stan psychiczny polegający na odczuwaniu sympatii i solidarności wobec osoby, która stanowi źródło cierpienia.
Źródło: Bogdan Wojciszke, Człowiek wśród ludzi, Warszawa 2002, s. 47.
Inny światCZĘŚĆ DRUGA
Głód
Z moich obserwacji obozowych wynika, że kobiety znacznie gorzej znoszą głód fizyczny i seksualny niż mężczyźni. Proste prawo życia obozowego głosiło tedy, że łamiąc opierającą się kobietę głodem fizycznym, zaspokaja się jej obie potrzeby naraz. Mówię o tym bez cienia cynizmu. Jeżeli wspominanie tego wszystkiego, co działo się w Europie w czasie ostatniej wojny,
ma mieć w ogóle jakiś sens, to trzeba, abyśmy zapomnieli
na chwilę o zasadach zwykłej moralności, jaką żyli nasi dziadowie i ojcowie w drugiej połowie dziewiętnastego wieku i w pierwszych dziesiątkach lat stulecia, które zdawało się urzeczywistniać na naszych oczach pozytywistyczny mit postępu. Ortodoksyjni marksiści twierdzą, że nie istnieje w ogóle moralność absolutna, gdyż wszystko, co dzieje się z człowiekiem, uwarunkowane jest jego położeniem materialnym. Znaczyłoby
to, że każda epoka, każdy kraj i każda klasa społeczna tworzą swoją własną moralność lub że wszystkie te trzy czynniki razem tworzą coś, co nazywamy niepisanym kodeksem postępowania ludzkiego w danym miejscu na ziemi. Doświadczenia niemieckie i sowieckie potwierdzają do pewnego stopnia to przypuszczenie. Okazało się mianowicie, że dolna granica instynktownej wytrzymałości i przebiegłości ciała ludzkiego, poza którą zwykliśmy dotąd liczyć na moc charakteru lub świadome działanie wartości duchowych, nie istnieje w ogóle; słowem –
że nie ma takiej rzeczy, której by człowiek nie zrobił z głodu i bólu. Ta 'nowa moralność' nie jest już kodeksem uczciwego postępowania ludzkiego, ale kodeksem umiejętnego postępowania z ludźmi, i najeżona dziś wyostrzonymi kłami, tradycją swą sięga jeszcze do ząbkującej dziecinnie Inkwizycji hiszpańskiej. Nie przeoczajmy zbyt pospiesznie tego faktu. Wspólne w obu tych nurtach jest przeświadczenie, że człowiek pozostawiony sam sobie – bez wiary w objawiony system wartości duchowych lub narzucony system wartości materialnych – jest bezkształtną kupą gnoju. Rewolucja genetyczna Łysenki odwróciła pokrewne w gruncie rzeczy tendencje w Kościele katolickim. Tam człowiek ginie w odmętach grzechu i potępienia, jeśli nie spłynie nań światło łaski nadprzyrodzonej, tu może być taki, jakim go uczynią zmienione sztucznie warunki przyrodzone; i tu, i tam jednak jest bezwolnym przedmiotem w czyichś rękach, a od wstępnego sformułowania celu życia ludzkiego na ziemi zależy jedynie, czy na kupie gnoju wyrośnie żądany okaz hodowli biologicznej, czy błogosławiony kwiat duszy ludzkiej. Osobiście nie należę ani do ludzi, którym potworne przeżycia wojenne kazały złożyć akces do 'nowej moralności', ani do ludzi, którzy widzą w nich jeden więcej dowód tego, jak kruchą istotą jest człowiek we władzy Szatana. Przekonałem się wielokrotnie, że człowiek jest ludzki w ludzkich warunkach, i uważam za upiorny nonsens naszych czasów próby sądzenia go według uczynków, jakich dopuścił się w warunkach nieludzkich – tak jakby wodę można było mierzyć ogniem, a ziemię piekłem. Rzecz jednak w tym, że kiedy chcę obiektywnie opisać obóz sowiecki, muszę zstąpić do najgłębszych czeluści piekieł i nie szukać na przekór faktom ludzi tam, gdzie z dna wody letejskiej spoglądają na mnie twarze umarłych i żyjących może jeszcze towarzyszy, przekrzywione drapieżnym grymasem osaczonych zwierząt i szepcące zsiniałymi od głodu i cierpienia wargami: 'Mów całą prawdę, jacyśmy byli, mów, do czego nas doprowadzono'. Na obronę kobiet wypada jednak może dodać,
że moralność obozowa – jak każda zresztą moralność – wytworzyła również swoją własną hipokryzję. I tak na przykład, nikomu by do głowy nie przyszło obwiniać o cokolwiek młodego chłopca, który dla polepszenia swej doli został kochankiem starej lekarki, ale ładna dziewczyna oddająca się z głodu odrażającemu starcowi z 'chleboriezki' była, rzecz prosta, 'bladzią'. Nikt
nie kwestionował jako 'prostytuowania się' dobrego prawa niemal wszystkich brygadierów i techników do comiesięcznego wypłacania się donosami w Trzecim Oddziale, ale kobieta wychodząca za żonę do naczelnika była 'prostytutką', i to najgorszego typu, bo łamiącą solidarność więźniów wobec ludzi wolnych. Było rzeczą naturalną, że nowo przybyły więzień oddawał brygadierowi resztki swego ubrania z wolności,
aby uzyskać pewne względy przy procentowym obliczaniu normy (od którego zależała wysokość racji obozowej) i podziale pracy, ale gorszyło niektórych, gdy uboga dziewczyna, uginająca się
pod ciężarem topora w lesie, oddawała mu pierwszego lub drugiego wieczoru wszystko, co posiadała, czyli własne ciało.
Ta hipokryzja zależała zresztą najczęściej od charakteru przedobozowych powiązań środowiska. Więzień kradnący chleb swemu towarzyszowi zginąłby prawdopodobnie pod razami 'urków', którzy byli na ogół najwyższymi prawodawcami i sędziami w zakresie etyki obozowej; ale wśród Polaków znany był pewien ksiądz, ukrywający swą godność duszpasterską w łachmanach więźnia, który za spowiedź i rozgrzeszenie brał 200 gramów chleba (czyli o 100 gramów mniej niż stary Uzbek wróżący z ręki) i chodził po swojej parafii w aureoli świętości. Gdy się zastanawiam nad przyczynami tego złożonego i trudnego zjawiska, dochodzę do wniosku, że w każdym większym skupisku ludzkim istnieje podświadoma dążność do wleczenia pod pręgierz ,,opinii publicznej' przychwyconych na gorącym uczynku ofiar, aby się tym tanim kosztem nieco samemu wybielić. Kobiety nadawały się do tego znakomicie, bo rzadko miały szansę do kupczenia czym innym poza własnym ciałem, a poza tym przyniosły ze sobą do obozu obciążenie konwencjonalnej obłudy moralnej z wolności, w myśl której każdy mężczyzna biorący kobietę w czasie pierwszych paru godzin flirtu uważany jest zazwyczaj za zabójczego uwodziciela, a każda kobieta oddająca się świeżo poznanemu mężczyźnie uchodzi
za ladacznicę. Dla Rosjan, nawykłych do 'ślubów za pięć rubli' i kopulacji uprawianej na wzór potrzeb fizjologicznych w wychodkach publicznych, nie był to właściwie problem istotny i służył raczej za przedmiot drwin z równouprawnienia kobiet w nowym ustroju, ale więźniowie cudzoziemscy (nie wyłączając komunistów) nieraz załamywali ręce nad 'ogólnym upadkiem obyczajów moralnych w Rosji'. Tak czy owak prawdą jest, że głód najczęściej łamał kobiety, kiedy je zaś raz złamał, nie było już zapory na równi pochyłej, po której staczały się na samo dno upodlenia seksualnego. Niektórym przyświecała w tym nie tylko nadzieja polepszenia swej doli lub znalezienia możnego opiekuna, ale i nadzieja macierzyństwa. Nie należy tego rozumieć zbyt sentymentalnie. Cała rzecz polega na tym, że kobiety ciężarne zwolnione są w obozie od pracy na trzy miesiące przed rozwiązaniem i na sześć miesięcy po urodzeniu dziecka. Sześć miesięcy to był okres przewidziany na odkarmienie dziecka
do stanu, w którym można je było odebrać matce i uwieźć w niewiadomym kierunku. Barak macierzyński w Jercewie pełny był zawsze ciężarnych kobiet, które z wzruszającą powagą popychały przed sobą niewidzialne wózki swych pękatych brzuchów, śpiesząc do kuchni po zupę. O uczuciach natomiast, o prawdziwych uczuciach, trudno jest mówić, gdy się uprawia miłość na oczach współwięźniów lub w najlepszym razie w składzie starych ubrań na przepoconych i śmierdzących łachach obozowych. Po latach zostaje z tego wspomnienie wstrętu, podobne do grzebania się w szlamie opróżnionej sadzawki, głęboka niechęć do siebie i do kobiety, która zdawała się niegdyś tak bliska...Źródło: Gustaw Herling-Grudziński, Inny świat, Kraków 2000, s. 205–209.
Zbierz argumenty do dyskusji: „Rola i funkcja pracy w obozie sowieckim'”. W swojej wypowiedzi zwróć uwagę na to, jak wyglądała praca uwięzionych w łagrze, jaki był cel pracy więźniów, na czym polegała hierarchizacja uwięzionych.
Określ, jakie wartości ocalające umożliwiały Grudzińskiemu przetrwanie w sowieckich obozach pracy. W swojej wypowiedzi uwzględnij także to,
co pozwalało innym więźniom przeżyć w tych trudnych warunkach.
Podaj – na podstawie znajomości całego utworu – jakie były, poza głodem, sposoby upodlania człowieka w obozie sowieckim.
Scharakteryzuj warunki, w jakich przebywali w więźniowie w łagrze.
Określ, jakie wartości ocalające umożliwiały Grudzińskiemu przetrwanie w sowieckich obozach pracy. W swojej wypowiedzi uwzględnij także to,
co pozwalało innym więźniom przeżyć w tych trudnych warunkach.
Rozpoznaj w utworze Herlinga‑Grudzińskiego cechy charakterystyczne
dla literatury pięknej i literatury faktu (dokumentu).
Książka Inny świat jest utworem z pogranicza, co stanowi znamienną cechę literatury XX w. Sformułuj w punktach wnioski dotyczące gatunku i stylu tego dzieła. W swojej wypowiedzi zwróć uwagę na to, dlaczego – na podstawie tego utworu – Grudzińskiego można nazwać dokumentalistą, psychoanalitykiem, eseistą i artystą.