Większość postaci Mrożka skonstruowana została w oparciu o funkcjonujące w świadomości stereotypystereotypystereotypy. Jan Błoński pisze: „Postacie Mrożka nie są naturalnie «charakterami»: minął już czas charakterów, z cudzysłowem lub bez. Co nie znaczy, aby nie miały swoistych cech i nawet umiejętności”Indeks górny 111 Indeks górny koniec111.
Proponując zestawienie typologii, należy stwierdzić, że uczestnicy zdarzeń nie są u Mrożka również postaciami typowymi. Zbudowani zostali bowiem nie w ścisłej zależności od stereotypu, lecz raczej w oparciu o obiegowe mniemanie na temat wizerunku pewnej grupy ludzi, której członkowie są do siebie podobni ze względu na sposób zachowania, właściwości charakterologiczne, podobną percepcję rzeczywistości. Jeśli postacie Mrożka nie są typami bohaterów, jest to wynikiem swoistego pojmowania przez dramaturga funkcji stereotypu jako tworzywa, z którego można ukształtować wizerunek uczestników zdarzeń tak, by do obiegowego, płytkiego, uogólnionego mniemania nawiązał i jednocześnie by wzbogacony został o, zaskakujący często, rys indywidualny niepozwalający na utożsamienie bohatera z danym stereotypem.
[...]
Artyści
Do tej grupy postaci należeć będą bohaterowie, których Mrożek wyraźnie wyróżnia spośród pozostałych. Osoby artystycznie uzdolnione posiadają świadomość własnej odrębności, bądź też środowisko uważa je za jednostki o zupełnie odmiennym spojrzeniu na realia, za nadwrażliwców. Ze względu na poczucie własnej wartości oraz opinię innych bohaterów artyści stanowią bardzo odrębną grupę postaci, choć podział ów jest w wielu przypadkach nie rzeczywistym zróżnicowaniem postaci, lecz wynikiem obiegowej opinii o sposobie percepcji świata przez osoby uzdolnione artystycznie. [...]
RSDARV7KSJUT4
Na zdjęciu widać mężczyznę z podniesionymi do góry dłońmi stojącego na stole. Prawdopodobnie przemawia. Ubrany jest w brązowe sportowe buty, zielone spodnie, czerwoną wyszywaną koszulę, na którą opadają korale oraz kolorowy rozpięty szlafrok. W tle widać niebieską ścianę.
"Tango", reż. Wawrzyniec Kostrzewski, Teatr Polski w Warszawie, 2023. Na zdjęciu: Sławomir Grzymkowski (Stomil). Fot. Karolina Jóźwiak, Archiwum Teatru Polskiego w Warszawie
W galerii artystów zupełnie inną pozycję zajmuje Stomil. Przypomina on postacie witkacowskich bohaterów świata artystycznego. „Ojciec Artura, mąż Eleonory, zaspany, w piżamie, poziewując i drapiąc się. Tęgi, duży, olbrzymia siwa czupryna, tak zwana lwia”Indeks górny 222 Indeks górny koniec222.
Stomil powiada o sobie: „Jestem człowiekiem myślącym głębiej. Jeżeli już mamy dyskutować, to musimy sięgnąć do imponderabiliówimponderabiliaimponderabiliów”Indeks górny 333 Indeks górny koniec333.
Ojciec Artura owładnięty manią prowadzenia szalonych eksperymentów teatralnych stwierdza: „Sztuka nowoczesna! Dajcie mi Boga, a zrobię z niego eksperyment”Indeks górny 444 Indeks górny koniec444.
Jednak, wbrew pozorom, Stomil niewiele ma wspólnego z bohaterami witkacowskimi. Jego eksperymenty nie są już wyrazem buntu przeciw uznanym wartościom, efektem twórczych poszukiwań, stanowią w świecie bezładu nieszkodliwe dziwactwo, które nie jest już w stanie nikogo zbulwersować.
teo Źródło: Jarosław Grządzielski, Typologia bohaterów dramatów Sławomira Mrożka, „Prace Naukowe. Filologia Polska. Historia i Teoria Literatury” 2001, s. 41–44.
1
Źródło: J. Błoński, Mędrek, cham i jednoaktówka, [w:] idem, Romans z tekstem, Kraków 1981, s. 181.
2
Źródło: S. Mrożek, Tango, s. 96.
3
Źródło: S. Mrożek, Tango, s. 97.
4
Źródło: S. Mrożek, Tango, s. 108.
Sztuka i artysta w świecie pozbawionym zasad
Przewrót obyczajowy dokonany przez pokolenie Stomila i Eleonory miał przynieść wolność sztuki i artysty, doprowadził jednak do zaniku prawdziwej twórczości. Sztuka potraktowana przez Stomila jako przejaw antykonformizmuantykonformizmantykonformizmu jest jałowa i nie oddziałuje na odbiorców. W świecie pozbawionym cierpienia i napięć powstanie wielkich dzieł jest niemożliwe. Sztuka odzwierciedla swoją epokę – świat w stanie chaosu najlepiej obrazuje absurdalny eksperyment. Życie w świecie pozbawionym jakichkolwiek zasad doprowadziło do zaniku prawdziwej sztuki, a Stomil i jego eksperyment spotykają się z niezrozumieniem.
antykonformizm
świadome odrzucanie uznanych społecznie norm i wzorców
R1AHH2KCQSOC4
Ilustracja przedstawia ulotkę z programem spektaklu, składającą się z kilku stron. Na górze pierwszej strony widnieją rozrzucone litery różnej wielkości oraz kształty geometryczne, co układa się w napis: Sławomir Mrożek, Tango. Niżej jest następująca treść: Utwór dramatyczny w trzech aktach. Osoby (w kolejności wystąpienia na scenie): Babcia — Barbara Ludwiżanka; Edek — Mieczysław Czechowicz; Wuj Eugeniusz — Wiesław Michnikowski; Eleonora, matka Artura — Halina Kossobudzka; Stomil, jego ojciec — Mieczysław Pawlikowski; Ala — Barbara Sołtysik. Reżyseria: Erwin Axer. Asystent reżysera: Krystyna Sznerr. Scenografia: Ewa Starowieyska. Asystent scenografa: Danuta Kubiak. Dyrektor Teatru: Erwin Axer. Opracowanie graficzne programu: Franciszek Starowieyski. Na kolejnych czterech stronach jest następujący tekst: Tango, czyli o potrzebie ładu i harmonii. Opanuj się! Wstań, żeń się! Załóż rodzinę, myj zęby, jedz widelcem i nożem! Niech świat znów usiądzie prosto i nie garbi się! Zobaczysz, że nam się uda. Sławomir Mrożek. Starsi zwykle gorszą się młodymi. Ich złym zachowaniem, cynicznym brakiem poglądów, niefrasobliwością wobec autorytetu doświadczenia. To leży w naturze rzeczy. Wypada, by wiek przejrzały smucił się niedojrzałością. Jakże ponura by była starość, gdyby jej nie zdobiła pociecha, że wnukowie popsuli i wypaczyli dzieło dziadów. Do natury rzeczy ludzkich podobnie należy sytuacja odwrotna: młodzi gorszą się starymi — martwotą przekonań, od dawna zastąpionych rutyną, nieznośnym zachowaniem, sklerotyczną niefrasobliwością wobec powagi życia. Cóż warta młodość bez maniakalnego poczucia, że na gwałt trzeba przerobić i udoskonalić świat zatrzymany w ruchu przez zdziecinniałych lekkoduchów? Porządek dziadów nie na wiele zda się wnukom — cóż zaś sensownego hałaśliwy wnuk może zaproponować głuchnącym starcom? Jest jeszcze najmniej określona, pośrednia grupa, synowie starców, ojcowie młodziaków: ci udają naraz jednych i drugich, bici są z obu stron, budzą zgorszenie ogólne — i zasłużone. Każdy wiek ma swe cierpienia, ma także satysfakcje i pociechy; w każdym rozmiarze lat ciąży na nas obowiązek dbania o porządek. Niech nikt się nie tłumaczy zbyt bliską lub zbyt odległą datą urodzenia. Sławomir Mrożek napisał utwór dramatyczny właśnie o tym: o potrzebie wewnętrznego — i społecznego — ładu oraz harmonii. O buntowaniu się człowieka w imię nowego (czyli: lepszego) porządku, o zwalczaniu tego, co uważa za pozbawione sensu. Dokładniej zaś rzecz ujmując: o kolejnych fazach buntowania się przeciw martwej formie, o nieustannej, chociaż zmiennej ciągłości ludzkich usiłowań. Rzec by można, patetycznie i staromodnie: wieczna pieść ludzkości. Czasem, oczywiście, dość zgrzytliwa pieśń, podobna nie tyle do sielanki, ile do złych snów chorego na żołądek paranoika. Ale cóż, wiemy dobrze, życie w ogóle nie jest sielanką, Sławomir Mrożek nie jest instruktorem harcerskim, ani żadną osobą z urzędu zajmującą się dziećmi i optymizmem. Sławomir Mrożek, jak zwykle zgorzkniali moraliści, jest osobnikiem ponurym. Nie zmienia to w najmniejszym stopniu wysokiego, pozytywnego celu jego utworu pt. „Tango”. Starzy gorszą się młodymi, młodzi starymi, średniacy biją rekordy niemoralności, na naszych oczach ukazuje autor wielką kompromitację próby przywrócenia ładu, z „bezwładu, entropii i anarchii” obronną ręką wychodzi tylko brutalna energia głupoty, bohaterowie przypominają stado wilków, ogarniętych naraz śpiączką i wścieklizną, czy wypada mówić o wysokim celu, o konstruktywnych treściach „Tanga”? Wypada, nawet należy. Co więcej, społecznie dodatnich wartości „Tanga” nie trzeba odszukiwać na drodze pokrętnych interpretacji, leżą one na wierzchu, biją w oczy, autor wcale swego ostrego dydaktyzmu nie ukrywa. Jeżeli przed wiekami Horacjusz w podręczniku sztuki poetyckiej radził miesza przyjemne z pożytecznym, to tej wielkiej zasadzie sztuki zorientowanej społecznie Mrożek dochował wierności. Z tą może zmianą receptury Rzymianina, że nie przyjemne, lecz nieprzyjemne z pożytecznym okazuje on naszym oczom, by nas pouczać i przestrzegać. Syn XX wieku, wierzy Mrożek w skuteczność antyjadów, przywykł mikroby zwalczać bakteriami własnego chowu. Pokazał w utworze dramatycznym „Tango” intymne życie rodziny, wedle zasady, iż jak w kropli wody odbija się w tej podstawowej grupie społecznej ocean wielkich spraw. Wyciągnął na scenę nasze naturalne tęsknoty do wolności osobistego postępowania, bunt przeciw sztywnym regułom moralności, skompromitował płytką miernotę rzekomo światoburczych zapędów — ale nie stanął na tym. Wbił gola w bramkę przeciwnika, po chwili zaczął bombardowanie własnej, po chwili widzimy już, że gra on, strzelec kąśliwy, przeciw obu stronom, że nie ma na placu jego kolorów… On rozbija iluzje: ułatwionej nowoczesności, ułatwionego ładu, prymitywnego buntu i prymitywnego porządku. Z wprawą zatrudnionego w urzędzie śledczym psychoanalityka egzaminuje Mrożek nasze domowe i publiczne cnoty, z zadziwiającym brakiem taktu wypomina każdemu i wszystkim (na modelowym przykładzie rodziny), że źle się zachowujemy, my starcy, my młodzi, i cała nieokreślona reszta; że nowego ładu stosunków między ludźmi nie robi się ani na zasadzie leniwej anarchii, ani przy pomocy energicznego pustosłowia. Nieprzyjemne to razem i bezpożyteczne — pożyteczny jest na placu sam autor, demaskator bezlitosny i aż naiwny; bo pomyślmy, jak bardzo trzeba być przywiązanym do idei ładu, w jakim stopniu trzeba być zaprzedanym raz na zawsze wierze w harmonijną wizję życia rodzinnego, żeby aż tak namiętnie powstawać przeciw bezładowi, brutalnej dysharmonii, przeciw młodym durniom, i starym, i średnim. „Zobaczysz, że nam się uda” — woła jeden z bohaterów, ale się nie udało, i dobrze, że się nie udało. Mrożek jest przeciw formalnej stabilizacji, przeciw „małej” stabilizacji, przeciw stabilizacji na poziomie bezładu, przeciw stabilizacji na poziomie trzymania za twarz — wolno przypuszczać, że jest przeciw każdej formie moralnego samouspokojenia i bezruchu. Jest dydaktykiem nader nowoczesnym, działa nie przy pomocy środków uspokajających, przeciwnie, pobudza osłabione organy naszej świadomości, z uporem poucza, że mamy zamglone oczy, zwiotczałe muskuły, że niedoskonale i wymagające treningu są nasze sprawności społeczne. Jeden z czeskich przyjaciół Franza Kafki zanotował taką obserwację wielkiego artysty: „Byłem z Kafką na wystawie malarzy francuskich… Były tam obrazy Picassa: kubistyczne martwe natury i różowe kobiety z ogromnymi stopami. — Oto samowolny deformator —zauważyłem. — Nie sądzę — powiedział Kafka. — On po prostu notuje te zniekształcenia, które nie przedarły się jeszcze do naszej świadomości. Sztuka jest lustrem, które »się śpieszy«, jak zegarek. Niekiedy”. Oglądajcie zniekształcenia, które sztuka pokazuje naszym zmęczonym codziennością oczom. Oglądajcie przyśpieszone lustro naszych wspólnych błędów, w nim zobaczycie szpetnie przekrzywioną twarz naszych kontrowersji: nas nowoczesnych przeciw nam tradycjonalistom, nas zbuntowanych przeciw nam wielbicielom formy i ładu. Zgryźliwy moralizator Mrożek za kulisami trzyma w rezerwie, zazdrośnie schowane, łagodne boginie Ładu, Harmonii i Piękna. To dobrze wychowane damy, wątpię czy by chciały tańczyć tango, przynajmniej z nami pewnie by nie chciały… Stefan Treugutt. Na ostatniej stronie ulotki na górze widnieje napis Teatr Współczesny Rok 1965 otoczony od góry i po bokach czarnymi prostokątami. Na dole jest kula ziemska na prostej kresce. Nad nią jest napis: Sławomir Mrożek, Tango.
Program Tanga Sławomira Mrożka wystawionego w Warszawie w 1965
Źródło: Léo Mabmacien, dostępny w internecie: flickr.com, licencja: CC BY-SA 2.0.
konformizm
bierne przyjmowanie zasad i wartości uznawanych w danej grupie w celu utwierdzenia własnej przynależności do tej grupy
R1NGGEXFL68RG1
Na zdjęciu widać twarz mężczyzny, który ma lekko rozczochrane dłuższe siwe włosy. W lewym uchu ma srebrny kolczyk w kształcie koła. Ubrany jest w czerwoną rozpiętą piżamę. Ma rozmarzony wyraz twarzy.
"Tango", reż. Maciej Englert, Teatr Współczesny w Warszawie, 1997. Na zdjęciu: Zbigniew Zapasiewicz (Stomil). Fot. Michał Englert, Archiwum Teatru Współczesnego w Warszawie
Tango
STOMIL [...] Gdybyś żył w tamtych czasach, wiedziałbyś, ile zrobiliśmy dla ciebie. Ty nie masz pojęcia, jak wtedy wyglądało życie. Czy wiesz, ile trzeba było odwagi, żeby zatańczyć tango? [...] Że zachwycono się malarstwem naturalistycznym? Teatrem mieszczańskim? Mieszczański teatr! Ohyda! [...]
ARTUR Namawiacie mnie do antykonformizmuantykonformizmantykonformizmu, który zamienia się od razu w konformizmkonformizmkonformizm. Z drugiej strony nie mogę przecież wciąż być konformistą. Mam już swoje lata. Koledzy śmieją się ze mnie.
STOMIL A sztuka, Arturze? A sztuka? [...]
ARTUR Jak sztuka?
STOMIL Sztuka w ogóle. Całe moje życie poświęciłem sztuce. Sztuka to wieczny bunt. Może byś spróbował? [...] Nie doceniasz sztuki. Ja właśnie mam pomysł nowego eksperymentu, zaraz zobaczysz [...] Proszę zajmować miejsca, proszę zajmować miejsca! [...]
ALA A co to będzie?
ARTUR Eksperyment teatralny. To mania mojego ojca. [...]
STOMIL (który wrócił tymczasem, niosąc dość duże pudło, i wszedł za katafalk, wystaje mu stamtąd tylko głowa) Proszę państwa, proszę się skupić. Oto bohaterowie dramatu!
(z emfazą, jak dyrektor cyrku zapowiadający kolejny numer) Adam i Ewa w raju!
(nad katafalkiem który służy za scenę, ukazują się dwie postacie – pacynki, którymi Stomil porusza jak rękawiczkami. Adam i Ewa,Ewa z jabłkiem w dłoni)
EUGENIUSZ To już było!
STOMIL (stropiony) Kiedy?
EUGENIUSZ Na początku świata.
STOMIL Nie szkodzi. Było w starej wersji. Ja opracowałem nową.
EDEK A wąż?
ELEONORA (uspokaja go szeptem)
Ciiiicho...
STOMIL Węża mamy w domyśle. Wszyscy znamy tę historię. Uwaga, zaczynamy!
(grubym głosem)
Więc jestem w raju i jestem Adamem. Ten status otwiera wszelkie możliwości. Lecz już się zaczęło: Oto z mojej kości powstała Ewa. A co z niej powstanie? O, losie! Tyś odpowiedzią na moje pytanie! (dyszkantem) Adam był pierwszy, lecz nie był nim wcale, póki mnie nie było. Teraz chodzi dumny. Czy nie rozumie, choć taki rozumny, że tylko nie być można doskonale? Gdy świeci słońce, gdzie idą ciemności? O, losie... (rozlega się silny huk i jednocześnie światło gaśnie)
GŁOS ELEONORY Stomilu, Stomilu, co się stało, ty żyjesz?!
GŁOS EUGENIUSZA Straż, straż!
(Błysk zapałki, którą zapala Artur. Następnie zapala nią gromnice. Ukazuje się Stomil, z rewolwerem, koniecznie dużym bębenkowcem, w dłoni)
STOMIL Ha, co? Udało się?
ELEONORA Stomilu, tak nas przestraszyłeś!
STOMIL Eksperyment powinien wstrząsnąć. To moja pierwsza zasada. [...]
ELEONORA Jak to zrobiłeś, Stomilu?
STOMIL Spaliłem stopki i strzeliłem z rewolweru.
ELEONORA Nadzwyczajne [...]
STOMIL A ty, Eugenio?
EUGENIA Hę?
STOMIL (głośniej)
Pytam, czy mama zrozumiała eksperyment.
EUGENIA (z całych sił)
Co?
ELEONORA Mama ogłuchła od eksperymentu.
EUGENIUSZ Wcale się nie dziwię.
STOMIL Wytłumaczę ci: poprzez działanie bezpośrednie wytwarzamy jedność momentu akcji i percepcji. Jasne?
EUGENIUSZ No i co?
STOMIL Jak to co?
EUGENIUSZ Co to ma wspólnego z Adamem i Ewą?
ELEONORA Eugeniuszu, skup się!
STOMIL Chodzi o fenomen teatralny. Dynamika faktu sensualnego. To na ciebie nie działa?
EUGENIUSZ Prawdę mówiąc, nie bardzo.
STOMIL (rzuca rewolwer na katafalk)
Nie, ja już nie mam siły!
ELEONORA Nie zniechęcaj się, Stomilu. Jeżeli ty nie będziesz eksperymentował, to kto będzie?
(wszyscy wstają, odsuwają krzesła)
EUGENIUSZ Plajta, panowie!
EDEK Wolę kino.
tango Źródło: Tango, [w:] Sławomir Mrożek, Wybór dramatów i opowiadań, Kraków 1975, s. 102–109.
RAMJB957RFALB
Obraz przedstawia abstrakcję. Są tu prostokątne kształty o różnych rozmiarach, które rozmieszczone w prostokątnej przestrzeni otoczonej przez kolor jasnożółty. Prostokąty są czerwone, czarne, żółte, niebieskie i jasne. W środku stają się coraz mniejsze, co tworzy poczucie głębi.
Kazimierz Malewicz, Suprematyzm (projekt kurtyny teatralnej, z E. Lissitsky), ok. 1919
Źródło: wikiart.org, domena publiczna.
Słownik
groteska
groteska
(fr. grotesque – dziwaczny, dziwaczność) – określenie szczególnego rodzaju komizmu, którego właściwością jest odrzucenie przyjętych zasad prawdopodobieństwa, prowadzące do powstania zdeformowanego obrazu rzeczywistości; charakterystyczne dla groteski jest współwystępowanie elementów tragizmu i komizmu, czy kontrastu, które służą celom satyrycznym lub parodystycznym; utwór literacki o elementach komicznie przejaskrawionych, nieprawdopodobnych, karykaturalnych