PROGRAM 5. Budowanie pozytywnego klimatu szkoły/przedszkola
„Jeśli dziecko nie może nauczyć się w sposób, w jaki my uczymy, może powinniśmy uczyć tak, jak ono się uczy.”
Ignacio EstradaIndeks górny 11Indeks górny 11
Szkoła jako instytucja edukacyjno‑wychowawcza zawsze była miejscem, w którym spotykali się dorośli „nosiciele właściwych przekazów” (reprezentanci wiarygodnego w danym czasie świata wartości i towarzyszących im norm) z tymi, którzy mają „dojrzeć” do zobaczenia ich ważności i niezbędności dla funkcjonowania w życiu społecznym. Prawdopodobnie większość z nas posiada pozytywne wspomnienia z życia szkolnego, a przynajmniej z jakiegoś okresu – nauczania początkowego, gimnazjum czy szkoły średniej. Na ogół Polacy pozytywnie oceniają szkolnictwo publiczne, co ciekawe – sprzyja temu bycie w starszym wieku, zamieszkiwanie w małych miejscowościach i niższe dochody (Feliksiak, 2023). Choć dość wysoka ocena poziomu kształcenia ulegała obniżeniu od początku pierwszej dekady XXI wieku (spadek z ponad 60% do ponad 40%), to Polacy przypisują szkołom znaczący wpływ na przekazywanie patriotyzmu, zasad moralnych, tolerancji, na współpracę z rodzicami, dbanie o rozwój fizyczny wychowanków czy wysoki poziom wiedzy (wskazania powyżej 50%). Z kolei niewielu respondentów (co trzeci) uważa, że instytucja ta przygotowuje do aktywnego uczestnictwa w życiu społecznym i politycznym kraju czy do radzenia sobie z problemami, jakie niesie współczesne życie (Feliksiak, 2023).
Jednak coraz częściej można spotkać osoby, które o szkole chciałyby zapomnieć. Bywa to rezultatem splotu niekorzystnych warunków zewnętrznych, do których należy m.in. bycie imigrantem, osobą z niepełnosprawnością, członkiem dyskryminowanej grupy etnicznej lub religijnej, czy dysfunkcyjnej rodziny (w której mamy do czynienia z alkoholizmem, niedostatkiem w sferze ekonomicznej, rozwodem rodziców) oraz znalezienie się w niekorzystnej roli grupowej – „podporządkowanego”, „ofiary” lub „niewidzialnego”. Niejednokrotnie dzieci poddawane są presji, otrzymując społeczny przekaz, że oceny, osiągnięcia szkolne gwarantują „sukces”. Niektórzy dorośli powołują się na niski prestiż pracy fizycznej, albo straszą niezdaniem matury, umniejszając pracę drugiego człowieka i potwierdzając brak wiedzy na temat uważności wobec siebie i innych, rozpoznawania emocji, potrzeb, rozwijania umiejętności społecznych.
Młodzi ludzie, zwłaszcza na progu dorosłości, są dziś szczególnie wyczuleni na słabości tradycyjnej socjalizacji, opartej na opozycji podmiot–przedmiot i dominacji treści, a zarazem pragną nowej, kompleksowej socjalizacji, otwartej na różnorodność perspektyw i strategii życiowych, emocjonalność i indywidualne doświadczenie. Jej centralnym punktem pozostaje kategoria życia codziennego, w której to, co bezpośrednio dostępne, przeplata się ze światem wirtualnym. Niestety, niekontrolowany dostęp dzieci do internetu, zwłaszcza do smartfonów, przed 13–14 rokiem życia (co wiąże się z przyzwoleniem rodziców) odbija się negatywnie na procesie rozwojowym i umiejętnościach społecznych. Zdaniem pedagoga i socjologa Marusza Jędrzejko (2023), punktem wyjścia są braki w zakresie wychowania rodzinnego – część przedstawicieli pokolenia dorosłych nie rozumie, gdzie leżą granice jednostkowej wolności i utożsamia wychowanie dzieci w dobrobycie z ich dobrostanem.
Z drugiej strony, czy można zaakceptować fakt, że dziecko czy nastolatek chodzi na korepetycje z połowy przedmiotów lub uczęszcza do szkoły z niechęcią, poniekąd z przymusu? Pojawia się pytanie, jaką rolę w takim razie spełnia ta instytucja. Czy nie jest podstawowym punktem odniesienia dla aktualnych ocen samego siebie i przyszłych osiągnięć? Niektórzy w ten sposób funkcjonują całe życie szkolne, potem idą na studia, do pracy i nie konfrontują się z tym. Najczęściej punktem zwrotnym jest jakiś kryzys, który może wynikać z sytuacji obiektywnych, nierzadko traumatycznych (np. doświadczenia imigrantów), ale bywa też wynikiem „zderzenia” samooceny czy aspiracji (często wyniesionych z domu rodzinnego) z życiem codziennym, które podszyte jest lękiem, brakiem nadziei, sensu i radości. Można powiedzieć, że problemem jest niejednokrotnie brak relacji z innymi, znaczącymi osobami, a przede wszystkim z samym sobą. Ze strony młodzieży pojawia się ważne pytanie: dlaczego dorośli nas nie słuchają? Można je także adresować do nas – dorosłych – dlaczego nie słuchamy (lub za rzadko słuchamy) naszych dzieci/podopiecznych?! Gdybyśmy to robili, zapewne uniknęlibyśmy większości problemów, z jakimi mierzą się młodzi ludzie (Pucułek, 2021).
Z biologicznego punktu widzenia dziecko, które staje się uczniem, przechodząc przez kolejne etapy rozwojowe, potrzebuje odpowiedniej ilości snu, pożywienia, nawodnienia organizmu, zdrowego ruchu, ograniczonego czasu przebywania ze smartfonem w ręce… Od strony poznawczej ważne są wiedza, umiejętności, możliwość wyboru (nienarzucania) zainteresowań, pasji, kolejnych etapów kształcenia, co łączy się z przezwyciężaniem rozmaitych trudności. Od strony psychicznej, emocjonalnej istotne jest doświadczanie uwagi, szacunku, wsparcia, wymagań i zaufania, są one podłożem „dawania” i „brania”, a co za tym idzie, satysfakcjonujących relacji międzyludzkich. Te ostatnie decydują o powodzeniu integracji, a więc o procesie koordynowania, harmonizowania działań poszczególnych jednostek – członków społeczności klasowej, a na wyższym poziomie – społeczności szkolnej, co łączy się z przekonaniem o ich pozytywnym znaczeniu, także na płaszczyźnie emocjonalnej. W konsekwencji uczestnicy tego procesu mają poczucie bycia we wspólnocie, chętnie angażują się w rozmaite zadania, modyfikują swoją samoocenę i poczucie własnej wartości. Chodzi zatem o zachowania kreatywne, lecz przewidywalne.
Wybitny filozof Tadeusz Kotarbiński konstatował: „jak by to było znakomicie, gdyby można było rzec po prostu, iż w ostatecznym odniesieniu cokolwiek robimy, robimy to zawsze dla kogoś, czyli dla czyjegoś dobra” (1986, s.130), a „opiekun wtedy jest spolegliwy, kiedy można słusznie zaufać jego opiece, że nie zawiedzie, że zrobi wszystko, co do niego należy, że dotrzyma placu w niebezpieczeństwie i w ogóle będzie pewnym oparciem w trudnych okolicznościach” (Kotarbiński, 1986, s. 59).